poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 55

3 komentarze:
- Najlepsze, jak Tom chciał poderwać te brunetkę i okazało się, że to Nareesha – śmiał się Nath, a po chwili cała reszta.
- Dajcie spokój, wypiłem tylko trzy piwa, nie mogło być ze mną aż tak źle!
Było grubo po 1 w nocy, gdy postanowiliśmy wrócić do domu. Kolejny wieczór zapowiadał się na siedzenie przez telewizorem, więc wpadliśmy na pomysł, żeby wyskoczyć do jakiegoś klubu.
- Tom, z tobą wciąż jest źle – śmiał się Max.
Razem z Patrycją trzymali się raczej z boku, wpatrywali się w siebie i cały czas o czymś rozmawiali. Poczułam się nieswojo. Chciałam, by Patrycja była moją przyjaciółką i starałam się o to, lecz patrząc teraz na nich zdałam sobie sprawę, że ją zaniedbałam. Przez to zamieszanie z gazetą nawet nie miałam okazji porozmawiać z nią o tym co jest między nią, a Max’em. Nie powinnam zrzucać winy na okoliczności, całkiem o niej zapomniałam i to moja wina. Postanowiłam, że w najbliższym czasie zabiorę ją na kawę i o wszystkim porozmawiamy.
- O czym tak myślisz? – zapytał Jay całując mnie w szyję.
Całe moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz.
- O niczym, zamyśliłam się – odpowiedziałam uśmiechając się.
- Wiesz… u nas pewnie ciężko będzie dzisiaj zasnąć, więc…
- Jay – spojrzałam na niego. Widziałam po nim, że coś kombinował – wszystko w porządku?
- Tak kochanie – pocałował mnie w czoło – po prostu chciałem spędzić ten wieczór z tobą… - uśmiechnął się słodko.
- Ja… - chciałam coś powiedzieć, ale zobaczyłam coś takiego w jego oczach… nie potrafiłam mu odmówić, nawet nie wiem dlaczego chciałam się sprzeciwiać. Sięgnęłam ręką do torebki sprawdzając czy mam klucze do domu – no dobrze.
- To idziemy – puścił mi oczko i ruszyliśmy.
Po pół godzinie byliśmy na miejscu. Przekręciłam klucz i otworzyłam drzwi. Weszliśmy do środka i rozglądnęłam się wdychając pamiętny mi zapach. Powróciły wspomnienia: babcia Lena, całe moje życie, moje osiemnaście lat…
- Skarbie…?
- Po prostu… długo tu nie byłam – uśmiechnęłam się pociągając nosem.
Jay przysunął się do mnie i namiętnie pocałował.
- Pójdę wziąć prysznic – powiedziałam, gdy odsunął się ode mnie – Na dole jest druga łazienka, jeśli chcesz się odświeżyć…
- Dziękuję kotku – ponownie mnie pocałował i ruszył w kierunku łazienki.
Odprowadziłam go wzrokiem i zaczęłam się zastanawiać nad jego zachowaniem. Nie twierdzę, że coś z nim nie tak, ale po prostu czuję, że mój Loczek coś kombinuje. Uśmiechnęłam się do siebie i poszłam na górę. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic odkręcając ciepłą wodę. Rozkoszowałam się chwilą, gdy ciepłe kropelki spływały po moim cieple przyjemnie je rozgrzewając. Gdy już wystarczająco się odprężyłam, osuszyłam włosy i przebrałam się w czystą bieliznę. Z ręcznikiem na ramionach wyszłam z łazienki i wycierając włosy wróciłam do swojego pokoju. Otworzyłam drzwi i na sam widok krzyknęłam.
- Wybacz, nie chciałem cię przestraszyć – powiedział brunet.
Lekko przerażona szybkim ruchem zdjęłam ręcznik z ramion i zasłoniłam się nim przed chłopakiem. Kątem oka widziałam, jak kąciki jego ust nieznacznie się uniosły.
- Co ty tu robisz? Jak tu wszedłeś?!
- Przepraszam – odpowiedział podnosząc się z łóżka – pukałem, dzwoniłem nikt nie otwierał, a widziałem światło w oknie więc wiedziałem, że musisz być w domu.
- No tak, jestem w domu…
- Wszedłem, bo zacząłem się bać, że ktoś się włamał, a ty…
- Zayn… jak widzisz nic mi nie jest, więc… po co właściwie przyszedłeś? – zapytałam ściskając rogi ręcznika, który zasłaniał moje pół nagie ciało.
- Chciałem porozmawiać – odpowiedział, podchodząc do mnie. Był bardzo poważny.
- No dobrze, ale… - przerwałam, bo usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Jay. Całkiem o nim zapomniałam… – Poczekaj tu. Tylko błagam, nie wychodź z pokoju.
Wciąż trzymając ręcznik zbiegłam po schodach. Skręciłam w kierunku łazienki i o mało nie wpadłam na Loczka.
- Gdzie tak pędzisz? – uśmiechnął się słodko. W ręce trzymał koszulkę, którą wcześniej miał na sobie.
- Do ciebie – odwzajemniłam gest nieco sztucznie – Mam prośbę, skoczyłbyś do sklepu? Lodówka jest pusta, a chyba nie chcemy rano głodować.
- Racja, dbam o linię ale nie aż tak – zaśmiał się. Jaki on jest słodki gdy się tak uśmiecha…
- Dzięki – powiedziałam i poczekałam aż chłopak wyjdzie z domu.
Przekręciłam klucz, pobiegłam na górę i ponownie stanęłam przed Zayn’em. Chłopak zmierzył mnie wzrokiem i zadziornie się uśmiechnął.
- Khm. Chciałeś o czymś porozmawiać – przypomniałam mu.
- Tak – podszedł do mnie – Czy jest ktoś na dole?
- Już nie, ale nie mamy dużo czasu. Słucham – starałam się go pospieszyć. Jay mógł wrócić w każdej chwili, a ja nie chciałam by nas tak zobaczył. To było zbyt dwuznaczne/
Chłopak zbliżył się jeszcze o kilka kroków i spojrzał mi w oczy. Myślałam, że przejdzie do czynów, lecz on stał w miejscu i gapił się na mnie.
- Ostatnio dużo o tobie myślałem.
- Dlaczego? – nie udawałam zaskoczenia.
- Nie wiesz…? – zapytał lekko obracając głowę.
Otworzyłam usta, by coś powiedzieć, lecz dojrzałam w jego oczach odpowiedź.
- Zayn… rozmawialiśmy o tym. Sam powiedziałeś, że nie chcesz mnie rozdzielać z chłopakami, że…
- …, że nie mam zamiaru cię krzywdzić, że jesteś piękna i inteligentna… pamiętasz? Obudziłaś się wtedy w moim łóżku, bo pomyliłaś pokoje. Byłaś taka przerażona, myślałaś, że coś między nami zaszło… wyglądałaś tak słodko naciągając koszulkę na uda… miałaś te cudowne rumieńce, a lekko poczochrane włosy opadały ci na ramiona… – mówiąc to obudził we mnie wspomnienia. Odtwarzałam to w głowie, aż doszłam do momentu, gdy o włos się nie pocałowaliśmy. Całą sytuację przerwał Niall… Brunet przysunął się do mnie, bez przerwy wpatrując się w moje oczy. Moja ręka trzymająca ręcznik jakby się rozluźniła i już ostatkiem sił zaciskała materiał na piersi – Chyba chciałaś wyjść, lecz wpatrywałaś się we mnie, spałem bez koszulki… – uśmiechnął się delikatnie. Nasze twarze naprawdę dzieliły już tylko milimetry, a ja, obserwując jego miękkie usta z wielkim trudem powstrzymywałam się przed jakimkolwiek ruchem – znowu się zarumieniłaś. Gdyby nie Niall, skończyłoby się to całkiem inaczej. Taka piękna dziewczyna w moim łóżku… nie mogłem się powstrzymać, by cię nie pocałować… tak, jak teraz.
Chłopak delikatnie oparł głowę o moje czoło. Czułam, jak prawą dłonią powoli przesuwał po mojej ręce. Wplótł swoje palce między moje i swobodnie opuścił moją rękę sprawiając, że ręcznik którym tak usilnie starałam się uchronić moje ciało przed jego wzrokiem upał na podłogę. Cała drżałam. Chłopak drugą ręką subtelnie objął mnie w talii i jeszcze bardziej zmniejszył odległość do moich ust. Nie potrafiłam wyjaśnić, co się ze mną dzieje. Czy można zakochać się w dwóch osobach na raz? Gdzieś tam w myślach dobijała się do mnie świadomość, że mam chłopaka, że jest nim ukochany Jay… ale teraz… nie liczyło się nic innego.
Wciąż wpatrując się w brązowe oczy chłopaka przeniosłam swoje dłonie na jego klatkę piersiową i chwyciłam za zamek odsuniętej bluzy. Zayn bez oporu zsunął ręce na moje biodra i delikatnie przysunął mnie do drzwi. Uśmiechnął się zadziornie i powoli musnął moje usta. Odwzajemniłam pocałunek i przyciągnęłam go za bluzę, by już mi nie uciekł. Chłopak oddawał każdy pocałunek, jego miękkie wargi sprawiały, że chciałam więcej i więcej. Poczułam, że moje ciało ogarnęła fala gorąca i zorientowałam się, że całym ciałem przylegam do bruneta. Przycisnął mnie do siebie, obrócił i nie przerywając pocałunków ruszyliśmy w kierunku łóżka. Wspięłam się na nie ciągnąc za sobą Zayn’a.
- Nie chcę… cię… wykorzystać… – powiedział łapiąc oddech.
- Więc tego nie rób – odsunęłam się od niego i podeszłam do okna.
Czułam złość, której nie potrafiłam racjonalnie wytłumaczyć. Co on sobie myśli? Uwodzi mnie, zaczyna całować, a ja głupia godzę się na to, bo nie wiem co, ale jednak coś ciągnie mnie do niego! A on jakby nigdy nic wyskakuje z takim „stwierdzeniem”.
- Ania, źle mnie zrozumiałaś…, ja nie chcę cię uwieść, wykorzystać i odejść, ja…
Ktoś zadzwonił do drzwi. Jay wrócił.
- Musisz stąd wyjść. Chodź.
Złapałam chłopaka za rękę i zbiegliśmy na dół. Zaprowadziłam go do tylnych drzwi i wypuściłam na zewnątrz.
- Musimy porozmawiać, nie chciałem żeby to się tak skończyło, posłuchaj ja…
- Nie teraz. Nie dzisiaj.
- Nie chcę cię…
- Wiem! Nie chcesz wykorzystać, mówiłeś to. Więc skoro nie chcesz, to na czym ci zależy?
- Ja…
- Musisz…
- Muszę z tobą porozmawiać. Wiem, że nie teraz, ale muszę. Do zobaczenia.
Zayn przysunął się do mnie, spojrzał w oczy uśmiechając się i odszedł. Z wyrzutami sumienia wróciłam do domu i otworzyłam Loczkowi.

__________
No ,znowu mnie trochę nie było. Wakacje, wyjazdy... korzystam przed stresami związanymi z III liceum ;)
Mam nadzieję, że Wam wakacje mijają wolniej, niż mnie :) Rozdział jako taki jest, miało być inaczej, ale żyłka intrygi, która mi pozostała, wciąż działa, za co jestem jej wdzięczna. Wam też dziękuję, że wciąż tu jesteście. Odwdzięczam się czytaniem Waszych opowiadań :*


♥♥♥

niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 54

5 komentarzy:
- Mówiłam mu, żeby poszedł na badania…
- I poszedł – przerwał Karen mąż.
- Tak, ale kilka dni wcześniej! Mógł przez to namieszać i teraz będę musiała tłumaczyć się przed dyrektorem szpitala…
Mąż położył dłoń na kolanie kobiety próbując ją uspokoić.
- Kochanie, na pewno nic złego się nie stało – uśmiechnął się ciepło po czym małżeństwo wysiadło z samochodu i udało się do gabinetu dyrektora.
- Dzień dobry, cieszę się, że państwo przyszli – młody mężczyzna uśmiechnął się do gości – proszę usiąść.
- Jeżeli Liam narobił kłopotów…
- Ależ skąd, nic z tych rzeczy. Po prostu chodzi o to, że…
Do gabinetu weszły dwie kobiety. Obydwie ubrane były w niebieskie fartuchy, co oznaczało że pełnią wyższe funkcje w szpitalu.
- Liam jest na coś chory! – denerwowała się Karen.
- Kochanie, spokojnie… Panie doktorze, w jakiej sprawie nas pan wezwał.
- Przepraszam państwa, że was niepokoję, ale musimy porozmawiać. Te dwie kobiety dokładniej wyjaśnią państwu sprawę.
- Jestem Kate a to jest Susan. Jak państwo wiedzą w szpitalu miał miejsce incydent w którym zginęło kilka osób…
- Jest to problem dla szpitala ponieważ zamieszanie spowodowało chaos – kontynuowała Susan – Oprócz poszkodowanych, najbardziej ucierpiała na tym administracja i my, czyli oddział zajmujący się prowadzeniem badań.
Karen i Geoff uważnie śledzili twarze kobiet, oczekując tej istotnej informacji.
- Tak się złożyło, że materiał Liam'a znalazł się w koszyku wymieszany razem z innymi probówkami. Musiałyśmy dokładnie je oddzielić i sprawdzić która z którą ma zostać przebadana czy porównana. Mam nadzieję, że państwo nadążają – uśmiechnęła się Kate.
- Udało nam się to zrobić, lecz jednak przez przypadek przeprowadziliśmy badanie porównawcze DNA na próbce Liam'a.
- Więc o to chodzi? – zapytał Geoff – Liam musi jeszcze raz zgłosić się na badanie?
- Nie do końca – westchnęła Susan – Nie wzywalibyśmy państwa, gdyby wynik nas nie zaskoczył.
- Tutaj jest wszystko – Mike podał mężczyźnie kopertę. Zdezorientowany, spojrzał na nią, na niego i znów na nią – Proszę otworzyć.
Karen położyła rękę na ramieniu męża i pokiwała głową. Bała się, co może być w środku, lecz chciała wiedzieć. Geoff pewną ręką odkleił skrzydełko koperty i wyciągnął kartkę. Wziął głęboki wdech, rozłożył ją i zaczął czytać. Karen pospiesznie nałożyła okulary i również zaczęła śledzić tekst. Nagle w oczach kobiety stanęły łzy. Przytkała rękę do ust i spojrzała na męża. Ten odwrócił głowę w jej stronę i spojrzał żonie głęboko w oczy.


                Siedzieliśmy przed telewizorem, gdy nagle do domu wpadła Jess.
- Cześć chłopaki! – uśmiechnęła się szeroko, jakby sytuacja, w której ja i Jay się dzięki niej znaleźliśmy w ogóle jej nie dotyczyła.
Spojrzeliśmy na nią i odwróciliśmy się w stronę telewizora. Blondynka westchnęła i stanęła naprzeciw nas.
- Ej! Oglądamy!
- Chłopaki no... przepraszam was… mam trudny i dość ciężki okres w moim życiu, czekaj Tom ja mówię – uniosła palec by go uciszyć – i wiem, mimo to nie powinnam się w ten sposób wyżywać. Przepraszam.
- Przeprosiny przyjęte – uśmiechnął się Seev – Prawda?
Spojrzałam na Nathana. Ani mu się śniło przebaczyć siostrze. I co, ma zamiar tak się na nią złościć? Dziewczyna taka już jest, za dużo powiedziała, a nie chciała tego. Podniosłam się i podeszłam do niej.
- Zgoda – uśmiechnęłam się i przytuliłam ją. O dziwo dziewczyna odwzajemniła uścisk.
- Skoro ty jej wybaczyłaś to my też… - powiedział ponuro Nath i poczochrał siostrę – Nie lubię cię, ale niech ci będzie.
- Też cię kocham braciszku – uśmiechnęła się – Widzę, że niezbyt macie ochotę na spacer?
- W sumie to możemy się przejść, prawda gnojki? – powiedział Seev rzucając towarzystwu irytujące spojrzenie.
- To co, idziemy do szpitala? – zaproponowała ochoczo.
- Powariowałaś? Tyle kilometrów?
- No… nie żebyśmy nie byli zwolennikami ruchu, ale moje nogi się na to nie godzą – skrzywił się Jay.
- W takim razie wy idźcie na mniej wyczerpujący spacer, a ja wpadnę po te wyniki. I tak mam do załatwienia sprawę w szpitalu – uśmiechnęła się uroczo i wyszła.
Byliśmy nieco zdziwieni jej odmianą i tym, jak chętna była odebrać badania za nas, ale działało to na naszą korzyść, więc nie marudziliśmy.
- Ciotki, idziemy na spacer! – krzyknął Jay, aż podskoczyłam – chyba wezmę moją jaszczurkę…
- Smycz jest w kuchni – powiedział Nath.
- Co? Macie smycz dla… niej? – zapytałam zdziwiona.
- No, ba!
Uśmiechnięta wzruszyłam ramionami i po kilkunastu minutach piątka wariatów szła spacerkiem z jaszczurką na smyczy i… ze mną.


- Jak już mówiłem, wyniki mogą nie być wiarygodne przez to zamieszanie, nawet, jeśli badanie przeprowadzono przez pomyłkę.
- Tak…, wiemy – odpowiedział Geoff zerkając na żonę – Tyle, że…
- Tak?
Zapadła cisza. Małżeństwo patrzyło na siebie, jakby zastanawiali się, czy to o czym myślą może jakoś się z tym wszystkim łączyć.
- Panie doktorze – zaczęła Karen – Osiemnaście lat temu zaszłam w ciążę. Urodziłam w tym szpitalu lecz… - kobieta z trudem przełknęła ślinę - Tego samego dnia rozległ się alarm. Przywieziono pacjenta któremu w klatce piersiowej utkwił pocisk z drugiej wojny światowej… podobno pasjonował się artylerią wojenną i razem z sąsiadem skonstruowali działo, które miało ten pocisk wystrzelić… nie wiem jak to się skończyło, bo…
- Tak. Po tym incydencie objąłem urząd dyrektora. Pamiętam pani Payne.
- To było kilkanaście lat temu, nie było tego, co teraz, ewakuacja przebiegła chaotycznie, policja nie mogła poradzić sobie z uciekającym personelem i pacjentami… niepouczone pielęgniarki ewakuowały oddział noworodków na którym było moje dziecko – mówiła cicho Karen – od tego dnia już nigdy więcej nie zobaczyłam…
Lekarz wstrzymał oddech. Jeżeli rzeczywiście tak było, a wyniki nie kłamią…
- Proszę się uspokoić. Proszę przyprowadzić syna na powtórne badanie. Zabezpieczyliśmy materiał drugiej osoby, więc wystarczy, że Liam odda próbkę. Wszystko będzie dobrze...
Mike odprowadził rodziców do wyjścia i nie mógł uwierzyć, że na jego oczach dzieją się cuda.

_________
Dwa rozdziały bez ogłoszeń parafialnych, a dzisiaj krótko :)
- przepraszam za przerwę - trudny okres w życiu.
- dziękuję tym, którzy zostali i zostawili ostatnio budujące komentarze
- proszę o znak, czy mam pisać dalej 
:*


 ♥♥♥
Neva Bajkowe Szablony