poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 55

3 komentarze:
- Najlepsze, jak Tom chciał poderwać te brunetkę i okazało się, że to Nareesha – śmiał się Nath, a po chwili cała reszta.
- Dajcie spokój, wypiłem tylko trzy piwa, nie mogło być ze mną aż tak źle!
Było grubo po 1 w nocy, gdy postanowiliśmy wrócić do domu. Kolejny wieczór zapowiadał się na siedzenie przez telewizorem, więc wpadliśmy na pomysł, żeby wyskoczyć do jakiegoś klubu.
- Tom, z tobą wciąż jest źle – śmiał się Max.
Razem z Patrycją trzymali się raczej z boku, wpatrywali się w siebie i cały czas o czymś rozmawiali. Poczułam się nieswojo. Chciałam, by Patrycja była moją przyjaciółką i starałam się o to, lecz patrząc teraz na nich zdałam sobie sprawę, że ją zaniedbałam. Przez to zamieszanie z gazetą nawet nie miałam okazji porozmawiać z nią o tym co jest między nią, a Max’em. Nie powinnam zrzucać winy na okoliczności, całkiem o niej zapomniałam i to moja wina. Postanowiłam, że w najbliższym czasie zabiorę ją na kawę i o wszystkim porozmawiamy.
- O czym tak myślisz? – zapytał Jay całując mnie w szyję.
Całe moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz.
- O niczym, zamyśliłam się – odpowiedziałam uśmiechając się.
- Wiesz… u nas pewnie ciężko będzie dzisiaj zasnąć, więc…
- Jay – spojrzałam na niego. Widziałam po nim, że coś kombinował – wszystko w porządku?
- Tak kochanie – pocałował mnie w czoło – po prostu chciałem spędzić ten wieczór z tobą… - uśmiechnął się słodko.
- Ja… - chciałam coś powiedzieć, ale zobaczyłam coś takiego w jego oczach… nie potrafiłam mu odmówić, nawet nie wiem dlaczego chciałam się sprzeciwiać. Sięgnęłam ręką do torebki sprawdzając czy mam klucze do domu – no dobrze.
- To idziemy – puścił mi oczko i ruszyliśmy.
Po pół godzinie byliśmy na miejscu. Przekręciłam klucz i otworzyłam drzwi. Weszliśmy do środka i rozglądnęłam się wdychając pamiętny mi zapach. Powróciły wspomnienia: babcia Lena, całe moje życie, moje osiemnaście lat…
- Skarbie…?
- Po prostu… długo tu nie byłam – uśmiechnęłam się pociągając nosem.
Jay przysunął się do mnie i namiętnie pocałował.
- Pójdę wziąć prysznic – powiedziałam, gdy odsunął się ode mnie – Na dole jest druga łazienka, jeśli chcesz się odświeżyć…
- Dziękuję kotku – ponownie mnie pocałował i ruszył w kierunku łazienki.
Odprowadziłam go wzrokiem i zaczęłam się zastanawiać nad jego zachowaniem. Nie twierdzę, że coś z nim nie tak, ale po prostu czuję, że mój Loczek coś kombinuje. Uśmiechnęłam się do siebie i poszłam na górę. Rozebrałam się i weszłam pod prysznic odkręcając ciepłą wodę. Rozkoszowałam się chwilą, gdy ciepłe kropelki spływały po moim cieple przyjemnie je rozgrzewając. Gdy już wystarczająco się odprężyłam, osuszyłam włosy i przebrałam się w czystą bieliznę. Z ręcznikiem na ramionach wyszłam z łazienki i wycierając włosy wróciłam do swojego pokoju. Otworzyłam drzwi i na sam widok krzyknęłam.
- Wybacz, nie chciałem cię przestraszyć – powiedział brunet.
Lekko przerażona szybkim ruchem zdjęłam ręcznik z ramion i zasłoniłam się nim przed chłopakiem. Kątem oka widziałam, jak kąciki jego ust nieznacznie się uniosły.
- Co ty tu robisz? Jak tu wszedłeś?!
- Przepraszam – odpowiedział podnosząc się z łóżka – pukałem, dzwoniłem nikt nie otwierał, a widziałem światło w oknie więc wiedziałem, że musisz być w domu.
- No tak, jestem w domu…
- Wszedłem, bo zacząłem się bać, że ktoś się włamał, a ty…
- Zayn… jak widzisz nic mi nie jest, więc… po co właściwie przyszedłeś? – zapytałam ściskając rogi ręcznika, który zasłaniał moje pół nagie ciało.
- Chciałem porozmawiać – odpowiedział, podchodząc do mnie. Był bardzo poważny.
- No dobrze, ale… - przerwałam, bo usłyszałam trzaśnięcie drzwiami. Jay. Całkiem o nim zapomniałam… – Poczekaj tu. Tylko błagam, nie wychodź z pokoju.
Wciąż trzymając ręcznik zbiegłam po schodach. Skręciłam w kierunku łazienki i o mało nie wpadłam na Loczka.
- Gdzie tak pędzisz? – uśmiechnął się słodko. W ręce trzymał koszulkę, którą wcześniej miał na sobie.
- Do ciebie – odwzajemniłam gest nieco sztucznie – Mam prośbę, skoczyłbyś do sklepu? Lodówka jest pusta, a chyba nie chcemy rano głodować.
- Racja, dbam o linię ale nie aż tak – zaśmiał się. Jaki on jest słodki gdy się tak uśmiecha…
- Dzięki – powiedziałam i poczekałam aż chłopak wyjdzie z domu.
Przekręciłam klucz, pobiegłam na górę i ponownie stanęłam przed Zayn’em. Chłopak zmierzył mnie wzrokiem i zadziornie się uśmiechnął.
- Khm. Chciałeś o czymś porozmawiać – przypomniałam mu.
- Tak – podszedł do mnie – Czy jest ktoś na dole?
- Już nie, ale nie mamy dużo czasu. Słucham – starałam się go pospieszyć. Jay mógł wrócić w każdej chwili, a ja nie chciałam by nas tak zobaczył. To było zbyt dwuznaczne/
Chłopak zbliżył się jeszcze o kilka kroków i spojrzał mi w oczy. Myślałam, że przejdzie do czynów, lecz on stał w miejscu i gapił się na mnie.
- Ostatnio dużo o tobie myślałem.
- Dlaczego? – nie udawałam zaskoczenia.
- Nie wiesz…? – zapytał lekko obracając głowę.
Otworzyłam usta, by coś powiedzieć, lecz dojrzałam w jego oczach odpowiedź.
- Zayn… rozmawialiśmy o tym. Sam powiedziałeś, że nie chcesz mnie rozdzielać z chłopakami, że…
- …, że nie mam zamiaru cię krzywdzić, że jesteś piękna i inteligentna… pamiętasz? Obudziłaś się wtedy w moim łóżku, bo pomyliłaś pokoje. Byłaś taka przerażona, myślałaś, że coś między nami zaszło… wyglądałaś tak słodko naciągając koszulkę na uda… miałaś te cudowne rumieńce, a lekko poczochrane włosy opadały ci na ramiona… – mówiąc to obudził we mnie wspomnienia. Odtwarzałam to w głowie, aż doszłam do momentu, gdy o włos się nie pocałowaliśmy. Całą sytuację przerwał Niall… Brunet przysunął się do mnie, bez przerwy wpatrując się w moje oczy. Moja ręka trzymająca ręcznik jakby się rozluźniła i już ostatkiem sił zaciskała materiał na piersi – Chyba chciałaś wyjść, lecz wpatrywałaś się we mnie, spałem bez koszulki… – uśmiechnął się delikatnie. Nasze twarze naprawdę dzieliły już tylko milimetry, a ja, obserwując jego miękkie usta z wielkim trudem powstrzymywałam się przed jakimkolwiek ruchem – znowu się zarumieniłaś. Gdyby nie Niall, skończyłoby się to całkiem inaczej. Taka piękna dziewczyna w moim łóżku… nie mogłem się powstrzymać, by cię nie pocałować… tak, jak teraz.
Chłopak delikatnie oparł głowę o moje czoło. Czułam, jak prawą dłonią powoli przesuwał po mojej ręce. Wplótł swoje palce między moje i swobodnie opuścił moją rękę sprawiając, że ręcznik którym tak usilnie starałam się uchronić moje ciało przed jego wzrokiem upał na podłogę. Cała drżałam. Chłopak drugą ręką subtelnie objął mnie w talii i jeszcze bardziej zmniejszył odległość do moich ust. Nie potrafiłam wyjaśnić, co się ze mną dzieje. Czy można zakochać się w dwóch osobach na raz? Gdzieś tam w myślach dobijała się do mnie świadomość, że mam chłopaka, że jest nim ukochany Jay… ale teraz… nie liczyło się nic innego.
Wciąż wpatrując się w brązowe oczy chłopaka przeniosłam swoje dłonie na jego klatkę piersiową i chwyciłam za zamek odsuniętej bluzy. Zayn bez oporu zsunął ręce na moje biodra i delikatnie przysunął mnie do drzwi. Uśmiechnął się zadziornie i powoli musnął moje usta. Odwzajemniłam pocałunek i przyciągnęłam go za bluzę, by już mi nie uciekł. Chłopak oddawał każdy pocałunek, jego miękkie wargi sprawiały, że chciałam więcej i więcej. Poczułam, że moje ciało ogarnęła fala gorąca i zorientowałam się, że całym ciałem przylegam do bruneta. Przycisnął mnie do siebie, obrócił i nie przerywając pocałunków ruszyliśmy w kierunku łóżka. Wspięłam się na nie ciągnąc za sobą Zayn’a.
- Nie chcę… cię… wykorzystać… – powiedział łapiąc oddech.
- Więc tego nie rób – odsunęłam się od niego i podeszłam do okna.
Czułam złość, której nie potrafiłam racjonalnie wytłumaczyć. Co on sobie myśli? Uwodzi mnie, zaczyna całować, a ja głupia godzę się na to, bo nie wiem co, ale jednak coś ciągnie mnie do niego! A on jakby nigdy nic wyskakuje z takim „stwierdzeniem”.
- Ania, źle mnie zrozumiałaś…, ja nie chcę cię uwieść, wykorzystać i odejść, ja…
Ktoś zadzwonił do drzwi. Jay wrócił.
- Musisz stąd wyjść. Chodź.
Złapałam chłopaka za rękę i zbiegliśmy na dół. Zaprowadziłam go do tylnych drzwi i wypuściłam na zewnątrz.
- Musimy porozmawiać, nie chciałem żeby to się tak skończyło, posłuchaj ja…
- Nie teraz. Nie dzisiaj.
- Nie chcę cię…
- Wiem! Nie chcesz wykorzystać, mówiłeś to. Więc skoro nie chcesz, to na czym ci zależy?
- Ja…
- Musisz…
- Muszę z tobą porozmawiać. Wiem, że nie teraz, ale muszę. Do zobaczenia.
Zayn przysunął się do mnie, spojrzał w oczy uśmiechając się i odszedł. Z wyrzutami sumienia wróciłam do domu i otworzyłam Loczkowi.

__________
No ,znowu mnie trochę nie było. Wakacje, wyjazdy... korzystam przed stresami związanymi z III liceum ;)
Mam nadzieję, że Wam wakacje mijają wolniej, niż mnie :) Rozdział jako taki jest, miało być inaczej, ale żyłka intrygi, która mi pozostała, wciąż działa, za co jestem jej wdzięczna. Wam też dziękuję, że wciąż tu jesteście. Odwdzięczam się czytaniem Waszych opowiadań :*


♥♥♥

niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 54

5 komentarzy:
- Mówiłam mu, żeby poszedł na badania…
- I poszedł – przerwał Karen mąż.
- Tak, ale kilka dni wcześniej! Mógł przez to namieszać i teraz będę musiała tłumaczyć się przed dyrektorem szpitala…
Mąż położył dłoń na kolanie kobiety próbując ją uspokoić.
- Kochanie, na pewno nic złego się nie stało – uśmiechnął się ciepło po czym małżeństwo wysiadło z samochodu i udało się do gabinetu dyrektora.
- Dzień dobry, cieszę się, że państwo przyszli – młody mężczyzna uśmiechnął się do gości – proszę usiąść.
- Jeżeli Liam narobił kłopotów…
- Ależ skąd, nic z tych rzeczy. Po prostu chodzi o to, że…
Do gabinetu weszły dwie kobiety. Obydwie ubrane były w niebieskie fartuchy, co oznaczało że pełnią wyższe funkcje w szpitalu.
- Liam jest na coś chory! – denerwowała się Karen.
- Kochanie, spokojnie… Panie doktorze, w jakiej sprawie nas pan wezwał.
- Przepraszam państwa, że was niepokoję, ale musimy porozmawiać. Te dwie kobiety dokładniej wyjaśnią państwu sprawę.
- Jestem Kate a to jest Susan. Jak państwo wiedzą w szpitalu miał miejsce incydent w którym zginęło kilka osób…
- Jest to problem dla szpitala ponieważ zamieszanie spowodowało chaos – kontynuowała Susan – Oprócz poszkodowanych, najbardziej ucierpiała na tym administracja i my, czyli oddział zajmujący się prowadzeniem badań.
Karen i Geoff uważnie śledzili twarze kobiet, oczekując tej istotnej informacji.
- Tak się złożyło, że materiał Liam'a znalazł się w koszyku wymieszany razem z innymi probówkami. Musiałyśmy dokładnie je oddzielić i sprawdzić która z którą ma zostać przebadana czy porównana. Mam nadzieję, że państwo nadążają – uśmiechnęła się Kate.
- Udało nam się to zrobić, lecz jednak przez przypadek przeprowadziliśmy badanie porównawcze DNA na próbce Liam'a.
- Więc o to chodzi? – zapytał Geoff – Liam musi jeszcze raz zgłosić się na badanie?
- Nie do końca – westchnęła Susan – Nie wzywalibyśmy państwa, gdyby wynik nas nie zaskoczył.
- Tutaj jest wszystko – Mike podał mężczyźnie kopertę. Zdezorientowany, spojrzał na nią, na niego i znów na nią – Proszę otworzyć.
Karen położyła rękę na ramieniu męża i pokiwała głową. Bała się, co może być w środku, lecz chciała wiedzieć. Geoff pewną ręką odkleił skrzydełko koperty i wyciągnął kartkę. Wziął głęboki wdech, rozłożył ją i zaczął czytać. Karen pospiesznie nałożyła okulary i również zaczęła śledzić tekst. Nagle w oczach kobiety stanęły łzy. Przytkała rękę do ust i spojrzała na męża. Ten odwrócił głowę w jej stronę i spojrzał żonie głęboko w oczy.


                Siedzieliśmy przed telewizorem, gdy nagle do domu wpadła Jess.
- Cześć chłopaki! – uśmiechnęła się szeroko, jakby sytuacja, w której ja i Jay się dzięki niej znaleźliśmy w ogóle jej nie dotyczyła.
Spojrzeliśmy na nią i odwróciliśmy się w stronę telewizora. Blondynka westchnęła i stanęła naprzeciw nas.
- Ej! Oglądamy!
- Chłopaki no... przepraszam was… mam trudny i dość ciężki okres w moim życiu, czekaj Tom ja mówię – uniosła palec by go uciszyć – i wiem, mimo to nie powinnam się w ten sposób wyżywać. Przepraszam.
- Przeprosiny przyjęte – uśmiechnął się Seev – Prawda?
Spojrzałam na Nathana. Ani mu się śniło przebaczyć siostrze. I co, ma zamiar tak się na nią złościć? Dziewczyna taka już jest, za dużo powiedziała, a nie chciała tego. Podniosłam się i podeszłam do niej.
- Zgoda – uśmiechnęłam się i przytuliłam ją. O dziwo dziewczyna odwzajemniła uścisk.
- Skoro ty jej wybaczyłaś to my też… - powiedział ponuro Nath i poczochrał siostrę – Nie lubię cię, ale niech ci będzie.
- Też cię kocham braciszku – uśmiechnęła się – Widzę, że niezbyt macie ochotę na spacer?
- W sumie to możemy się przejść, prawda gnojki? – powiedział Seev rzucając towarzystwu irytujące spojrzenie.
- To co, idziemy do szpitala? – zaproponowała ochoczo.
- Powariowałaś? Tyle kilometrów?
- No… nie żebyśmy nie byli zwolennikami ruchu, ale moje nogi się na to nie godzą – skrzywił się Jay.
- W takim razie wy idźcie na mniej wyczerpujący spacer, a ja wpadnę po te wyniki. I tak mam do załatwienia sprawę w szpitalu – uśmiechnęła się uroczo i wyszła.
Byliśmy nieco zdziwieni jej odmianą i tym, jak chętna była odebrać badania za nas, ale działało to na naszą korzyść, więc nie marudziliśmy.
- Ciotki, idziemy na spacer! – krzyknął Jay, aż podskoczyłam – chyba wezmę moją jaszczurkę…
- Smycz jest w kuchni – powiedział Nath.
- Co? Macie smycz dla… niej? – zapytałam zdziwiona.
- No, ba!
Uśmiechnięta wzruszyłam ramionami i po kilkunastu minutach piątka wariatów szła spacerkiem z jaszczurką na smyczy i… ze mną.


- Jak już mówiłem, wyniki mogą nie być wiarygodne przez to zamieszanie, nawet, jeśli badanie przeprowadzono przez pomyłkę.
- Tak…, wiemy – odpowiedział Geoff zerkając na żonę – Tyle, że…
- Tak?
Zapadła cisza. Małżeństwo patrzyło na siebie, jakby zastanawiali się, czy to o czym myślą może jakoś się z tym wszystkim łączyć.
- Panie doktorze – zaczęła Karen – Osiemnaście lat temu zaszłam w ciążę. Urodziłam w tym szpitalu lecz… - kobieta z trudem przełknęła ślinę - Tego samego dnia rozległ się alarm. Przywieziono pacjenta któremu w klatce piersiowej utkwił pocisk z drugiej wojny światowej… podobno pasjonował się artylerią wojenną i razem z sąsiadem skonstruowali działo, które miało ten pocisk wystrzelić… nie wiem jak to się skończyło, bo…
- Tak. Po tym incydencie objąłem urząd dyrektora. Pamiętam pani Payne.
- To było kilkanaście lat temu, nie było tego, co teraz, ewakuacja przebiegła chaotycznie, policja nie mogła poradzić sobie z uciekającym personelem i pacjentami… niepouczone pielęgniarki ewakuowały oddział noworodków na którym było moje dziecko – mówiła cicho Karen – od tego dnia już nigdy więcej nie zobaczyłam…
Lekarz wstrzymał oddech. Jeżeli rzeczywiście tak było, a wyniki nie kłamią…
- Proszę się uspokoić. Proszę przyprowadzić syna na powtórne badanie. Zabezpieczyliśmy materiał drugiej osoby, więc wystarczy, że Liam odda próbkę. Wszystko będzie dobrze...
Mike odprowadził rodziców do wyjścia i nie mógł uwierzyć, że na jego oczach dzieją się cuda.

_________
Dwa rozdziały bez ogłoszeń parafialnych, a dzisiaj krótko :)
- przepraszam za przerwę - trudny okres w życiu.
- dziękuję tym, którzy zostali i zostawili ostatnio budujące komentarze
- proszę o znak, czy mam pisać dalej 
:*


 ♥♥♥

poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 53

4 komentarze:
                Krople deszczu spadały na czarny kapelusz starszej kobiety i skapywały z jego ronda na ramię, wsiąkając w również czarny płacz. Po chwili podniosła wzrok i spojrzała na mnie. Długo badała moją twarz po czym kąciki jej ust delikatnie wygięły się w górę. Odwzajemniłam gest i wtuliłam się w ramię Jay’a. Ten dzień przypominał mi dziewiąty kwietnia, kiedy odbył się pogrzeb babci – było tak samo pochmurnie i tak samo deszczowo. Ten pogrzeb był naprawdę smutny. Dziewięć młodych osób, przed którymi życie dopiero otwierało swoje drzwi zginęło z rąk niezrównoważonego człowieka... nie znaliśmy ich, ale cały Londyn czuł, że stracił jakąś część siebie. Po nabożeństwie udałam się jeszcze na grób babci Leny i wróciliśmy do domu. Nastrój udzielił się chłopakom i każdy zaszył się w swoim pokoju do wieczora.


- Wszystkie badania, które do tej pory zostały przeprowadzane, proszę abyście je dokończyli. Te, które niestety przerwano proszę o ponowne pobranie materiału i ponowienie ich. O pozostałych problemach, których nie wymieniłem proszę mnie informować na bieżąco…
Doktor Mike Hemswort starał się przekazać podwładnym jak najwięcej pewności siebie, która została im drastycznie odebrana w ostatnim czasie. Sam jej potrzebował, lecz wiedział, że teraz to on jest oparciem dla tych ludzi. Westchnął głęboko i podszedł do pracowników.
- Posłuchajcie.. nie chcę, byśmy całkiem odcięli się od tego, co się stało, ale nie powinniśmy tym żyć. Szpital został dokładniej zabezpieczony i taki przypadek nie powinien się powtórzyć. Nasi pacjenci potrzebują nas, naszego wsparcia i opieki, więc proszę was, byście wydobyli z siebie to, co najlepsze. Dziękuję za wsparcie – uśmiechnął się, spojrzał na twarze zebranych które zdawały się wyrażać ulgę i przepełniło go uczucie dumy. Udało się mu dotrzeć do tych ludzi po przejściach.
Gdy spotkanie dobiegło końca, personel wrócił do pracy. Susan i Kate udały się do pracowni, w której przeprowadzano badania genetyczne.
- To co tam mamy na pierwszy ogień?
Kate spojrzała na koszyczek z materiałem i wstrzymała oddech. Probówki były wymieszane. Ta cała strzelanina będzie długo się za nimi ciągnąć, zanim wszystko wróci do normy.
- Mieszankę…
Blondynka spojrzała przez ramię przyjaciółce i głośno westchnęła.
- Będziemy czekać tydzień, aż personel z dnia strzelaniny wróci do pracy?
- To odbije się na nas dużym opóźnieniem no i koszty… - kręciła głową Susan.
- Spokojnie – Kate chwyciła koszyk i spojrzała na probówki – są oznaczone kolorami. Sprawdzimy, czy są pobrane tego samego dnia i…
- …wykonamy testy. To powinno pomóc uniknąć wpadki.
- Poza tym mamy dostęp do kart pacjentów, więc sprawdzimy kiedy byli w szpitalu i czy data pokrywa się z datą pobrania materiału do badań.
- To nie może się nie udać –  Susan uśmiechnęła się pocieszająco.
W ciągu godziny udało im się w miarę ogarnąć bałagan i posegregować próbki.
- Mike Deel…
- Mhm.
- Meredith Crowley…
- Mhm.
- Tych dwoje do badania na obecność genów chorobotwórczych. Dalej Anna Blake…, James McGuiness… badanie genetyczne dotyczące pokrewieństwa.
- Okej, mam. To wszystko?
- Jeszcze jest Liam Payne.
- Czy to nie ten piosenkarz? – zapytała Kate spoglądając na przyjaciółkę znad okularów.
- Prawdopodobnie tak. James McGuiness… To nazwisko też kojarzy mi się z jakimś zespołem. No proszę, sami piosenkarze – uśmiechnęła się blondynka – Jest taki sam kolor, jak Anna i James, ale data się nie zgadza… co robimy? Pisze, że również test do badań kontrolnych czyli DNA…
- Skoro inna data, to odłóż.
- Tak zrobię, tylko przyniosę nam kawę.
Susan odłożyła niepotrzebne jak na razie próbki i wyszła. Po powrocie dziewczyny wróciły do pracy. Jako, że niektóre badania wymagały szybszego uzyskania wyników, technicy korzystali ze sprzętów podobnych do tych używanych w kryminalistyce. Wszystko było gotowe po 12 godzinach.

- I jak, wyniki są? – zapytała Kate sącząc trzecią dzisiaj kawę.
Zegar wybił 3:06, a one spokojnie wykonywały swoją pracę. Postanowiły zarwać nockę, by nadrobić zaległości.
- Tak, mamy je – odpowiedziała leniwie wyciągając kartkę z drukarki – Przeczytaj, ja mam dość na dzisiaj tych małych literek.
Kate odebrała wyniki i spokojnie zaczęła je przeglądać.
- Gen chorobotwórczy musiał mieć ktoś z dalszej rodziny Meredith. Jest go zaledwie 0,098%.
- Ale jednak jest. Tendencja spadkowa?
- Tak – uśmiechnęła się do przyjaciółki dodając jej otuchy przed czekającą ich pracą – A co to…
- Hm?
Płomiennorude kosmki włosów opadały na twarz Kate dodając jej uroku, lecz teraz jej twarz wyrażała ogromne zdziwienie i niezrozumienie, co tylko zaintrygowało Susan.
- Skoro próbki były…
- Kate, o co chodzi? – zapytała ponownie podchodząc do przyjaciółki i zerkając jej przez ramię – Pozytywny??
- Ale dziewczyna ma całkiem inne nazwisko… Czyżby odnaleźliśmy…
- Wygląda na to, że tak, ale… Kate, musimy powiedzieć o tym dyrektorowi i skontaktować się z jego rodziną…
- Ta praca nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać.


                Kilka dni po pogrzebie wybraliśmy się do parku pograć w nogę. Chłopaki odzyskali gen wariactwa i ten dzień był naprawdę udany. Naśladowali sławnych piłkarzy i muszę przyznać, że gdyby branża muzyczna im się znudziła, żaden reżyser by nimi nie pogardził. Po powrocie do domu zajęliśmy się kolacją, gdy zadzwonił telefon.
- Kto dzwonił? – zapytał Tom obierając marchewkę.
Chłopcy przestawili się na zdrową żywność i przygotowywali omlet z warzywami. Ani trochę mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie.
- Ze szpitala. Wasze wyniki będą do odebrania za dwa dni.
- Zamieszanie w końcu się skończy – Jay uśmiechnął się i dał mi buziaka.

__________


♥♥♥

niedziela, 20 lipca 2014

Rozdział 52

3 komentarze:
                Obudził go budzik. Już czwarty raz włączał drzemkę, lecz ten nieugięcie wyrywał chłopaka ze snu. Lekko poirytowany sięgnął po komórkę i jednym okiem zerknął na wyświetlacz.
„Iść na badania”.
- Faktycznie – mruknął pod nosem i powoli wstał z łóżka.
Po wykonaniu rutynowych czynności zszedł do kuchni, zjadł śniadanie i pojechał do szpitala. Co prawda miał je zrobić dopiero za trzy dni, ale pomyślał, że nie stanie się nic złego, gdy zrobi to wcześniej. Przynajmniej będzie miał je z głowy. Miał szczęście i od razu w oczy rzuciło mu się wolne miejsce. Zaparkował i wszedł do budynku. Po piętnastu minutach pielęgniarka poprosiła Liam'a do zabiegowego i po pół godzinie Payne miał wszystko za sobą.


- Jay! Długo jeszcze? Spóźnimy się!
Dochodziła 11, a my wciąż czekaliśmy na Loczka. Tom chodził w kółko, Nath próbował dodzwonić się do swojej siostry, która musiała być na konferencji, Seev próbował się uspokoić i powtarzał głębokie wdechy. Jedynie Max stał oparty o ścianę i zadowolony rozmyślał o Bóg wie czym.
- Ania… proszę cię… idź po niego… - jęczał Parker.
Pobiegłam po schodach na górę i skierowałam się do pokoju Loczka.
- Jay, miałeś zejść zaraz za mną, czemu jeszcze cię… nie ma… Co tu się stało? – zapytałam zdziwiona widokiem bałaganu w pokoju chłopaka.
- Nie mogę znaleźć mojej czapki! – usłyszałam z wnętrza garderoby – Nie ruszę się bez niej – w jego głosie dało się słychać nutę rozpaczy. Uśmiechając się pod nosem podeszłam do niego i przytuliłam go – Em, wszystko okej…? – zapytał nieco zdziwiony.
- Kocham cię wariacie.
- Skarbie, też cię kocham – powiedział patrząc mi w oczy.
- Idziemy? – zapytałam z nadzieją.
- Uh… no doobra.
- Nie bocz się, znajdziemy ją, jak wrócimy – pocałowałam go w policzek i zeszliśmy na dół.
Po kilku kąśliwych uwagach ze strony chłopaków dotyczących guzdrania się Loczka wsiedliśmy do samochodów i ruszyliśmy.
                Na miejscu byliśmy nieco po 11. Szybkim krokiem weszliśmy do budynku, w którym miała odbyć się konferencja. Przed drzwiami pokoju stał lekko zdenerwowany Marc i siostra Nathana – winna całego zamieszania – Jessica.
- Wreszcie jesteście – powiedział – szybko, dziennikarze zaczynają się niecierpliwić.
Marc otworzył drzwi i wszyscy weszliśmy do środka. Cała sala wypełniona była dziennikarzami, którzy bacznie obserwowali nas, gdy zasiadaliśmy przy stole, na którym mieściło się dziesiątki mikrofonów. Wszystkie skierowane były w naszą stronę, jakby czekały, żeby pochłonąć każde wypowiedziane słowo. Marc przywitał się i powiedział parę słów czego spotkanie ma dotyczyć i tak dalej… Szczerze, to mało z tego pamiętam, bo na widok tych wszystkich par oczu wpatrujących się we mnie zaczęłam się denerwować. Po chwili ciszy Nath podniósł się i wziął głęboki wdech.
- Zwołaliśmy to spotkanie, jak wcześniej wyjaśnił Marc, by wyjaśnić plotkę, że obecna tutaj Anna Blake jest siostrą Jay’a. Fałszywa informacja pojawiła się wczoraj w prasie i zależy nam, by jak najszybciej to wyprostować. Nie dociekamy, kto wypisał te brednie, jednakże jest mi żal tej osoby, że kierowała się niesprawdzonymi informacjami.
- Panie Sykes, skoro mowa o niesprawdzonych informacjach, źródło tej „plotki” jest chyba jak najbardziej wiarygodne – odezwała się jakaś kobieta, która wstając elegancko poprawiła okulary.
Nathan usiadł i rzucił siostrze karcące spojrzenie.
- Co pani ma na myśli, mówiąc źródło? – zapytał Seev.
- Siostrę pana Sykes’a, Jessicę oczywiście. Rozmawiała w kafejce ze znajomą, cytuję: „Podobieństwo tych dwojga jest wręcz uderzające i z każdym dniem upewniam się co do ich pokrewieństwa… podejrzane jest to, że nic nie wiemy o jej rodzicach…” - odpowiedziała czytając zapisane notatki.
Poczułam, jak po plecach przeszły mi ciarki. Zesztywniałam. Rozmawialiśmy z Jess i przyznała się, co do rozmowy z przyjaciółką, ale nigdy bym nie pomyślała, że mówiła o mnie w taki sposób. Widziałam, jak Jay powoli odwrócił głowę w stronę blondynki. Było mu przykro. Przyjaźnił się z tą dziewczyną od kilku lat, a teraz jej zachowanie wszystko niszczy.
- Tak, wiemy, że to moja siostra – odezwał się Nathan. W jego głosie słychać było gorycz – Lecz były to tylko jej… spostrzeżenia. Nie powiedziała wprost, że Ania i Jay są rodzeństwem, bo nie są.
- Jakie są na to dowody?
Popatrzyliśmy po sobie, a następnie wzrokiem zaczęliśmy szukać właściciela tej wypowiedzi. Na końcu sali, w ostatnim rzędzie siedział mężczyzna w bawełnianej koszuli i markowych spodniach. Poprawił kołnierz i podniósł się.
- Jakie macie dowody na to, że oni nie są rodzeństwem? – zapytał ponownie.
Światło padające przez okno rzucało pojedyncze promyki na jego twarz, co dodało mu uroku.
Jay spojrzał na Nath’a. Nikt nie wiedział, co odpowiedzieć. Nie spodziewaliśmy się takiego pytania, tym samym nie byliśmy na to przygotowani. Chcieliśmy tylko wyjaśnić, że plotka o naszym pokrewieństwie nie jest prawdziwa.
- To chyba jasne, że… - zaczął Max, lecz brutalnie mu przerwano.
- Skoro Anna Blake nie ma rodziców, a bynajmniej nic o nich nie wiemy, skąd macie pewność, że nie są rodzeństwem? – zapytała pewna kobieta wymachując długopisem.
- Czy możemy porozmawiać z twoimi rodzicami?
- Moglibyście przedstawić jakiś dokument informujący…
- Dlaczego doszło do takich spekulacji…
Dziennikarze zaczęli zadawać masę pytań, przekrzykując jeden drugiego. Nie wiedziałam, co robić. Chłopcy podobnie. Patrzyliśmy na Marc’a szukając ratunku, lecz ten także zdawał się nie wiedzieć, co robić dalej, by zatrzymać tę lawinę pytań.
- Może po prostu zróbcie test DNA…
Wszyscy zamilkli. Dziennikarze zaczęli się rozglądać, kto rzucił taką propozycję, gdy jeden z nich spojrzał na Jess. Odwróciłam się w jej stronę i zobaczyłam, że dziewczyna nachyla się do mikrofonu.
- Jess… - uciął Nath, lecz blondynka zdawała się nie słyszeć brata.
Marc głośno przełknął ślinę; spojrzał na zebranych dziennikarzy i zrozumiał, że dziewczyna dała im to, czego chcieli – dowodu.
- Dobrze – powiedział Marc podnosząc się – Zrobimy test DNA, ale w dniu, w którym ujawnimy wyniki, ta sprawa ma się zakończyć. Ani jednego więcej artykułu na ten temat nie chcemy widzieć.
- Ma pan moje słowo – odezwał się ten sam głos, który na początku konferencji żądał dowodów. Spojrzałam w tym kierunku karcącym wzrokiem i powoli wyszliśmy na zewnątrz.
- No, nie ma za co – powiedziała Jess odgarniając włosy.
Ze zdziwieniem popatrzyliśmy na nią.
- Że co..??
- Tom, spokojnie…
- Siostra, powaliło cię? Dałaś im powód, by myśleli, że coś ukrywamy!
Blondynka zmieszała się, lecz szybko znalazła wyjście z sytuacji: - Przecież wam pomogłam! Sami widzieliście, że nie dalibyśmy im rady. Coraz więcej pytań, a odpowiedzi? Ani jednej. Zrobicie testy... poczekamy na wyniki.
- Wiesz co, może lepiej już nic nie mów – powiedział Max i razem z chłopakami ruszył w stronę domu. Rzuciłam Jess ostatnie spojrzenie i dołączyłam do reszty.

                
                Następnego dnia ja i Loczek udaliśmy się do szpitala, by wykonać test. Po niecałej godzinie było po wszystkim i wróciliśmy do domu.
                Tydzień nie różnił się niczym od poprzednich. Może Nath był bardziej zamyślony i kilka razy próbował porozmawiać z siostrą na temat jej zachowania, lecz na marne. Spokojnie czekaliśmy na wyniki testu, które miały być gotowe po dwóch tygodniach. W niedzielę, po powrocie z kościoła wszyscy usiedliśmy przed telewizorem. Seev znudzony przeglądał programy, gdy wreszcie zmęczony odłożył pilota i uciął sobie drzemkę.
- „Przerywamy program, by nadać wiadomość z ostatniej chwili. W szpitalu Świętego Tomasza w Londynie doszło do strzelaniny. Mamy informację, że jest to mężczyzna w wieku pięćdziesięciu – sześćdziesięciu lat, średniego wzrostu. Nie znamy przyczyn jego zachowania, policja podejrzewa, że jest on niezrównoważony psychicznie. Funkcjonariusze robią co mogą, by schwytać przestępcę. Niepotwierdzone źródła mówią o dziewięciu zabitych…”.

__________


♥♥♥

niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 51

12 komentarzy:
                Zostaliśmy w czwórkę. Nath podszedł do okna i głęboko się nad czymś zastanawiał. Nerwowo skubał kant firanki.
- Nath…?
- Ym, tak? – zapytał, jakby wyrwany z transu.
- Wszystko okej? – dopytywał Seev.
- Coś niekoniecznie dobrego dzieje się z moją siostrą… A ja nie wiem co…
- Młody, może to po prostu przypadek, przecież nie zrobiła tego specjalnie – Nathan tylko na niego spojrzał – …nie?
- Ania ma rację. Sam zauważyłem, że Jessica nie jest wobec niej tak wyluzowana i przyjazna, jak w stosunku do nas. Coś się z nią dzieje…
- Może po prostu dorasta – podsunąłem.
- Spróbuj spędzić z nią trochę czasu. Myślę, że jutro wieczorem będzie dobra pora.
- Też o tym pomyślałem…
- Chłopaki, głowa do góry. Całe szczęście Marc szybko załatwił spotkanie, więc jutro wszystko się wyjaśni, a z czasem to ucichnie. Nathan, nie przejmuj się tak. Wiem, że martwisz się o siostrę, ale moim zdaniem nie ma z nią tak źle, jak myślisz.
Dziewiętnastolatek spojrzał na mulata i uśmiechnął się bez wyrazu: - Dzięki Siva.
- Nie ma sprawy Młody – powiedział podnosząc się – Ja się zbieram.
- A gdzie to wychodzimy? – zapytał Max teatralnie poruszając brwiami.
- Ja, w przeciwieństwie do was dbam o swoją dziewczynę i w tak piękny wieczór, jak ten, zabieram ją na spacer – odpowiedział przeciągając się.
- Ja w przeciwieństwie do ciebie nie mam dziewczyny – skwitował Tom i trójka przyjaciół spojrzała na Georg'a.
- O co wam chodzi?
- Może weźmiesz z niego przykład i zabierzesz gdzieś Patrycję? – podsunął Nathan.
Prawdę mówiąc, taki pomysł przeszedł mu przez myśl, ale odsunął go od siebie, tłumacząc, że nie są jeszcze razem. "Chwila, ja pomyślałem  jeszcze?!" - pomyślał.
- Em, pewnie jest zajęta…
- Skąd wiesz? – wciął się Parker.
- Dzwoniłeś do niej?
- No nie, ale…
- No to na co czekasz? Nie bądź głupi i już nie udawaj, widać że coś się między wami dzieje.
- Chłopaki, dajcie spokój, krótko się znamy, mało o niej wiem…
- Więc dziś masz najlepszą okazję, żeby to zmienić. Jazda! – krzyknął Siva, że przyjaciel aż podskoczył.
- Oj dobra, już dobra! – powiedział wyciągając komórkę – już dzwonię, tylko dajcie mi spokój! – wyszedł do holu i wybrał numer dziewczyny. Zerknął jeszcze na chłopaków, którzy mieli zwycięskie miny i wcisnął przycisk połączenia. Po trzech sygnałach usłyszał jej głos:
- Tak?
- Cześć Patrycja – powiedział lekko się denerwując.
- Hej, co tam?
- U mnie spoko. Chciałem zapytać czy… nie jesteś zajęta? Mam na myśli teraz bo… Tak jakoś wpadłem na pomysł…, że skoro jest ciepło i… - nie miał pojęcia jak to zrobić i zaczął się plątać.
- Nie, dzisiaj mam wolny wieczór – powiedziała nieśmiało.
- To dobrze! Znaczy… skoro nic nie robisz to… wybrałabyś się ze mną na spacer?
- Pewnie, o której?
Samo to, że się zgodziła wywołało u niego uśmiech.
- Może za pół godziny, koło parku?
- Okej, do zobaczenia.
- Do zobaczenia – powiedział rozłączając się.
Jakoś tak myśl o spotkaniu z nią zaczęła go cieszyć i zamiast ruszyć się i przebrać, to jak głupi stał w miejscu i gapił się w telefon.
- Ej, Max.
- …co?
- Noo zgodziła się? – dopytywał Tom.
- No ba – uśmiechnął się zwycięsko.
- To na co ty jeszcze czekasz?
- Fakt – rzucił i pobiegł na górę.
Wziął szybki prysznic i przebrał się w szary T-shirt i ciemne dżinsy. Stąd do parku było jakieś piętnaście minut, więc spojrzał na zegarek i zszedł na dół.
- To na razie! – krzyknął im na pożegnanie.
- Ej, nie prostujesz włosów? – śmiał się Nath.
- Spadaj!- krzyknął i wyszedł z domu.
Szybkim krokiem ruszył w stronę parku. Na miejscu był, gdy zbliżała się 20:00. Nie minęło dwie minuty i zobaczył zmierzającą ku niemu dziewczynę. Na jej widok uśmiechnął się do siebie. Już po raz kolejny przez nią czuje się jakoś lepiej…? Nie chciał jeszcze wyciągać z tego pochopnych wniosków, było na to za wcześnie. Ale gdzieś tam miał nadzieję, że Patrycja stanie się kiedyś dla niego być może kimś więcej.
- Hej – powiedziała uśmiechając się uroczo.
- Hej. To co, idziemy?
- Pewnie.
Z początku nie miał pojęcia, gdzie mogliby pójść, ale nagle doznał olśnienia i postanowił pójść z nią na znany w Londynie most. Za dnia był on zwykłą kupą złomu, ale nocą, to co innego.
- Co tam u was słychać? – zapytała po chwili ciszy.
- Wszystko było w porządku, tylko ostatnio siostra Nath’a delikatnie namieszała, ale jutro już wszystko powinno być dobrze.
- Jak to? – zapytała zdziwiona.
- Spotkaliśmy się dzisiaj z Marc’iem, naszym menadżerem. Okazało się, że w prasie krąży plotka na temat Ani i Jay’a.
- Jaka?
- Że są rodzeństwem – powiedział wzdychając.
Było mu trochę przykro, że Jess zrobiła takie zamieszanie, ale wszystko wyglądało na to, że nie odbije się to na nich jakoś specjalnie.
- I to wszystko przez Jess? Jak ona mogła to zrobić… to chyba nie było celowe – mówiła z poważną miną. Gdy się nad czymś zastanawiała tak słodko marszczyła czoło… - Tak?
- Emm, też tak uważamy – uśmiechnął się nieco sztucznie.
Głupio mu było, że nie słyszał wszystkiego, co powiedziała.
- Ale skoro jutro już wszystko ma się wyprostować, to bardzo dobrze. Nie znam się tak na tym, ale myślę, że takie plotki nie robią zbyt dobrze.
- I ty się nie znasz? – szturchnął ją – O, to tutaj – powiedział patrząc przed siebie.
- Serio…?
Dziewczyna spojrzała tam, gdzie Max i zaniemówiła. Wspomniany most nocą był oświetlany tysiącem, a może i nawet milionem lampek. Wyglądało to po prostu cudownie.
- Podoba się? Chodź bliżej – uśmiechnął się i złapał ją za rękę.
Weszli razem na most i zatrzymali się na środku.
- Piękne… - powiedziała cicho uśmiechając się do chłopaka.
Max oparł się o poręcz i spojrzał w dół. W wodzie odbijała się połowa księżyca.
- Nad czym tak myślisz? – zapytała Patrycja, opierając się o ramię chłopaka. Po raz kolejny dzisiaj uśmiechnął się do siebie.
- Szczerze? O niczym. Cieszę się po prostu tym, co jest teraz.
Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na niego, a jej kąciki ust powędrowały w górę: - Już myślałam, że powiesz o podziwianiu widoków – śmiała się.
- Wiesz, marny ze mnie poeta.
Dziewczyna dała mu kuksańca w bok i zaczęli się śmiać. Nie chciał wracać do domu, do szarej rzeczywistości. Pragnął jak najdłużej zostać w tym miejscu z… nią. Spojrzał na Patrycję: wpatrywała się w taflę wody zastanawiając się nad czymś. Była naprawdę piękną dziewczyną, a w dodatku ten charakter… w pewnym momencie dziewczyna odwróciła głowę w jego stronę. Nie czekał na nic więcej, po prostu ją pocałował.

 __________
Może nie tak długi, jak poprzedni, ale caaały poświęcony naszym nowym zakochańcom ;3
Zwariowałam dzisiaj, jak zobaczyłam wyświetlenia. No serio? ponad 3 tysiące? Jesteście nie-nor-mal-ni! Zaaa to Was buźki uwielbiam :) Dzięki dzięki dzięki! Cieszę się, naprawdę, jest to dla mnie coś wielkiego ^_^
Za komentarze też dziękuję! Rozdział dla Czekająca Nieświadoma - odwiedzałaś kiedyś mojego bloga i zostawiałaś komentarze, za co dziękuję :) Mam nadzieję, że jeszcze wpadniesz.
A no i moi kochani Anonimowi Czytacze! Wy to jesteście niesamowici, dzięki za szalone komentarze ;3
Do następnego! ;*


♥♥♥

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 50

5 komentarzy:
- Liam!
- Co?
- Twoja mama napisała mi SMS'a, żebyś pamiętał o jutrzejszych badaniach!
- No przecież pamiętam! - powiedział chłopak wchodząc do salonu - Co oglądacie?


                 Przez kolejne dwa dni spędzając razem czas zachowywaliśmy się w miarę spokojnie. Słowo spokojnie należy rozumieć 'szalejemy, ale odrobinę mniej niż zwykle'. Między mną i Loczkiem wszystko powoli wracało do normy, a sama zauważyłam, że Partycja i Max stają się jakoś bardziej bliscy sobie.
                 Któregoś dnia wpadłam do chłopaków. Siedzieliśmy w salonie i oglądaliśmy jakiś serial, gdy nagle zadzwonił telefon. Seev wstał i odebrał. Po pięciu minutach konwersacji wrócił do nas z poważną miną.
- Ej... wszystko okej? - zapytał Tom na widok przyjaciela.
- Chłopaki... czy któryś ostatnio zaszalał i coś przeskrobał...? - zapytał łapiąc się pod boki. 4/5 zespołu spojrzało po sobie zastanawiając się nad czymś głęboko.
- Ym... no... nie - odezwał się Nath.
- Na pewno?
- Siva, co się stało?
- Dzwonił Marc. Powiedział, żebyśmy natychmiast przyjechali do wytwórni. Ton jego głosu mówił wszystko.
- Więc... nie pozostało nam nic innego, jak ruszyć tyłki i tam pojechać.
- Em, Marc zaznaczył, że mamy przyjechać... z tobą - powiedział wskazując na mnie.
- Ze mną? - zapytałam zdziwiona - Dlaczego chciałby widzieć... mnie?
- Nie mam pojęcia...
- Hej, nie martw się. Pewnie jakieś nieporozumienie - powiedział Jay obejmując mnie ramieniem.
Spojrzałam na niego i jakby nieco się uspokoiłam. Nie wiem co, ale ten chłopak miał w sobie coś, co działało na mnie kojąco. Zrozumieliśmy, że coś jest na rzeczy, zebraliśmy się najszybciej, jak się dało i pojechaliśmy do wytwórni. W myślach przewertowałam to, co robiłam w ostatnich dniach i nie znalazłam niczego, co mogłoby zaszkodzić chłopakom, a zwłaszcza ich menadżerowi. Gdy dotarliśmy na miejsce bez zbędnych opóźnień udaliśmy się do biura Marc'a.
- Dzień dobry - przywitali się wchodząc do środka.
- Witajcie - odpowiedział szczupły mężczyzna stojący przy oknie - Oglądaliście wiadomości? - zapytał nie owijając w bawełnę.
Chłopcy spojrzeli po sobie. Pierwszy odezwał się Max.
- Nie..., czy coś się stało?
- Owszem - odpowiedział szybko - Stało się. Cała Anglia trąbi na wasz temat - mówiąc to odwrócił się do nas twarzą i podszedł do swojego biurka.
- Szefie, możesz jaśniej? Jak widzisz nie mamy pojęcia, o co chodzi - powiedział lekko zdenerwowany już Jay.
Złapałam go za rękę i uśmiechnęłam się pocieszająco, chcąc nieco go uspokoić. Marc zmarszczył czoło i przyglądnął mi się.
- Z kim rozmawiałaś? - zapytał prosto z mostu.
- Khmm, nie rozumiem... - odpowiedziałam lekko zaskoczona.
- Pytam - powiedział poprawiając się w fotelu - z kim ostatnio rozmawiałaś.
- Em... trochę z Patrycją, moją przyjaciółką, której mogę ufać - dodałam szybko widząc grymas na twarzy mężczyzny - z Nareeshą... no i chłopakami.
Marc nawet na sekundę nie spuszczał ze mnie wzroku, co sprawiało, że na plecach miałam ciarki. Z każdą chwilą zaczynałam się go bać.
- Powiesz nam coś? - przerwał ciszę Seev unosząc ręce w zachęcającym geście.
Mężczyzna podniósł się, chwycił gazetę, która leżała przed nim na biurku i podszedł do nas, po czym zgrabnym ruchem rzucił ją na stojący przed nami stolik. Zniecierpliwieni spojrzeliśmy na okładkę.
'Fanki Jay'a McGuiness'a mogą spać spokojnie! Piękna dziewczyna, z którą ostatnio się pokazuje
jest... JEGO SIOSTRĄ!! Więcej na stronie.. '.
Spojrzałam wyżej i... zobaczyłam zdjęcie moje i Loczka.
- Kim jestem?! - powiedziałam przerażona.
Podniosłam wzrok. Marc stał naprzeciw nas z rękami włożonymi do kieszeni spodni. Z jego twarzy nie dało się wyczytać żadnych emocji. Za to moja wyrażała więcej niż można to sobie wyobrazić.
- To.. niemożliwe - powiedział cicho Max.
- Pewnie tak. Niestety media twierdzą inaczej.
- To kłamstwo! Nie jesteśmy rodzeństwem! Nie jesteśmy nawet podobni! - krzyczałam.
Byłam w szoku. Chciałam jak najszybciej to wyjaśnić, wyprostować... Nie mogłam znieść myśli, że tysiące... ba! Dziesiątki tysięcy osób czyta to i myśli, że jestem jego siostrą.
- Jesteście podobni... - powiedział Nath zastanawiając się nad czymś.
- Marc, trzeba to wyjaśnić - przerwał stanowczo Siva.
- Owszem. Od rana dzwonią do mnie dziennikarze z propozycjami wywiadów, konferencji. Pytają, czemu Jay do tej pory ukrywał swoją 'siostrę' - odpowiedział kreśląc przy ostatnim słowie gestowny cudzysłów - Na twoim miejscu uprzedziłbym swoich rodziców - dodał patrząc na Jay'a.
Chłopak do tej pory nie odezwał się słowem.
- Kto mógł to wymyślić...? - zapytał z grymasem na twarzy. Nie mogłam się w tym wszystkim odnaleźć. Bałam się, że ktoś pomyśli, że zrobiłam to dla sławy. Ktoś czyli Marc.
- ...ten sam nos... - mruczał Sykes.
- To nie ja... - powiedziałam kręcąc głową i wpatrując się w okładkę.
Już drugi raz jakiś głupi artykuł rujnuje moje spokojne życie.
- Oczywiście, że to nie ty! - powiedział głośno Tom - Marc, znamy ją i to na pewno nie ona.
- Zgadzam się z nim - poparł kolegę Siva.
W duchu cieszyłam się, że tak myślą i stoją po mojej stronie.
- Pierwszą moją myślą byłaś ty - odpowiedział po namyśle wypatrując czegoś za ogromnym oknem - ale teraz zaczynam w to wątpić.
- Marc, wiesz, że to niemożliwe - zaczął Max - Krąży wiele plotek, wiesz, fanki, wrogowie i te sprawy. Źródło musiało być wiarygodne, skoro to opublikowali.
- Wiem kto to - powiedział Nathan. Wszyscy obróciliśmy się w jego stronę wyczekując odpowiedzi. Zerknęłam na Marc'a. Uniósł brwi czekając na to, co powie dziewiętnastolatek - Jessica.
Tom i Jay zaczęli się śmiać, lecz z każdą sekundą jakby wszystko zaczynali sobie układać i w końcu ponownie zaległa cisza.
- Twoja siostra? - zapytał Marc.
- Wygląda na to, że tak - odpowiedział Nath powoli kiwając głową. Spojrzałam na niego próbując wyczytać, co może teraz czuć.
- Myślisz, że bezpośrednio zgłosiła się do prasy?
- Nie mam pojęcia...
- Nathan, nie masz pewności, czy to ona - zerwałam się.
Widziałam po nim, że jeśli okaże się to prawdą, to go zrani. Jess to jego siostra. Wie, że musi uważać na to, co robi, a tym bardziej mówi.
- Przychodzi ci na myśl ktoś inny? - zapytał Siva.
- No... nie. Ale nie wiemy tego na sto procent!
- Ania, spokojnie - powiedział Jay patrząc na mnie czule.
- Wiem, że starasz się bronić moją siostrę, ale sama wiesz, jak się ostatnio zachowywała. Wszystko do siebie pasuje.
Brunet patrzył na mnie przygaszonymi oczami. Wiedziałam, że czuł się niezręcznie.
- Więc musimy z nią porozmawiać - westchnął Jay.
- Zróbcie to jak najszybciej i dajcie mi znać. Umówię wam konferencję prasową na której ona sama wyjaśni, że zaszło nieporozumienie.
- Ona sama...?
- Tak - odpowiedział stanowczym tonem Marc - Jeśli potwierdzą się wasze domysły i to ona jest sprawcą tego rosnącego wokół was zamieszania, niech to wyprostuje.
- Zrobimy wszystko co będzie trzeba - powiedział sucho Tom.
- Wiem. Ufam wam - podszedł do okna i po raz kolejny zaczął wpatrywać się w panoramę Londynu - Zadzwońcie jak najszybciej.
- Do widzenia - pożegnaliśmy się wychodząc z biura.

- Nath, jesteś pewny, że to ona?
- Jay, wiem, że się przyjaźnicie i ona byłaby ostatnią osobą o której byś pomyślał, ale tak. Jestem pewny.
Loczek tylko westchnął. Siedzieliśmy w salonie i czekaliśmy na siostrę Nathana. Obserwowałam Jay'a i zrozumiałam, że jemu też ciężko jest w to uwierzyć. Mimo wszystko łączyła ich wieloletnia przyjaźń, ufali sobie i nie mógł zrozumieć, dlaczego to zrobiła. Im dłużej się nad tym zastanawiałam, tym większe miałam wątpliwości. Jessica była ode mnie młodsza, lecz na pewno nauczyła się, że mając sławnego starszego brata musi uważać na to, co robi. Najmniejsze jej potknięcie, jakaś wpadka odbiłoby się na zespole. Z rozmowy z chłopcami dowiedziałam się, że nigdy wcześniej nie mieli przez Jessicę jakichkolwiek problemów. Nie wiedziałam, co mam o tym myśleć...
- Cześć chłopaki! - dobiegło nas z holu - Co tam słychać? - zapytała uradowana blondynka wchodząc do salonu.
- Siadaj. Musimy porozmawiać - powiedział Nathan poważnym tonem.
- Jejku - zdziwiła się - Co ty taki poważny?
Dziewczyna posłusznie usiadła na sofie i spojrzała na nas.
- Marc umówi nas na konferencję, na którą się z nami wybierzesz - oświadczył spokojnie Sykes.
- Konferencję? Ale nigdy wcześniej na żadnej nie byłam - uśmiechnęła się niewinnie.
- Wyjaśnisz na niej, że Ania i Jay nie są rodzeństwem i powiesz, że to zwykłe nieporozumienie, które prasa niepotrzebnie wyolbrzymiła.
Słowa brata podziałały na blondynkę, jak kubeł zimnej wody. Teraz siedziała sztywno. Jej uśmiech znikł i zaczęła nerwowo bawić się palcami.
- Jess... powiedz, że to nie ty - przerwał ciszę Loczek patrząc na nią błagalnym wzrokiem.
- Ja...
- Dlaczego to zrobiłaś? - zapytał Nathan.
Zaskoczył mnie jego spokój. Był poważny, a jego ton głosu nie tolerował sprzeciwu.
- Ja... Po prostu rozmawiałam...
- Z kim? - odezwał się Max - Przecież wiesz, że musisz hamować się, gdy rozmawiasz z kimś na nasz temat - rzucił ostro.
- Wiem, ale... - dziewczyna była zmieszana.
Gdybym jej nie znała, powiedziałabym, że jest cichą, skromną osobą i chłopcy za ostro podeszli do tej rozmowy. Lecz niestety zdarzyło mi się rozmawiać z nią kilka razy i Jessica była przeciwieństwem osoby, którą tu teraz widziałam.
- Mów - rozkazał podenerwowany Sykes.
- Rozmawiałam z przyjaciółką... tak po prostu... plotkowałyśmy o gwiazdach... i całkiem przypadkiem wspomniałam jej, że... Ania jest podobna do Jay'a..., że nie zdziwiłabym się, gdyby byli rodzeństwem...
- Naprawdę tak powiedziałaś?!
- To było w żartach...
- Gdzie wtedy byłyście? - zadał pytanie Seev.
- Poszłyśmy do tej kafejki na rogu fabryki...
- Do tej, w której codziennie można spotkać przynajmniej trzech dziennikarzy??
- Przepraszam... - powiedziała spuszczając głowę.
Wszystko byłoby okej i możliwe, że uwierzyłabym jej, lecz nie wiedząc czemu coś w środku podpowiadało mi, że nie do końca jej zachowanie jest szczere.
- Wiedziałaś że musisz uważać!
- Przepraszam! Jasne? Nie... chciałam tego.
Spojrzeliśmy na nią. Chyba nie tylko mnie jej ostatnie słowa nie wydały się zbyt prawdziwe. Max wziął komórkę i zadzwonił do Marc'a.
- Konferencja jutro o 11:00 - zakomunikował George po zakończonej rozmowie.
- Szybki jest.
- Marc stwierdził, że nie ma na co czekać.
- Zgadzam się z nim - powiedział Jay po czym bez słowa poszedł na górę.
- Widzimy się jutro, Jess - powiedział Tom z naciskiem na jej imię.
Dziewczyna westchnęła tylko i wyszła z domu. Zmęczona całym dniem i tą sytuacją pochyliłam się opierając twarz na dłoniach.
- Nie przejmuj się. Wszystko będzie dobrze - pocieszał mnie Siva.
- Tyle co wszystko zaczęło się jakoś układać... - powiedziałam łapiąc się za głowę.
- I tak będzie. Po jutrzejszej konferencji - uśmiechnął się Nathan.
- Nie ufam twojej siostrze - powiedziałam cicho - Każda rozmowa z nią wydaje mi się nieszczera. Przepraszam cię, że tak o niej myślę.
- Hmm. Ostatnio też mam takie wrażenie - powiedział.
- Naprawdę? - wyprostowałam się.
- Nie wiem, co się stało. Czy to przez ten okres dorastania, czy przeze mnie... Nie wiem, ale czuję, że się zmieniła. I nie przepraszaj mnie, nie masz za co - przyklęknął przede mną i mnie przytulił.
- A gdzie Jay? - zapytał Tom.
- Chyba poszedł na górę... Był jakiś zamyślony - odpowiedział Siva.
- Pójdę do niego - oświadczyłam i ruszyłam do pokoju Loczka.
Będąc na górze zapukałam cicho i weszłam do środka. Chłopak siedział na łóżku i próbował zagrać coś na gitarze.
- Wszystko w porządku? - zapytałam stając naprzeciw niego.
Chłopak po chwili namysłu odłożył instrument, wstał i mocno mnie przytulił.
- Kocham cię... - wyszeptał mi do ucha.
Byłam nieco zaskoczona jego zachowaniem, lecz w pozytywnym sensie.
- Jay, też cię kocham... - powiedziałam odwzajemniając gest.
- Boję się, że cię stracę - odsunął się ode mnie i spojrzał mi w oczy.
- Wiesz, że jesteś ważną częścią mego życia... I nikomu cię nie oddam.
Loczek spojrzał na mnie i przysunął się bliżej: - Nawet za pudełko czapek?
- Hmm - udałam, że się zastanawiam - Tu już się można pobawić...
- No wiesz! Jestem wart więcej niż jakieś tam czapki!
- Tak? Przekonaj mnie - uśmiechnęłam się chytrze.
Nie musiałam powtarzać dwa razy, bo Jay wziął mnie na ręce po czym położył na łóżku kładąc się na mnie.
- Gnieciesz mi brzuch grubasie - śmiałam się.
- To miał być komplement? - zapytał udając oburzenie.
- Staram się.
- Jestem wart więcej niż czapki - powiedział pokazując mi język.
- Przekonaj mnie przystojniaku.
- Czapka nie potrafi przytulić...
- Ale jest mi ciepło w główkę.
- Czapka nie zrobi tak... - powiedział po czym delikatnie mnie pocałował.
Chciałam więcej, lecz Jay torturował mnie i odsunął się.
- No dobrze jesteś lepszy niż czapki. A teraz daj buziaka.
Loczek uśmiechnął się uroczo i zaczęliśmy się namiętnie całować.

__________
Jubileuszowy rozdział :) Kurcze, cieszę się jakoś na swój sposób, że wytrwałam do 50 rozdziału i jesteście ze mną :) Z tej okazji przeczytałam dzisiaj mojego pierwszego bloga i powiem Wam, że uśmiałam się przy nim ;p Sposób w jaki kiedyś pisałam powalił mnie ;3 Jeśli macie ochotę, to sami poczytajcie ---> http://miosjestlepaprzyjaprzymykaoczy.blogspot.com/   ;)
No zaburzyłam spokój u The Wanted, zła ja :P Nie pozostało mi nic innego, jak życzenie Wam miłego czytania i komentowania, za które będę wdzięczna.
Do następnego! ;*


♥♥♥

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 49

3 komentarze:
- Nie, Nath nie! Skąd ci to przyszło do głowy... My po prostu... Był taki moment, że obydwoje potrzebowaliśmy rozmowy i zaczęliśmy się... sobie zwierzać.
- Rozumiem - uśmiechnął się, a mnie spadł kamień z serca.
Jeszcze tego brakuje, żeby zaczął coś podejrzewać. Zresztą, nie ma czego. Zayn jest uroczym chłopakiem..., który mnie rozumie, bo tak, jak ja przeszedł coś w życiu i ukrywa swój prawdziwy charakter pod maską aroganckiej gwiazdeczki i mogłabym z nim porozmawiać na każdy temat... Ale jest tylko znajomym! Nic więcej! Przecież nie można kochać na raz dwóch osób. Zresztą, czemu ja o tym myślę? To bez sensu...
- Ania...?
- Tak?
- Wszystko okej?
- Tak, tak. Zamyśliłam się...
- To jak, zgoda?
- No pewnie - odpowiedziałam i chłopak mocno mnie przytulił - No, to wracajmy do reszty, bo pewnie już się za mną stęsknili.
Wyszliśmy z kuchni i udaliśmy się do salonu. Na nasz widok cała piątka się uśmiechnęła. Poza chłopcami była także Jessica, Nareesha i Patrycja. Odwzajemniłam uśmiech i usiadłam obok Loczka.
- Eh... - westchnął Tom - Cieszę się, że wszystko jakoś się ułożyło.
- Teraz już wszystko ma być dobrze! Nie ma innej opcji! - powiedział Max.
Spojrzałam na Jay'a. Chłopak uśmiechnął się do mnie czule i złapał za rękę.
- Ej... A wy, co tak... Chłopaki...?
Na słowa Parkera wszyscy na nas spojrzeli.
- Czy wy... No wreszcie! - krzyknął Nath.
- Nasze gołąbeczki!
- Oj no dobra, dajcie spokój - śmiał się Jay.
Niestety, chłopcy rzucili się na nas, zaczęli gratulować i życzyć różnych dziwnych rzeczy, jakbyśmy byli świeżo po ślubie.
- Dobra, chłopaki... dość! Udusicie mnie - śmiałam się.
Spojrzałam na Sivę - był moim przyjacielem i chciałam wiedzieć, co o tym myśli. Chłopak popatrzył na mnie oczami pełnymi zadowolenia i uśmiechnął się ciepło.
- No, to jeszcze Nath i Tom - powiedział zadowolony Jay.
- Ale że co?
- No trzeba was wyswatać - dodał Seev.
- A Max?
Wszyscy spojrzeli na Georg'a, który pochłonięty był rozmową z Patrycją.
- Sami widzicie - chrząknął Tom. Zrobiło się cicho i po chwili Max zorientował się, że rozmowy toczą się na jego temat.
- Mówiliście coś? - zapytał niewinnie.
- A wspominaliśmy coś, że... - zaczął Nath - nie, nie pamiętam dokładnie co.
- Coś chyba... o swataniu...? - podsunął Jay.
- Tak... myślę, że tak...
- Eee..., a co dokładnie? - zapytał niespokojnie Max.
- No... to chyba coś...
Z zaciekawieniem przyglądałam się tej wymianie zdań. Chłopcy byliby świetnymi aktorami. W pewnym momencie mój wzrok spoczął na Jessice. Od momentu, gdy chłopcy dowiedzieli się, że ja i Jay jesteśmy razem, zrobiła się jakaś dziwna. Rzadko się odzywała, siedziała tylko w swoim fotelu i co jakiś czas zerkała to na mnie, to na Loczka.
- No co wy, tylko gadaliśmy.
- Mhmm.
- Nathan, bo jak ci zaraz...
- Ej, chłopaki! Spokój - powiedział Seev - Niech mu będzie.
- No - uśmiechnął się Max - Ej, jak to 'niech mu będzie'?
Razem z dziewczynami zaczęłyśmy się śmiać.
- Jacy wy jesteście podobni - powiedziała Nareesha.
- To znaczy?
- No, jeszcze nigdy nie widziałam tak zgranej paczki przyjaciół - uśmiechnęła się.
- Uff... Już myślałem, że jestem podobny do tego bałwana - westchnął z ulgą Tom.
- Jakiego bałwana?! - zapytali chórem.
- Oj chłopaki przestańcie - odezwała się Jess - Przecież każdy z was jest całkiem inny - uśmiechnęła się uroczo - Chociaż... spójrzcie na nich - wskazała mnie i Loczka - Moim zdaniem mają takie same nosy.
Na jej słowa wszyscy na nas spojrzeli. Byłam zaskoczona tym, co powiedziała blondynka. Popatrzyliśmy z Loczkiem po sobie i wybuchliśmy śmiechem. Po chwili śmialiśmy się wszyscy, oprócz Jess.
- Dobre! Hahaha...
- No, to było mocne. Jess, co ty brałaś? - śmiał się Nath.
- Chociaż..., czekajcie! Jakby tak zamknął lewe oko, a prawe przymknął... Są całkiem podobni! - mówił
Max i wszyscy ponownie wybuchli śmiechem.
Jeszcze raz zerknęłam na Jay'a - nie wiedząc czemu słowa dziewczyny zaczęły mnie zastanawiać. Nie widziałam żadnego podobieństwa, nos jak nos. Każdy ma jakiś inny. Ale wydawało mi się to dziwnie podejrzane...
- Hahaha... no fakt - powiedziała blondynka - Brwi też macie całkiem podobne!
- Tak jak ty i Nath! - powiedział Tom przerywając śmiech.
- Haha... Ej, bo jeszcze ktoś pomyśli, że jesteście rodzeństwem!
Sama nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam śmiać się jak głupia. Zerknęłam na Jess i zauważyłam, że owszem rozbawiło ją to, jak i resztę tu obecnych, ale jakby w inny sposób.
- Oj chłopaki... wy jak coś powiecie... - uśmiechnęła się sztucznie - No nic, zbieram się.
- Już? - zapytał Nathan.
- Em, jestem umówiona z przyjaciółką. Dzięki za zaproszenie, do zobaczenia - powiedziała machając nam na pożegnanie i wyszła.
W jej obecności czułam się niezbyt komfortowo...Cały czas wydawało mi się, że nie jest co do mnie w stu procentach szczera. Po głowie chodziła mi nasza rozmowa w parku... jaka była wtedy oschła... Mimo wszystko, postanowiłam zachować to dla siebie, widać było, że chłopaki ją lubią.
Posiedzieliśmy jeszcze trochę razem, porozmawialiśmy na przeróżne tematy, nawet takie na które sama bym nie wpadła i późnym wieczorem zaczęliśmy się rozchodzić do siebie. Jay chciał, żebym na noc została u nich, lecz z przykrością odmówiłam. Musiałam wrócić do siebie i posprzątać trochę w domu.

__________
Ah, ten błogi spokój ;) Chociaż przez chwilę życia prywatne mają poukładane :) No ale cóż... nic nie mówię :] Wariaty moje rozdziały dodaję w niedziele, poprzednio nie dałam rady i coś się poprzesuwało, ale myślę, że tak już zostanie. Dziękuję za Wasze opinie na temat związku głównych bohaterów, znaczy to dla mnie dużo i być może, kto wie kiedyś to wykorzystam. Wdzięcznam za odwiedzanie mojego bloga, komentarze i że czytacie ;)
Rozdział dla Anonimowego Czytacza numer Dwa - Cieszę się, że komentujesz, serio. Wiem, że czytają to nie tylko zalogowani ^_^. Miło mi, że wpadasz i rzucisz okiem na to co nabazgrałam :3.
Do następnego i miłej niedzieli zwłaszcza dla tych, którzy tak jak ja dzisiaj kończą ferie (*) ;*


♥♥♥

czwartek, 30 stycznia 2014

Rozdział 48

3 komentarze:
                 Zrobiła, co kazał i wsłuchała się w to, co mówił. Jak wcześniej obiecał, ze szczegółami opowiedział jej każdy dzień minionego tygodnia. Nie nudziło jej to. Ani przez chwilę nie pomyślała o czymś innym; nie było momentu, żeby miała dość i chciała wrócić do siebie. Wręcz przeciwnie - uwielbiała go słuchać. Miał w sobie takie coś, co przyciągało ją do niego i nie pozwalało jej przestać myśleć o nim choć na chwilę. Trochę się tego bała, ale było to przyjemne uczucie.
- No... rzeczywiście była to męcząca trasa - przyznała, kiedy skończył opowiadać.
- A nie mówiłem? - powiedział robiąc znaczącą minę.
Zaśmiała się cicho i odwróciła głowę, chcąc wyjrzeć przez okno. Zamiast tego jej wzrok spoczął na fotografii Max`a na jego szafce nocnej.
- Czy... to twoja mama? - zapytała.
- Tak. Bardziej podobny jestem do mojego taty. Po mamie mam oczy - spojrzał na nią słodko.
- Fakt - zaśmiała się.
- Po tacie... Czekaj - powiedział podnosząc się z łóżka. Podszedł do szafki obok okna i wyciągnął trzy przedmioty przypominające książki - Usiądź wygodnie - uśmiechnął się. Dziewczyna spojrzała na niego lekko zaskoczona, lecz bez zbędnych pytań poprawiła się i usiadła wygodniej. Chłopak zrobił to samo obok niej.
- A więc... poogąlamy sobie zdjęcia - powiedział otwierając album. Zerknęła na niego i uśmiechnęła się do siebie - Tu miałem trzy lata... - wskazał palcem pierwsze zdjęcie - to moja babcia, a to wujek...


                 Spokojnym krokiem zmierzałam do domu. Z minuty na minutę robiło się coraz zimniej, więc wsunęłam ręce do kieszeni bluzy. To był długi dzień. Trochę rzeczy się pokomplikowało, trochę wyjaśniło... Uh. Nie będę już o tym myśleć. Jest późno, zresztą na dziś wystarczy tych problemów. Jutro zastanowię się, co dalej, a teraz...
- Jay...?! - szepnęłam zatrzymując się przed domem.
Na schodkach, oparty o drzwi siedział chłopak przyciskający do czoła chusteczkę. Podniósł głowę i spojrzał na mnie tymi niebieskimi oczami, pełnymi bólu. Coś ścsinęło mnie za serce. Nie mogłam patrzeć, jak cierpi. Bez wahania podeszłam do niego.
- Ania..., przepraszam, ja...
- Cii, nic nie mów - powiedziałam chwytając go za rękę - Chodź do środka.
Chłopak podniósł się i weszliśmy do domu. Zaprowadziłam go do kuchni, gdzie kazałam mu zaczekać, a sama udałam się na poszukiwania apteczki.
- Bardzo cie boli? - zapytałam wchodząc do pomieszczenia.
- Trochę mniej - powiedział cicho - Ania, przepraszam za to... poniosło mnie i...
- Wiem, Jay - przerwałam patrząc mu w oczy - Rozumiem cię. Na twoim miejscu pewnie zachowałabym się podobnie, ale proszę cię... nigdy więcej - uśmiechnęłam się delikatnie.
- Okej.
- A teraz pozwól, że zajmę się twoją buźką - na moje słowa usta chłopaka wygięły się w zadziornym uśmiechu.
Wzięłam chusteczki nasączone wodą utlenioną i ostrożnie zaczęłam przemywać twarz chłopaka.
- Chyba zastanowię się nad pracą w szpitalu - powiedziałam przypatrując się Loczkowi.
- Dziękuję - popatrzył na mnie rozmarzonym wzrokiem.
- Proszę bardzo - uśmiechnęłam się i zaczęłam sprzątać zakrwawione chusteczki - Twoja brew może jutro trochę spuchnąć, ale to normalne, więc nie przestrasz się, gdy spojrzysz jutro w...
- Stęskniłem się - powiedział przytulając mnie - To był najgorszy tydzień w moim życiu...
Jego słowa sprawiły, że po policzkach spłynęły mi łzy. Wtuliłam się w niego i zaczęłam płakać.
- Tak się bałam... Nie wiedziałam, co myśleć, co zrobić... Nigdy więcej nie chcę się tak czuć...
- Nie będziesz. Obiecuję - odsunął się ode mnie i spojrzał mi w oczy - Jesteś najlepszym, co mnie spotkało. Czuję... Wiem, że nie znajdę drugiej takiej jak ty.. Nie chcę innej! Marzę, żeby zasypiać i budzić się obok ciebie i robić wiele innych rzeczy, pomiędzy tymi dwoma czynnościami razem z tobą... Proszę... bądź ze mną. Bądź moją jedyną...
Wiedziałam, że to co mówi, jest prawdą. Wystarczyło, że spojrzałam w te obłędnie błękitne oczy i zapominałam o wszystkim. Czułam, że to ten; że to z nim będę się kłócić i później godzić, że to on będzie obok mnie w najważniejszych momentach w moim życiu.
- Oczywiście, że będę... - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Kocham cię...
- Ja też cię kocham...


                 Następnego dnia obudziłam się z uśmiechem na ustach. Wczoraj postanowiliśmy, że Jay zostanie u mnie na noc. Zadzwoniłam do chłopaków, żeby się o niego nie martwili i zmęczeni całym dniem położyliśmy się do łóżka. Przegadaliśmy chyba pół nocy, po czym zasnęliśmy wtuleni w siebie. Muszę powiedzieć, że jeszcze nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Całą sobą czułam, że to coś innego. Nigdy wcześniej nie byłam zakochana, ale wiedziałam... po prostu wiedziałam, że to ma być ten chłopak.
Z tym głupim uśmiechem przewróciłam się na drugi bok i wpatrywałam się w twarz śpiącego chłopaka. Niesforne loczki opadały mu na czoło i gdzieniegdzie odstawały w różne strony. Pokochałam ten widok i chciałam, by ta chwila trwała wiecznie. W pewnej chwili Jay powoli otworzył oczy. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Dzień dobry królewno - powiedział przeciągając się.
- Cześć śpiochu - uśmiechnęłam się.
- Oj tam, to że lubię sobie pospać troszkę dłużej od ciebie, nie znaczy od razu, że jestem śpiochem.
- Hmm... to dokładnie to oznacza - pokazałam mu język.
- Mmm, jaki różowy - powiedział dając mu buziaka w usta.
- Głupek! - śmiałam się.
- O nie!
- Co?
- Chyba zaraziłem cię głupotą... - zrobił krzywą minę.
- Bardzo śmieszne! - powiedziałam śmiejąc się.
- Wstawaj królewno, trzeba zrobić śniadanie.
- Że niby ja mam gotować?
- A to tak nie działa...?
- Leniuch! - rzuciłam w niego poduszką.
- Masz rację - uśmiechnął się i odwrócił na drugi bok.
- Masz dwie opcje. Leżeć tu i czekać, aż się umyję i przebiorę i dopiero wtedy zrobię śniadanie, albo ruszyć tyłek do kuchni i sam zrobić kanapki! - powiedziałam zwalając chłopaka z łóżka.
- No to już było przegięcie...
- Nie, wydaje ci się - śmiałam się - To... ja się ogarnę i zejdę na śniadanie! - powiedziałam wybierając szybko jakieś ciuchy z szafy - Powodzenia!
- No wiesz! - krzyknął śmiejąc się.
Zabrałam potrzebne rzeczy i udałam się do łazienki. Nachyliłam się nad umywalką, odkręciłam wodę i przemyłam nią twarz. Wyprostowałam się i spojrzałam w lustro. Wciąż się uśmiechałam. Moje oczy były jakoś dziwnie błyszczące... Po prostu byłam szczęśliwa. Miałam przyjaciela i chłopaka w jednej osobie, co było cudowną rzeczą. Nie mogłam uwierzyć, że w końcu wszystko zaczyna się układać... Potrząsnęłam głową i zdjęłam ciuchy, po czym weszłam pod prysznic.

- Mmm... pięknie pachnie - powiedziałam wchodząc do kuchni.
Jay stał przy kuchence i przewracał omlety. Uśmiechnął się na mój widok.
- Chciałaś powiedzieć: "Pachnie lepiej, niż w moim wykonaniu".
- No nie wiem... - Loczek spojrzał na mnie irytującym wzrokiem - Ale myślę, że... tak. Masz rację - powiedziałam sztucznie kiwając głową, na co chłopak zaczął się śmiać - Hej! Nie nabijaj się ze mnie, tylko... przewracaj te pyyszne omlety.
Jay uśmiechnął się do mnie i nałożył śniadanie na talerz. Postawił jeden przede mną i zaczęliśmy jeść. Po posiłku razem pozmywaliśmy naczynia i udaliśmy się do domu chłopaków.

                 Otworzyła oczy. Powoli zaczęła sobie przypominać wczorajsze wydarzenia. Podniosła się na łokciach i spojrzała na leżącego obok niej Max'a. Jego prawa ręka spoczywała na jej brzuchu. Dziewczyna uśmiechnęła się na samą myśl, że w takiej pozycji spali całą noc. Jednocześnie ogarnęło ją uczucie smutku, że prawdopodobnie nigdy więcej to się nie powtórzy. Nagle chłopak otworzył oczy.
- Nie śpisz już? - zapytał.
- Emm, przed chwilą się obudziłam - odpowiedziała lekko się rumieniąc.
Max uśmiechnął się do niej.
- Jak się spało? - zapytał wstając z łóżka.
- Jak nigdy wcześniej.
- Dziękuję, że wczoraj zgodziłaś się zostać - powiedział podchodząc do Patrycji - Zapomniałem choć na chwilę o tym, co się wczoraj stało..
- Heej, wszystko będzie okej, zobaczysz - uśmiechnęła się do niego ciepło.
- Dziękuję - powtórzył i pocałował ją w policzek. Zaskoczyło ją to, co zrobił i przez chwilę nie mogła się ruszyć - Słyszałaś...? Jay chyba wrócił!
Entuzjazm chłopaka wyrwał dziewczynę z zamyślenia.
- Em.., to świetnie - uśmiechnęła się lekko - Idziemy?
- Idziemy - chłopak otworzył Patrycji drzwi. Chciała wyjść z pokoju, lecz Max nagle cofnął rękę i z powrotem zamknął drzwi. Zaskoczona dziewczyna spojrzała na niego - Naprawdę cieszę się, że wczoraj zostałaś...
- Nie ma sprawy..., miło spędza mi się z tobą czas...
Chłopak spojrzał jej w oczy. Uśmiechnął się delikatnie i powoli zbliżył się do niej. Domyśliła się, co chce zrobić, lecz nie chciała tego przerwać. Niecierpliwie czekała, aż ją pocałuje. Serce z każdą chwilą waliło jej coraz bardziej i mocniej.
- MAX!!!
Przestraszeni odskoczyli od siebie.
- Emm, chodźmy - powiedział zmieszany uśmiechając się do Patrycji. Wyszli z pokoju i po schodach zeszli na dół. Czuła rozczarowanie. Wiedziała, że nie powinna się zakochiwać, że on pewnie i tak jest taki sam jak inni, ale.. tak bardzo chciała żeby ją wtedy pocałował.. To było silniejsze od niej i nie miała pojęcia co dalej z tym zrobić.


- Jesteśmy!
- Ania! - krzyknął Seev wyglądając z salonu - Cieszę się, że wszystko okej - powiedział przytulając mnie - Jay, dobrze się czujesz? Mam na myśli... - zapytał wskazując twarz.
- Tak... Seev, przepraszam za wczoraj... Nie chciałem...
- Stary, nie przejmuj się. Jestem pewny, że każdy z nas zareagowałby podobnie - powiedział poklepując przyjaciela po ramieniu - Em, chodźcie do nas. Jess przyszła i...
Zamarłam. Przypomniała mi się ostatnia rozmowa z Jessicą... Myślała, że to na koncercie było ustawione..., nie wiedziała, że ja i... Jay..., że my...
- Ania...?
Z zamyślenia wyrwał mnie Nath stający w drzwiach salonu.
- Khm, tak? - zapytałam lekko zdziwiona.
Wczoraj, delikatnie mówiąc pokłóciliśmy się. Teraz, gdy o tym pomyślę... powiedziałam o kilka słów za dużo... O nie... powiedziałam znacznie więcej, niż tylko kilka słów za dużo...
- Czy... możesz na słówko?
- To... zostawię was samych - powiedział Jay uśmiechając się do mnie i poszedł do reszty gości.
- Chodź - szepnął Nath uchylając drzwi kuchni.
Nieco podenerwowana weszłam do pomieszczenia i usiadłam przy stole. Brunet wyjął z lodówki sok pomarańczowy i napełnił nim dwie szklanki, po czym postawił jedną przede mną. Kompletnie nie wiedziałam, jak się zachować. Jedyne, co przychodziło mi do głowy to przeprosić.
- Nathan... przepraszam cię za wczoraj. Powiedziałam trochę za dużo...
- Nie. To ja powinienem cię przeprosić. Miałaś rację, bo wiesz to, co Zayn, a to wcale nie było tak... One Direction pracowało w studiu, w innym mieście. Zayn opowiadał mi, że mieszkanie jego dziewczyny - Margaret - zostało zalane i na jakiś czas przeprowadzi się do niego. Niestety nie miałem pojęcia gdzie dokładnie chłopaki mieszkają, bo wiesz jak to jest... dwa tygodnie,  przeprowadzka i tak w kółko. Pewnego wieczoru jego dziewczyna zadzwoniła do mnie, czy możemy się spotkać, bo pilnie potrzebuje porozmawiać. Znaliśmy się trochę, więc zgodziłem się. Zaproponowała, żebyśmy zobaczyli się w barze. Na początku omijała powód tego spotkania, prowadziliśmy rozmowy na każdy inny temat, tylko nie na ten, który ją dręczył. Zamówiliśmy kilka drinków... Byłem nieźle wstawiony, a ona... cały czas wydawało mi się, że tylko udaje... W pewnym momencie powiedziała, że źle się czuje i czy mógłbym ją odprowadzić. Wezwałem taksówkę i towarzyszyłem jej w drodze powrotnej pod same drzwi mieszkania. Zapytała, czy mógłbym na chwilę wejść, bo nie chce być sama... Dziwne nie? Ale wtedy się tym nie przejmowałem. Pamiętam to, jak dziś: wszedłem do środka, a ona zamknęła drzwi i zaczęła mnie całować. Gdybym nie wypił tego ostatniego drinka... przestałbym. Ale niestety... Nie miałem pojęcia, co robię. Byłem pijany, a taka laska jak ona miała na mnie ochotę - który by nie uległ? Głupie myślenie facetów... Zaprowadziła mnie do sypialni i... wiesz, jak to się później skończyło. Nagle nie wiadomo skąd w drzwiach pokoju stanął Zayn. Dopiero wtedy dotarło do mnie, co zrobiłem. Dzwoniłem do niego próbowałem go gdzieś złapać, żeby pogadać..., ale on odciął się ode mnie. Już nigdy więcej nie zamieniłem z nim słowa.
Nie mogłam uwierzyć, że ta dziewczyna okazała się taką... dziwką. Jeszcze raz odtwarzałam w głowie to, co przed chwilą usłyszałam. Teraz wszystko było jasne.
- Ja... nie miałam pojęcia...
- Skąd mogłaś wiedzieć. Nie myślałem, że Zayn ci o tym powie. Nie wiedziałem, że jesteście tak blisko...
Słowa chłopaka sprawiły, że na twarz wlał mi się rumieniec. W głowie zaczęły odtwarzać mi się momenty, w których rzeczywiście ja i Zayn byliśmy blisko...
- Co...? Nie! My nie... Czemu tak myślisz?
- A powinienem...?

__________
Miał być w poniedziałek, ale nie dało rady :// mój stan mi nie pozwolił, prawie siem rozchorowałam :o masakra ludzie xd. Narazie spokój, ale wiecie.. nie mów hop dopóki nie skoczysz ;> Co tu więcej.. dziękuję Wam że czytacie - pisze to pod każdym rozdziałem do znudzenia xd ale taka prawda :).
Do następnego!


♥♥♥
Neva Bajkowe Szablony