niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 51

12 komentarzy:
                Zostaliśmy w czwórkę. Nath podszedł do okna i głęboko się nad czymś zastanawiał. Nerwowo skubał kant firanki.
- Nath…?
- Ym, tak? – zapytał, jakby wyrwany z transu.
- Wszystko okej? – dopytywał Seev.
- Coś niekoniecznie dobrego dzieje się z moją siostrą… A ja nie wiem co…
- Młody, może to po prostu przypadek, przecież nie zrobiła tego specjalnie – Nathan tylko na niego spojrzał – …nie?
- Ania ma rację. Sam zauważyłem, że Jessica nie jest wobec niej tak wyluzowana i przyjazna, jak w stosunku do nas. Coś się z nią dzieje…
- Może po prostu dorasta – podsunąłem.
- Spróbuj spędzić z nią trochę czasu. Myślę, że jutro wieczorem będzie dobra pora.
- Też o tym pomyślałem…
- Chłopaki, głowa do góry. Całe szczęście Marc szybko załatwił spotkanie, więc jutro wszystko się wyjaśni, a z czasem to ucichnie. Nathan, nie przejmuj się tak. Wiem, że martwisz się o siostrę, ale moim zdaniem nie ma z nią tak źle, jak myślisz.
Dziewiętnastolatek spojrzał na mulata i uśmiechnął się bez wyrazu: - Dzięki Siva.
- Nie ma sprawy Młody – powiedział podnosząc się – Ja się zbieram.
- A gdzie to wychodzimy? – zapytał Max teatralnie poruszając brwiami.
- Ja, w przeciwieństwie do was dbam o swoją dziewczynę i w tak piękny wieczór, jak ten, zabieram ją na spacer – odpowiedział przeciągając się.
- Ja w przeciwieństwie do ciebie nie mam dziewczyny – skwitował Tom i trójka przyjaciół spojrzała na Georg'a.
- O co wam chodzi?
- Może weźmiesz z niego przykład i zabierzesz gdzieś Patrycję? – podsunął Nathan.
Prawdę mówiąc, taki pomysł przeszedł mu przez myśl, ale odsunął go od siebie, tłumacząc, że nie są jeszcze razem. "Chwila, ja pomyślałem  jeszcze?!" - pomyślał.
- Em, pewnie jest zajęta…
- Skąd wiesz? – wciął się Parker.
- Dzwoniłeś do niej?
- No nie, ale…
- No to na co czekasz? Nie bądź głupi i już nie udawaj, widać że coś się między wami dzieje.
- Chłopaki, dajcie spokój, krótko się znamy, mało o niej wiem…
- Więc dziś masz najlepszą okazję, żeby to zmienić. Jazda! – krzyknął Siva, że przyjaciel aż podskoczył.
- Oj dobra, już dobra! – powiedział wyciągając komórkę – już dzwonię, tylko dajcie mi spokój! – wyszedł do holu i wybrał numer dziewczyny. Zerknął jeszcze na chłopaków, którzy mieli zwycięskie miny i wcisnął przycisk połączenia. Po trzech sygnałach usłyszał jej głos:
- Tak?
- Cześć Patrycja – powiedział lekko się denerwując.
- Hej, co tam?
- U mnie spoko. Chciałem zapytać czy… nie jesteś zajęta? Mam na myśli teraz bo… Tak jakoś wpadłem na pomysł…, że skoro jest ciepło i… - nie miał pojęcia jak to zrobić i zaczął się plątać.
- Nie, dzisiaj mam wolny wieczór – powiedziała nieśmiało.
- To dobrze! Znaczy… skoro nic nie robisz to… wybrałabyś się ze mną na spacer?
- Pewnie, o której?
Samo to, że się zgodziła wywołało u niego uśmiech.
- Może za pół godziny, koło parku?
- Okej, do zobaczenia.
- Do zobaczenia – powiedział rozłączając się.
Jakoś tak myśl o spotkaniu z nią zaczęła go cieszyć i zamiast ruszyć się i przebrać, to jak głupi stał w miejscu i gapił się w telefon.
- Ej, Max.
- …co?
- Noo zgodziła się? – dopytywał Tom.
- No ba – uśmiechnął się zwycięsko.
- To na co ty jeszcze czekasz?
- Fakt – rzucił i pobiegł na górę.
Wziął szybki prysznic i przebrał się w szary T-shirt i ciemne dżinsy. Stąd do parku było jakieś piętnaście minut, więc spojrzał na zegarek i zszedł na dół.
- To na razie! – krzyknął im na pożegnanie.
- Ej, nie prostujesz włosów? – śmiał się Nath.
- Spadaj!- krzyknął i wyszedł z domu.
Szybkim krokiem ruszył w stronę parku. Na miejscu był, gdy zbliżała się 20:00. Nie minęło dwie minuty i zobaczył zmierzającą ku niemu dziewczynę. Na jej widok uśmiechnął się do siebie. Już po raz kolejny przez nią czuje się jakoś lepiej…? Nie chciał jeszcze wyciągać z tego pochopnych wniosków, było na to za wcześnie. Ale gdzieś tam miał nadzieję, że Patrycja stanie się kiedyś dla niego być może kimś więcej.
- Hej – powiedziała uśmiechając się uroczo.
- Hej. To co, idziemy?
- Pewnie.
Z początku nie miał pojęcia, gdzie mogliby pójść, ale nagle doznał olśnienia i postanowił pójść z nią na znany w Londynie most. Za dnia był on zwykłą kupą złomu, ale nocą, to co innego.
- Co tam u was słychać? – zapytała po chwili ciszy.
- Wszystko było w porządku, tylko ostatnio siostra Nath’a delikatnie namieszała, ale jutro już wszystko powinno być dobrze.
- Jak to? – zapytała zdziwiona.
- Spotkaliśmy się dzisiaj z Marc’iem, naszym menadżerem. Okazało się, że w prasie krąży plotka na temat Ani i Jay’a.
- Jaka?
- Że są rodzeństwem – powiedział wzdychając.
Było mu trochę przykro, że Jess zrobiła takie zamieszanie, ale wszystko wyglądało na to, że nie odbije się to na nich jakoś specjalnie.
- I to wszystko przez Jess? Jak ona mogła to zrobić… to chyba nie było celowe – mówiła z poważną miną. Gdy się nad czymś zastanawiała tak słodko marszczyła czoło… - Tak?
- Emm, też tak uważamy – uśmiechnął się nieco sztucznie.
Głupio mu było, że nie słyszał wszystkiego, co powiedziała.
- Ale skoro jutro już wszystko ma się wyprostować, to bardzo dobrze. Nie znam się tak na tym, ale myślę, że takie plotki nie robią zbyt dobrze.
- I ty się nie znasz? – szturchnął ją – O, to tutaj – powiedział patrząc przed siebie.
- Serio…?
Dziewczyna spojrzała tam, gdzie Max i zaniemówiła. Wspomniany most nocą był oświetlany tysiącem, a może i nawet milionem lampek. Wyglądało to po prostu cudownie.
- Podoba się? Chodź bliżej – uśmiechnął się i złapał ją za rękę.
Weszli razem na most i zatrzymali się na środku.
- Piękne… - powiedziała cicho uśmiechając się do chłopaka.
Max oparł się o poręcz i spojrzał w dół. W wodzie odbijała się połowa księżyca.
- Nad czym tak myślisz? – zapytała Patrycja, opierając się o ramię chłopaka. Po raz kolejny dzisiaj uśmiechnął się do siebie.
- Szczerze? O niczym. Cieszę się po prostu tym, co jest teraz.
Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na niego, a jej kąciki ust powędrowały w górę: - Już myślałam, że powiesz o podziwianiu widoków – śmiała się.
- Wiesz, marny ze mnie poeta.
Dziewczyna dała mu kuksańca w bok i zaczęli się śmiać. Nie chciał wracać do domu, do szarej rzeczywistości. Pragnął jak najdłużej zostać w tym miejscu z… nią. Spojrzał na Patrycję: wpatrywała się w taflę wody zastanawiając się nad czymś. Była naprawdę piękną dziewczyną, a w dodatku ten charakter… w pewnym momencie dziewczyna odwróciła głowę w jego stronę. Nie czekał na nic więcej, po prostu ją pocałował.

 __________
Może nie tak długi, jak poprzedni, ale caaały poświęcony naszym nowym zakochańcom ;3
Zwariowałam dzisiaj, jak zobaczyłam wyświetlenia. No serio? ponad 3 tysiące? Jesteście nie-nor-mal-ni! Zaaa to Was buźki uwielbiam :) Dzięki dzięki dzięki! Cieszę się, naprawdę, jest to dla mnie coś wielkiego ^_^
Za komentarze też dziękuję! Rozdział dla Czekająca Nieświadoma - odwiedzałaś kiedyś mojego bloga i zostawiałaś komentarze, za co dziękuję :) Mam nadzieję, że jeszcze wpadniesz.
A no i moi kochani Anonimowi Czytacze! Wy to jesteście niesamowici, dzięki za szalone komentarze ;3
Do następnego! ;*


♥♥♥

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 50

5 komentarzy:
- Liam!
- Co?
- Twoja mama napisała mi SMS'a, żebyś pamiętał o jutrzejszych badaniach!
- No przecież pamiętam! - powiedział chłopak wchodząc do salonu - Co oglądacie?


                 Przez kolejne dwa dni spędzając razem czas zachowywaliśmy się w miarę spokojnie. Słowo spokojnie należy rozumieć 'szalejemy, ale odrobinę mniej niż zwykle'. Między mną i Loczkiem wszystko powoli wracało do normy, a sama zauważyłam, że Partycja i Max stają się jakoś bardziej bliscy sobie.
                 Któregoś dnia wpadłam do chłopaków. Siedzieliśmy w salonie i oglądaliśmy jakiś serial, gdy nagle zadzwonił telefon. Seev wstał i odebrał. Po pięciu minutach konwersacji wrócił do nas z poważną miną.
- Ej... wszystko okej? - zapytał Tom na widok przyjaciela.
- Chłopaki... czy któryś ostatnio zaszalał i coś przeskrobał...? - zapytał łapiąc się pod boki. 4/5 zespołu spojrzało po sobie zastanawiając się nad czymś głęboko.
- Ym... no... nie - odezwał się Nath.
- Na pewno?
- Siva, co się stało?
- Dzwonił Marc. Powiedział, żebyśmy natychmiast przyjechali do wytwórni. Ton jego głosu mówił wszystko.
- Więc... nie pozostało nam nic innego, jak ruszyć tyłki i tam pojechać.
- Em, Marc zaznaczył, że mamy przyjechać... z tobą - powiedział wskazując na mnie.
- Ze mną? - zapytałam zdziwiona - Dlaczego chciałby widzieć... mnie?
- Nie mam pojęcia...
- Hej, nie martw się. Pewnie jakieś nieporozumienie - powiedział Jay obejmując mnie ramieniem.
Spojrzałam na niego i jakby nieco się uspokoiłam. Nie wiem co, ale ten chłopak miał w sobie coś, co działało na mnie kojąco. Zrozumieliśmy, że coś jest na rzeczy, zebraliśmy się najszybciej, jak się dało i pojechaliśmy do wytwórni. W myślach przewertowałam to, co robiłam w ostatnich dniach i nie znalazłam niczego, co mogłoby zaszkodzić chłopakom, a zwłaszcza ich menadżerowi. Gdy dotarliśmy na miejsce bez zbędnych opóźnień udaliśmy się do biura Marc'a.
- Dzień dobry - przywitali się wchodząc do środka.
- Witajcie - odpowiedział szczupły mężczyzna stojący przy oknie - Oglądaliście wiadomości? - zapytał nie owijając w bawełnę.
Chłopcy spojrzeli po sobie. Pierwszy odezwał się Max.
- Nie..., czy coś się stało?
- Owszem - odpowiedział szybko - Stało się. Cała Anglia trąbi na wasz temat - mówiąc to odwrócił się do nas twarzą i podszedł do swojego biurka.
- Szefie, możesz jaśniej? Jak widzisz nie mamy pojęcia, o co chodzi - powiedział lekko zdenerwowany już Jay.
Złapałam go za rękę i uśmiechnęłam się pocieszająco, chcąc nieco go uspokoić. Marc zmarszczył czoło i przyglądnął mi się.
- Z kim rozmawiałaś? - zapytał prosto z mostu.
- Khmm, nie rozumiem... - odpowiedziałam lekko zaskoczona.
- Pytam - powiedział poprawiając się w fotelu - z kim ostatnio rozmawiałaś.
- Em... trochę z Patrycją, moją przyjaciółką, której mogę ufać - dodałam szybko widząc grymas na twarzy mężczyzny - z Nareeshą... no i chłopakami.
Marc nawet na sekundę nie spuszczał ze mnie wzroku, co sprawiało, że na plecach miałam ciarki. Z każdą chwilą zaczynałam się go bać.
- Powiesz nam coś? - przerwał ciszę Seev unosząc ręce w zachęcającym geście.
Mężczyzna podniósł się, chwycił gazetę, która leżała przed nim na biurku i podszedł do nas, po czym zgrabnym ruchem rzucił ją na stojący przed nami stolik. Zniecierpliwieni spojrzeliśmy na okładkę.
'Fanki Jay'a McGuiness'a mogą spać spokojnie! Piękna dziewczyna, z którą ostatnio się pokazuje
jest... JEGO SIOSTRĄ!! Więcej na stronie.. '.
Spojrzałam wyżej i... zobaczyłam zdjęcie moje i Loczka.
- Kim jestem?! - powiedziałam przerażona.
Podniosłam wzrok. Marc stał naprzeciw nas z rękami włożonymi do kieszeni spodni. Z jego twarzy nie dało się wyczytać żadnych emocji. Za to moja wyrażała więcej niż można to sobie wyobrazić.
- To.. niemożliwe - powiedział cicho Max.
- Pewnie tak. Niestety media twierdzą inaczej.
- To kłamstwo! Nie jesteśmy rodzeństwem! Nie jesteśmy nawet podobni! - krzyczałam.
Byłam w szoku. Chciałam jak najszybciej to wyjaśnić, wyprostować... Nie mogłam znieść myśli, że tysiące... ba! Dziesiątki tysięcy osób czyta to i myśli, że jestem jego siostrą.
- Jesteście podobni... - powiedział Nath zastanawiając się nad czymś.
- Marc, trzeba to wyjaśnić - przerwał stanowczo Siva.
- Owszem. Od rana dzwonią do mnie dziennikarze z propozycjami wywiadów, konferencji. Pytają, czemu Jay do tej pory ukrywał swoją 'siostrę' - odpowiedział kreśląc przy ostatnim słowie gestowny cudzysłów - Na twoim miejscu uprzedziłbym swoich rodziców - dodał patrząc na Jay'a.
Chłopak do tej pory nie odezwał się słowem.
- Kto mógł to wymyślić...? - zapytał z grymasem na twarzy. Nie mogłam się w tym wszystkim odnaleźć. Bałam się, że ktoś pomyśli, że zrobiłam to dla sławy. Ktoś czyli Marc.
- ...ten sam nos... - mruczał Sykes.
- To nie ja... - powiedziałam kręcąc głową i wpatrując się w okładkę.
Już drugi raz jakiś głupi artykuł rujnuje moje spokojne życie.
- Oczywiście, że to nie ty! - powiedział głośno Tom - Marc, znamy ją i to na pewno nie ona.
- Zgadzam się z nim - poparł kolegę Siva.
W duchu cieszyłam się, że tak myślą i stoją po mojej stronie.
- Pierwszą moją myślą byłaś ty - odpowiedział po namyśle wypatrując czegoś za ogromnym oknem - ale teraz zaczynam w to wątpić.
- Marc, wiesz, że to niemożliwe - zaczął Max - Krąży wiele plotek, wiesz, fanki, wrogowie i te sprawy. Źródło musiało być wiarygodne, skoro to opublikowali.
- Wiem kto to - powiedział Nathan. Wszyscy obróciliśmy się w jego stronę wyczekując odpowiedzi. Zerknęłam na Marc'a. Uniósł brwi czekając na to, co powie dziewiętnastolatek - Jessica.
Tom i Jay zaczęli się śmiać, lecz z każdą sekundą jakby wszystko zaczynali sobie układać i w końcu ponownie zaległa cisza.
- Twoja siostra? - zapytał Marc.
- Wygląda na to, że tak - odpowiedział Nath powoli kiwając głową. Spojrzałam na niego próbując wyczytać, co może teraz czuć.
- Myślisz, że bezpośrednio zgłosiła się do prasy?
- Nie mam pojęcia...
- Nathan, nie masz pewności, czy to ona - zerwałam się.
Widziałam po nim, że jeśli okaże się to prawdą, to go zrani. Jess to jego siostra. Wie, że musi uważać na to, co robi, a tym bardziej mówi.
- Przychodzi ci na myśl ktoś inny? - zapytał Siva.
- No... nie. Ale nie wiemy tego na sto procent!
- Ania, spokojnie - powiedział Jay patrząc na mnie czule.
- Wiem, że starasz się bronić moją siostrę, ale sama wiesz, jak się ostatnio zachowywała. Wszystko do siebie pasuje.
Brunet patrzył na mnie przygaszonymi oczami. Wiedziałam, że czuł się niezręcznie.
- Więc musimy z nią porozmawiać - westchnął Jay.
- Zróbcie to jak najszybciej i dajcie mi znać. Umówię wam konferencję prasową na której ona sama wyjaśni, że zaszło nieporozumienie.
- Ona sama...?
- Tak - odpowiedział stanowczym tonem Marc - Jeśli potwierdzą się wasze domysły i to ona jest sprawcą tego rosnącego wokół was zamieszania, niech to wyprostuje.
- Zrobimy wszystko co będzie trzeba - powiedział sucho Tom.
- Wiem. Ufam wam - podszedł do okna i po raz kolejny zaczął wpatrywać się w panoramę Londynu - Zadzwońcie jak najszybciej.
- Do widzenia - pożegnaliśmy się wychodząc z biura.

- Nath, jesteś pewny, że to ona?
- Jay, wiem, że się przyjaźnicie i ona byłaby ostatnią osobą o której byś pomyślał, ale tak. Jestem pewny.
Loczek tylko westchnął. Siedzieliśmy w salonie i czekaliśmy na siostrę Nathana. Obserwowałam Jay'a i zrozumiałam, że jemu też ciężko jest w to uwierzyć. Mimo wszystko łączyła ich wieloletnia przyjaźń, ufali sobie i nie mógł zrozumieć, dlaczego to zrobiła. Im dłużej się nad tym zastanawiałam, tym większe miałam wątpliwości. Jessica była ode mnie młodsza, lecz na pewno nauczyła się, że mając sławnego starszego brata musi uważać na to, co robi. Najmniejsze jej potknięcie, jakaś wpadka odbiłoby się na zespole. Z rozmowy z chłopcami dowiedziałam się, że nigdy wcześniej nie mieli przez Jessicę jakichkolwiek problemów. Nie wiedziałam, co mam o tym myśleć...
- Cześć chłopaki! - dobiegło nas z holu - Co tam słychać? - zapytała uradowana blondynka wchodząc do salonu.
- Siadaj. Musimy porozmawiać - powiedział Nathan poważnym tonem.
- Jejku - zdziwiła się - Co ty taki poważny?
Dziewczyna posłusznie usiadła na sofie i spojrzała na nas.
- Marc umówi nas na konferencję, na którą się z nami wybierzesz - oświadczył spokojnie Sykes.
- Konferencję? Ale nigdy wcześniej na żadnej nie byłam - uśmiechnęła się niewinnie.
- Wyjaśnisz na niej, że Ania i Jay nie są rodzeństwem i powiesz, że to zwykłe nieporozumienie, które prasa niepotrzebnie wyolbrzymiła.
Słowa brata podziałały na blondynkę, jak kubeł zimnej wody. Teraz siedziała sztywno. Jej uśmiech znikł i zaczęła nerwowo bawić się palcami.
- Jess... powiedz, że to nie ty - przerwał ciszę Loczek patrząc na nią błagalnym wzrokiem.
- Ja...
- Dlaczego to zrobiłaś? - zapytał Nathan.
Zaskoczył mnie jego spokój. Był poważny, a jego ton głosu nie tolerował sprzeciwu.
- Ja... Po prostu rozmawiałam...
- Z kim? - odezwał się Max - Przecież wiesz, że musisz hamować się, gdy rozmawiasz z kimś na nasz temat - rzucił ostro.
- Wiem, ale... - dziewczyna była zmieszana.
Gdybym jej nie znała, powiedziałabym, że jest cichą, skromną osobą i chłopcy za ostro podeszli do tej rozmowy. Lecz niestety zdarzyło mi się rozmawiać z nią kilka razy i Jessica była przeciwieństwem osoby, którą tu teraz widziałam.
- Mów - rozkazał podenerwowany Sykes.
- Rozmawiałam z przyjaciółką... tak po prostu... plotkowałyśmy o gwiazdach... i całkiem przypadkiem wspomniałam jej, że... Ania jest podobna do Jay'a..., że nie zdziwiłabym się, gdyby byli rodzeństwem...
- Naprawdę tak powiedziałaś?!
- To było w żartach...
- Gdzie wtedy byłyście? - zadał pytanie Seev.
- Poszłyśmy do tej kafejki na rogu fabryki...
- Do tej, w której codziennie można spotkać przynajmniej trzech dziennikarzy??
- Przepraszam... - powiedziała spuszczając głowę.
Wszystko byłoby okej i możliwe, że uwierzyłabym jej, lecz nie wiedząc czemu coś w środku podpowiadało mi, że nie do końca jej zachowanie jest szczere.
- Wiedziałaś że musisz uważać!
- Przepraszam! Jasne? Nie... chciałam tego.
Spojrzeliśmy na nią. Chyba nie tylko mnie jej ostatnie słowa nie wydały się zbyt prawdziwe. Max wziął komórkę i zadzwonił do Marc'a.
- Konferencja jutro o 11:00 - zakomunikował George po zakończonej rozmowie.
- Szybki jest.
- Marc stwierdził, że nie ma na co czekać.
- Zgadzam się z nim - powiedział Jay po czym bez słowa poszedł na górę.
- Widzimy się jutro, Jess - powiedział Tom z naciskiem na jej imię.
Dziewczyna westchnęła tylko i wyszła z domu. Zmęczona całym dniem i tą sytuacją pochyliłam się opierając twarz na dłoniach.
- Nie przejmuj się. Wszystko będzie dobrze - pocieszał mnie Siva.
- Tyle co wszystko zaczęło się jakoś układać... - powiedziałam łapiąc się za głowę.
- I tak będzie. Po jutrzejszej konferencji - uśmiechnął się Nathan.
- Nie ufam twojej siostrze - powiedziałam cicho - Każda rozmowa z nią wydaje mi się nieszczera. Przepraszam cię, że tak o niej myślę.
- Hmm. Ostatnio też mam takie wrażenie - powiedział.
- Naprawdę? - wyprostowałam się.
- Nie wiem, co się stało. Czy to przez ten okres dorastania, czy przeze mnie... Nie wiem, ale czuję, że się zmieniła. I nie przepraszaj mnie, nie masz za co - przyklęknął przede mną i mnie przytulił.
- A gdzie Jay? - zapytał Tom.
- Chyba poszedł na górę... Był jakiś zamyślony - odpowiedział Siva.
- Pójdę do niego - oświadczyłam i ruszyłam do pokoju Loczka.
Będąc na górze zapukałam cicho i weszłam do środka. Chłopak siedział na łóżku i próbował zagrać coś na gitarze.
- Wszystko w porządku? - zapytałam stając naprzeciw niego.
Chłopak po chwili namysłu odłożył instrument, wstał i mocno mnie przytulił.
- Kocham cię... - wyszeptał mi do ucha.
Byłam nieco zaskoczona jego zachowaniem, lecz w pozytywnym sensie.
- Jay, też cię kocham... - powiedziałam odwzajemniając gest.
- Boję się, że cię stracę - odsunął się ode mnie i spojrzał mi w oczy.
- Wiesz, że jesteś ważną częścią mego życia... I nikomu cię nie oddam.
Loczek spojrzał na mnie i przysunął się bliżej: - Nawet za pudełko czapek?
- Hmm - udałam, że się zastanawiam - Tu już się można pobawić...
- No wiesz! Jestem wart więcej niż jakieś tam czapki!
- Tak? Przekonaj mnie - uśmiechnęłam się chytrze.
Nie musiałam powtarzać dwa razy, bo Jay wziął mnie na ręce po czym położył na łóżku kładąc się na mnie.
- Gnieciesz mi brzuch grubasie - śmiałam się.
- To miał być komplement? - zapytał udając oburzenie.
- Staram się.
- Jestem wart więcej niż czapki - powiedział pokazując mi język.
- Przekonaj mnie przystojniaku.
- Czapka nie potrafi przytulić...
- Ale jest mi ciepło w główkę.
- Czapka nie zrobi tak... - powiedział po czym delikatnie mnie pocałował.
Chciałam więcej, lecz Jay torturował mnie i odsunął się.
- No dobrze jesteś lepszy niż czapki. A teraz daj buziaka.
Loczek uśmiechnął się uroczo i zaczęliśmy się namiętnie całować.

__________
Jubileuszowy rozdział :) Kurcze, cieszę się jakoś na swój sposób, że wytrwałam do 50 rozdziału i jesteście ze mną :) Z tej okazji przeczytałam dzisiaj mojego pierwszego bloga i powiem Wam, że uśmiałam się przy nim ;p Sposób w jaki kiedyś pisałam powalił mnie ;3 Jeśli macie ochotę, to sami poczytajcie ---> http://miosjestlepaprzyjaprzymykaoczy.blogspot.com/   ;)
No zaburzyłam spokój u The Wanted, zła ja :P Nie pozostało mi nic innego, jak życzenie Wam miłego czytania i komentowania, za które będę wdzięczna.
Do następnego! ;*


♥♥♥

niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 49

3 komentarze:
- Nie, Nath nie! Skąd ci to przyszło do głowy... My po prostu... Był taki moment, że obydwoje potrzebowaliśmy rozmowy i zaczęliśmy się... sobie zwierzać.
- Rozumiem - uśmiechnął się, a mnie spadł kamień z serca.
Jeszcze tego brakuje, żeby zaczął coś podejrzewać. Zresztą, nie ma czego. Zayn jest uroczym chłopakiem..., który mnie rozumie, bo tak, jak ja przeszedł coś w życiu i ukrywa swój prawdziwy charakter pod maską aroganckiej gwiazdeczki i mogłabym z nim porozmawiać na każdy temat... Ale jest tylko znajomym! Nic więcej! Przecież nie można kochać na raz dwóch osób. Zresztą, czemu ja o tym myślę? To bez sensu...
- Ania...?
- Tak?
- Wszystko okej?
- Tak, tak. Zamyśliłam się...
- To jak, zgoda?
- No pewnie - odpowiedziałam i chłopak mocno mnie przytulił - No, to wracajmy do reszty, bo pewnie już się za mną stęsknili.
Wyszliśmy z kuchni i udaliśmy się do salonu. Na nasz widok cała piątka się uśmiechnęła. Poza chłopcami była także Jessica, Nareesha i Patrycja. Odwzajemniłam uśmiech i usiadłam obok Loczka.
- Eh... - westchnął Tom - Cieszę się, że wszystko jakoś się ułożyło.
- Teraz już wszystko ma być dobrze! Nie ma innej opcji! - powiedział Max.
Spojrzałam na Jay'a. Chłopak uśmiechnął się do mnie czule i złapał za rękę.
- Ej... A wy, co tak... Chłopaki...?
Na słowa Parkera wszyscy na nas spojrzeli.
- Czy wy... No wreszcie! - krzyknął Nath.
- Nasze gołąbeczki!
- Oj no dobra, dajcie spokój - śmiał się Jay.
Niestety, chłopcy rzucili się na nas, zaczęli gratulować i życzyć różnych dziwnych rzeczy, jakbyśmy byli świeżo po ślubie.
- Dobra, chłopaki... dość! Udusicie mnie - śmiałam się.
Spojrzałam na Sivę - był moim przyjacielem i chciałam wiedzieć, co o tym myśli. Chłopak popatrzył na mnie oczami pełnymi zadowolenia i uśmiechnął się ciepło.
- No, to jeszcze Nath i Tom - powiedział zadowolony Jay.
- Ale że co?
- No trzeba was wyswatać - dodał Seev.
- A Max?
Wszyscy spojrzeli na Georg'a, który pochłonięty był rozmową z Patrycją.
- Sami widzicie - chrząknął Tom. Zrobiło się cicho i po chwili Max zorientował się, że rozmowy toczą się na jego temat.
- Mówiliście coś? - zapytał niewinnie.
- A wspominaliśmy coś, że... - zaczął Nath - nie, nie pamiętam dokładnie co.
- Coś chyba... o swataniu...? - podsunął Jay.
- Tak... myślę, że tak...
- Eee..., a co dokładnie? - zapytał niespokojnie Max.
- No... to chyba coś...
Z zaciekawieniem przyglądałam się tej wymianie zdań. Chłopcy byliby świetnymi aktorami. W pewnym momencie mój wzrok spoczął na Jessice. Od momentu, gdy chłopcy dowiedzieli się, że ja i Jay jesteśmy razem, zrobiła się jakaś dziwna. Rzadko się odzywała, siedziała tylko w swoim fotelu i co jakiś czas zerkała to na mnie, to na Loczka.
- No co wy, tylko gadaliśmy.
- Mhmm.
- Nathan, bo jak ci zaraz...
- Ej, chłopaki! Spokój - powiedział Seev - Niech mu będzie.
- No - uśmiechnął się Max - Ej, jak to 'niech mu będzie'?
Razem z dziewczynami zaczęłyśmy się śmiać.
- Jacy wy jesteście podobni - powiedziała Nareesha.
- To znaczy?
- No, jeszcze nigdy nie widziałam tak zgranej paczki przyjaciół - uśmiechnęła się.
- Uff... Już myślałem, że jestem podobny do tego bałwana - westchnął z ulgą Tom.
- Jakiego bałwana?! - zapytali chórem.
- Oj chłopaki przestańcie - odezwała się Jess - Przecież każdy z was jest całkiem inny - uśmiechnęła się uroczo - Chociaż... spójrzcie na nich - wskazała mnie i Loczka - Moim zdaniem mają takie same nosy.
Na jej słowa wszyscy na nas spojrzeli. Byłam zaskoczona tym, co powiedziała blondynka. Popatrzyliśmy z Loczkiem po sobie i wybuchliśmy śmiechem. Po chwili śmialiśmy się wszyscy, oprócz Jess.
- Dobre! Hahaha...
- No, to było mocne. Jess, co ty brałaś? - śmiał się Nath.
- Chociaż..., czekajcie! Jakby tak zamknął lewe oko, a prawe przymknął... Są całkiem podobni! - mówił
Max i wszyscy ponownie wybuchli śmiechem.
Jeszcze raz zerknęłam na Jay'a - nie wiedząc czemu słowa dziewczyny zaczęły mnie zastanawiać. Nie widziałam żadnego podobieństwa, nos jak nos. Każdy ma jakiś inny. Ale wydawało mi się to dziwnie podejrzane...
- Hahaha... no fakt - powiedziała blondynka - Brwi też macie całkiem podobne!
- Tak jak ty i Nath! - powiedział Tom przerywając śmiech.
- Haha... Ej, bo jeszcze ktoś pomyśli, że jesteście rodzeństwem!
Sama nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam śmiać się jak głupia. Zerknęłam na Jess i zauważyłam, że owszem rozbawiło ją to, jak i resztę tu obecnych, ale jakby w inny sposób.
- Oj chłopaki... wy jak coś powiecie... - uśmiechnęła się sztucznie - No nic, zbieram się.
- Już? - zapytał Nathan.
- Em, jestem umówiona z przyjaciółką. Dzięki za zaproszenie, do zobaczenia - powiedziała machając nam na pożegnanie i wyszła.
W jej obecności czułam się niezbyt komfortowo...Cały czas wydawało mi się, że nie jest co do mnie w stu procentach szczera. Po głowie chodziła mi nasza rozmowa w parku... jaka była wtedy oschła... Mimo wszystko, postanowiłam zachować to dla siebie, widać było, że chłopaki ją lubią.
Posiedzieliśmy jeszcze trochę razem, porozmawialiśmy na przeróżne tematy, nawet takie na które sama bym nie wpadła i późnym wieczorem zaczęliśmy się rozchodzić do siebie. Jay chciał, żebym na noc została u nich, lecz z przykrością odmówiłam. Musiałam wrócić do siebie i posprzątać trochę w domu.

__________
Ah, ten błogi spokój ;) Chociaż przez chwilę życia prywatne mają poukładane :) No ale cóż... nic nie mówię :] Wariaty moje rozdziały dodaję w niedziele, poprzednio nie dałam rady i coś się poprzesuwało, ale myślę, że tak już zostanie. Dziękuję za Wasze opinie na temat związku głównych bohaterów, znaczy to dla mnie dużo i być może, kto wie kiedyś to wykorzystam. Wdzięcznam za odwiedzanie mojego bloga, komentarze i że czytacie ;)
Rozdział dla Anonimowego Czytacza numer Dwa - Cieszę się, że komentujesz, serio. Wiem, że czytają to nie tylko zalogowani ^_^. Miło mi, że wpadasz i rzucisz okiem na to co nabazgrałam :3.
Do następnego i miłej niedzieli zwłaszcza dla tych, którzy tak jak ja dzisiaj kończą ferie (*) ;*


♥♥♥
Neva Bajkowe Szablony