piątek, 23 listopada 2012

Liebster Award

6 komentarzy:
            Tak że no... Nie wiem o co chodzi z tym LA, naprawdę xD ja zawsze jestem taka zacofana, że nic nie ogarniam. a Najbardziej tego, że mnie nominujecie o.O. Jest przecież tysiące innych, LEPSZYCH blogów które warto nominować, ale żeby mój? Naprawdę bardzo mi miło... Zawstydziłam się, gdy zobaczyłam te komentarze... Naprawdę to dla mnie dużo znaczy, że podoba Wam się to, co piszę ^ ^. Postaram się zrobić to, co trzeba, gdy jest się nominowanym ;D. Jeśli zrobię coś nie tak - a jest to prawdopodobne - to upomnijcie mnie w komentarzach ;D

To... może najpierw odpowiem na zadane pytania ^ ^

1. Co jest Twoją największą wadą, a co zaletą?
- Hm hm hm... Moją największą wadą jest to że się zacinam xD Jeśli ktoś czytał mojego pierwszego bloga (http://miosjestlepaprzyjaprzymykaoczy.blogspot.com/), to zapewne kojarzy problem głównej bohaterki. No to ja to że tak powiem "zapożyczyłam" z mojego życia ^ ^. A zaleta to nwm ;D

2. Gdybyś mogła cofnąć czas, jakiej rzeczy byś nie zrobił/a?
- Jakby się tak zastanowić to nie zapoznałabym się z pewnym chłopakiem ze szkoły... Nie wpadłabym w głeboooki dół i byłoby lepiej. No i nie zaufałabym pewnej osobie ;)

3. Co najbardziej cenisz u swojego najlepszego przyjaciela?
- To, że jest szczery. Nie toleruję kłamstwa i cenię to, że powie mi prawdę, nieważne jak by miała mnie ona urazić.

4. Na co zwracasz uwagę u ludzi przy pierwszym spotkaniu?
- Na pewno na to, czy się uśmiecha ;D

5. Jeśli miałabyś jedną rzecz i jedną osobę do zabrania na bezludna wyspę co i kto by to był?
- Moja BFF oraz zeszyt xD

6. Kto jest Twoim idolem, wzorcem osobowym?
- Hmm... Szczerze to nie mam takiej osoby, którą naśladuję. Staram się być oryginalna ;D

7. Gdybyś mogła wejść w ciało dowolnej osoby na Ziemi, kto by to był i dlaczego?
- Nasz kochany premier! Zamknęłabym mu "twarz" i zaczęłabym coś robić xD.

8. Co myślisz o związkach homoseksualnych?
- Bez obrazy ale jestem przeciwko. Nie wyobrażam sobie dziecka które ma na przykład dwie mamy... ; /

9. Jak myślisz, dlaczego ludzie na świecie są tak nietolerancyjni?
- Moim zdaniem zachowują się tak, ponieważ dzisiejsze czasy kształtują nasze myślenie na to, że "wszyscy muszą być modni, stylowi". Nie można mieć własnego gustu, bo cię za to wyśmieją.

10. Czy chciałabyś zmienić coś w swoim życiu? Jeśli tak, co by to było?
- Odniosę się do punktu 1. Chciałabym mieć pieniądze na operację i pozbyć się tej wady... ;D

11. Jeśli koniec świata naprawdę miałby nastąpić 21 grudnia, co chciałbyś przekazać swoim najbliższym (mamie, tacie, rodzeństwu, najbliższemu przyjacielowi)?
- Przeprosiłabym za wszystko zło, które im wyrządziłam i podziękowałam za wszystkie chwile spędzone z nimi ;*

Nominacje ;D (żałuję, że nie można nominować blogów które zrobiły to z moim ;( ):

http://nie-typowa.blogspot.com/
http://stay-with-you-for-all-of-tome.blogspot.com/
http://the--wantedpl.blogspot.com/
http://thewantedstoryyy.blogspot.com/
http://imaginy-tw.blogspot.com/
http://i-promise-i-will-be-by-your-side.blogspot.com/
http://made-for-you-tw.blogspot.com/
http://you-cant-give-up.blogspot.com/
http://jay-mcguiness-poland.blogspot.com/
http://ineedyoutolie.blogspot.com/
http://opowiadanie-o-tw-2.blogspot.com/

Jeśli dodałam bloga, który mnie nominował to przepraszam za pomyłkę.

Pytania:
1. Co w TW Cię przyciąga?
2. Dlaczego postanowiłaś pisać o TW?
3. Którego członka zespołu najbardziej sobie cenisz? I za co?
4. Opisz siebie w 3 słowach.
5. Jakie jest twoje motto?
6. Co byś chciała zmienić w swoim życiu? Dlaczego akurat to?
7. Czego najbardziej nienawidzisz w ludziach? Obojętność, czy fałszywość? Jeśli jest coś innego, to co i dlaczego?
8. Co według Ciebie jest Twoją największą wadą? I dlaczego tak uważasz?
9. Oddałbyś życie za swojego przyjaciela?
10. Jakie cechy przyciągają cię do drugiego człowieka?
11. Czy liczy się dla Ciebie szczerość? Nawet jeśli może Cię ona zaboleć?

Za pomyłki przepraszam ;D to chyba tyle... Dziękuję jeszcze raz za nominowanie mojego bloga. To dla mnie zaszczyt, naprawdę ;**

niedziela, 18 listopada 2012

Rozdział 18

20 komentarzy:
                 Miałam dość tego samotnego przesiadywania. Wyłączyłam laptopa i poszłam wziąć prysznic. Przebrałam się w czyste, szare dresy i pojechałam do szpitala.

- Ania? Słońce, co ty tu robisz o 1 w nocy?
- Nie mogłam zasnąć…
- Płakałaś? – zapytała babcia z obawą.
- Nie, no coś ty, babciu – uśmiechnęłam się siadając na krześle obok łóżka.
- Przecież widzę… Kochanie, co się stało?
„Zostałam najperfidniej w świecie oszukana.”
- Babciu, miałaś zawał.
- Nie to cię dręczy.
Przecież jej nie powiem. W takim stanie… Nie mam zamiaru jej niczym denerwować.
- Wszystko jest w porządku.
- Kłamczucha – powiedziała melodyjnie uśmiechając się przy tym.
Pani Lena zmizerniała. Jej zmarszczki pogłębiły się, zrobiła się blada… i słaba. Iskierki w oczach przygasły. Jedną ręką ścisnęła moją prawdą dłoń, a drugą przytknęła mi do policzka.
- Aniu… Teraz mnie posłuchaj.
Coś było nie tak. Widziałam, że każde słowo sprawia jej ból.
- Za parę dni masz osiemnaste urodziny… Życzę ci wszystkiego, co dobre i dziękuję ci za to, że spędziłaś ze mną te piękne lata. Dziękuję, że byłaś wnuczką, której nigdy nie miałam… Widzę, że coś się stało…, coś niedobrego i nie chcesz powiedzieć, ale i tak się dowiem co to – uśmiechnęła się – Jesteś najlepszym, co mnie spotkało. Tak bardzo cię kocham i wiedz, że nigdy nie przestanę…
Z mych oczu pociekły łzy. Nagle babcia zwolniła uścisk mojej dłoni i po chwili w pokoju rozległ się najgorszy na świecie dźwięk. Z przerażeniem spojrzałam na monitor, na którym ciągła linia połykała życiodajne nierówności.
- Babciu… Babciu, nie!! Nie rób mi tego, nie teraz!! Potrzebuję cię! – krzyczałam przez gorzkie łzy palące moje policzki.
Wybiegłam z pokoju.
- Pomocy!!! Moja babcia!!
Nim się obejrzałam do sali wbiegło kilku lekarzy i pielęgniarki ze sprzętem reanimacyjnym. Nie, nie, nie!!! To sen. To mi się śni! Ona nie może… Nie teraz, gdy tak bardzo jej potrzebuję!! Z pokoju wyszedł lekarz. Spojrzał na mnie i podszedł bliżej. Przełknęłam ślinę. Wdech…, wydech. Ona żyje… Na pewno.
- Babcia… - wyszeptałam.
- Miał miejsce drugi atak serca… Pani Blake… zmarła. Bardzo… mi przykro…
Świat się zatrzymał.
Nie mam nikogo… Babcia odeszła… Tak bardzo bałam się… zostać sama…
- Proszę mnie teraz uważnie posłuchać – powiedział lekarz łapiąc mnie za ramię.
Spojrzałam na niego opuchniętymi oczami.
- O ile wiem, nie masz jeszcze 18 lat, a babcia była twoim jedynym opiekunem. Wiem też, że za parę dni wkroczysz w pełnoletniość, ale i tak moim obowiązkiem jest poinformować opiekę społeczną o tym, co się stało. Gdy się tu zjawią, sprawdzą, czy jesteś w stanie żyć dalej sama, czy też muszą cię zabrać do ośrodka na różnego typu terapie, a uwierz, nie chcesz przez to przechodzić. Wtedy będzie jeszcze gorzej. Uspokój się, wytrzyj oczy, a  gdy przybędzie przedstawiciel i zapyta, jak się czujesz odpowiedz najbardziej obojętnie, jak się da, że byłaś na to przygotowana i wiedziałaś, iż prędzej czy później to musiało się stać. Wiem, że brzmi to bezczelnie, co do zaistniałej sytuacji, ale to najlepsze wyjście. Proszę usiąść i spróbować się uspokoić. Ja pójdę poinformować opiekę.
Opadłam na krzesło. Lekarz ma rację. Na pewno ją ma. To zapewne nie pierwszy taki przypadek… Nie dam się nigdzie zabrać. Nigdzie!
Wstąpiła we mnie niepohamowana złość. Poszłam do kiosku. Żeby moja obojętność była bardziej wiarygodna, kupiłam gumę do żucia i pół jej paczki wylądowało w moich ustach. Wróciłam na miejsce i czekałam. Po 10 minutach podeszła do mnie jakaś kobieta. Podnosząc głowę zmierzyłam ją wzrokiem. Miała na sobie wysokie buty, czarną ołówkową spódnicę, żakiet do kompletu oraz białą bluzkę. Włosy związane były w ciasnego, idealnego koka, a na czubku nosa widniały okulary. W rękach trzymała brązowy dziennik.
- Proszę nie wstawać – powiedziała, gdy chciałam się podnieść.
Kobieta usiadła obok mnie.
- Anna Blake, tak? – wyczytała z dokumentów.
- Zgadza się – odpowiedziałam cicho.
Spokój… Wdech… i wydech.
- Najgłębsze wyrazy współczucia. Bardzo mi przykro z powodu twojej… babci – wyrecytowała, jak regułkę powtarzaną przy każdym tego typu spotkaniu.
„Bądź obojętna.”
- Mhmm – przytaknęłam oschle mimo, iż do oczu uporczywie pchały mi się łzy.
- Jak się czujesz po tym, co się stało?
Zaczęłam głośno rzuć gumę. W tym momencie brzydziłam się samą sobą, ale nikt mnie nigdzie nie wywiezie. Do żadnego domu dziecka.
- Byłam na to gotowa. Od dłuższego czasu babcia źle się czuła, więc… - spokój – prędzej, czy później to i tak musiałoby się wydarzyć – odpowiedziałam.
Kobieta przyjrzała mi się, przeszukała papiery i zamknęła teczkę.
- Za cztery dni, w najbliższy piątek obchodzisz 18 urodziny. Po tej, jakże krótkiej rozmowie, nie widzę potrzeby zabierania cię do jakiegokolwiek zakładu, czy ośrodka. Najlepszego i… Żegnam – powiedziała i odeszła.
Poczekałam, aż stukot jej wysokich butów ucichnie i zaczęłam płakać. Tak nagle, jak to na mnie spadło, tak szybko odeszło. To, że nie musiałam bać się interwencji opieki społecznej jest jedynym plusem… Moja babcia… Tak bardzo potrzebuję, by mnie teraz przytuliła…
- Ania? Co się stało? – zapytał znajomy głos.
Podniosłam głowę.
- Em… - przytuliłam się do niej.
- Cicho… Cichutko…
Nie musiałam nic mówić. Dziewczyna sama domyśliła się, co jest przyczyną mojego aktualnego stanu.
- Co tu robisz o drugiej w nocy? Skąd wiedziałaś… – zapytałam.
- Razem z mamą martwiłyśmy się o ciebie. Pomyślałam, że zapewne nie będziesz mogła zasnąć i chciałam cię odwiedzić. Zobaczyłam pusty garaż i od razu wiedziałam, gdzie będziesz. Przyjechałam taksówką, bo brat zabrał samochód.
- Dziękuję, że jesteś – szepnęłam.
- Poczekaj chwilkę. Pójdę porozmawiać z lekarzem – uśmiechnęła się pocieszająco i odeszła.
Nie przestawałam płakać… Kłamstwo Jay'a to kolec, o który się potknęłam i upadłam na śmierć babci, która utkwiła w sercu…
Gdy Emma wróciła, pojechałyśmy do domu moim samochodem. Powiedziała, że wpadnie do mnie o 11:00 i pomoże załatwić sprawy związane z pogrzebem. Podziękowałam jej i tak, jak stałam, położyłam się na kanapie w salonie i zasnęłam.

                 Gdy się obudziłam, byłam zdziwiona, że w ogóle zdołałam zasnąć. To przez zmęczenie… Wzięłam gorącą kąpiel i przebrałam się w czarne rurki oraz bluzę. Zeszłam do kuchni w celu zjedzenia jakiegoś normalnego posiłku. Kończyłam robić herbatę, gdy zadzwonił dzwonek. Otworzyłam i wpuściłam Emmę do środka.
- Wiem, że to głupie pytaniem ale… jak się czujesz?
Usiadłam przy stole i wpatrywałam się w ciecz znajdującą się w moim kubku.
- Źle… - odparłam.
- Twoja… Czy twoja…
- Em. To, że babcia odeszła, nie znaczy, że musimy unikać tego tematu…
- Wybacz. Czy twoja babcia wspominała coś o testamencie?
Zaskoczyło mnie to pytanie, gdyż nigdy o tym nie myślałam. Pani Lena nie miała ani dzieci, ani rodzeństwa. Czy to możliwe, aby coś mi przypisała…?
- Nic o tym nie wiem…
- Mój wujek zajmuje się takimi sprawami. Już do niego zadzwoniłam. Dobrze by było, gdybyśmy… poszukały czegoś.
Nie miałam siły wchodzić teraz do jej sypialni. Poprosiłam, by sama to zrobiła. Gdy wróciła, zadzwonił telefon. Odebrałam i okazało się, że to testator babci. Został poinformowany o śmierci Pani Leny i chciał się ze mną spotkać dzisiaj o 18:00. Zgodziłam się mimo, iż nie miałam ochoty z nikim rozmawiać.
Moje oczy nie przestawały być mokre… Ona mnie przygarnęła…, wiedziała, jaka jestem…, znała mnie w stu procentach..., wychowała… A teraz jej nie ma… Gdzie nie spojrzę, tam ją widzę. W kuchni, gdy przygotowuje obiad…, w jadalni, gdy rozmawiamy przy ciastku…, w salonie przy naszym ulubionym programie… To było nie do zniesienia…
Emma poinformowała wszystkich znajomych babci o tym, co się stało oraz o pogrzebie, który odbędzie się jutro o godzinie 14:00. Poprosiłam, by zamiast wieńców, przyniesiono najzwyklejsze stokrotki – ulubione kwiaty babci.
Była godzina 15:00. Emma wróciła do siebie, a ja siedziałam na parapecie mojego okna. Obok mnie leżało czwarte pudełko chusteczek. Płakałam. Bezustannie wylewałam łzy goryczy i bólu. Nie mogłam pogodzić się z decyzją Boga. Czemu zabrał jedyną, tak bliską mi osobę? Czy nie widzi, że zostałam sama? Nie mam nikogo?
Rozległ się dzwonek. Niechętnie zeszłam z parapetu i ruszyłam do drzwi powłócząc nogami. Miałam chwytać za klamkę, lecz uprzytomniłam sobie, że Emma załatwiła już wszystko. Mówiła, że przyjdzie dopiero jutro o 13:00. Poszłam do kuchni i wyjrzałam przez okno.
„ – Mnie nie pobijesz (…)
– A założysz się?”
„- Masz jaszczurkę?
– Tak, tylko… nie mogę jej znaleźć.”
„- Już? Nawet nie poczułem!
– Ale ja poczułam”
„ – Ty go kochasz…”.
- Jay… Czego on tu chce…
Cofnęłam się i usiadłam przy stole. O flakon z tulipanami stało oparte zdjęcie Pani Leny, a obok niego leżały stokrotki.
- Zero znajomych, Zero chłopców. Wracamy na stare śmieci - powiedziałam do siebie ze łzami w oczach i wróciłam do pokoju.

_________
Nie skomentuję rozdziału...
Tak na początku, to nie wiem nawet co napisać od siebie... Jest mi głupio. I to okropnie. Ja... codziennie budząc się moja pierwszą myślą był blog. I to, ile osób zawodzę codziennie nie dodając rozdziału... Ja PRZEPRASZAM. Każdą osobę, która czuje się przeze mnie urażona. eh.. czuje się gorzej niż przestępca... Nie wiem, co jeszcze napisać, byście mi wybaczyły... Ale nie zdziwię się, jeśli nikt już nie czeka na rozdziały. Takie zachowanie jest niedopuszczalne! I ja o tym wiem...
Dziękuję wszystkim, którzy czekali... codziennie mieli nadzieję, że dodałam ten rozdział...; // Przepraszam Was ; *
Dedykuję WSZYSTKIM! naprawdę dziękuję za pozostałe komentarze, które mnie podbudowują. Nawet nie macie pojęcia ile jdno słowo od Was zostawione pod marnym rozdziałem daje mi radości ; *
Dedykuję Weronice - Dziewczyno! dziękuję za wszystko! za te miłe słowa no i wgl że Cię poznałam! rozdział jako spóźniony prezent urodzinowy ; **
Jeszcze raz przepraszam...


♥♥♥

sobota, 6 października 2012

Rozdział 17

12 komentarzy:
                 Wsiadłyśmy do samochodu i odjechałyśmy. Przez całą drogę moje policzki były mokre. Na miejscu Emma zapytała, gdzie leży moja babcia i po chwili szłyśmy w kierunku jej sali. Stojąc przed drzwiami, błagalnym wzrokiem spojrzałam na lekarza.
- Pani Blake przeszła zawał. Nie był on groźny, lecz nie możemy go zlekceważyć. Zatrzymamy twoją babcię na parę dni w celu obserwacji. Możesz wejść do środka.
- Idź. Ja tu zaczekam – szepnęła Em.
Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam drzwi. Podniosłam wzrok i zobaczyłam starszą kobietę, nieco bladą, podpiętą do różnej aparatury kontrolującej jej procesy życiowe. Pacjentka uśmiechnęła się na mój widok. Usiadłam obok łóżka.
- Ania...
- Babciu – chwyciłam jej dłoń.
- A miałam nadzieję, że zjemy pyszną włoską lazanię.
Uwielbiałam ten jej optymizm. Co by się nie stało, ona i tak zawsze się uśmiecha.
- Babciu, nie rób mi więcej takich wycieczek, dobrze?
- Postaram się. Co u chłopców?
W tym momencie powróciły wszystkie wspomnienia. On mnie okłamał, oszukał…, pobawił się, jak zabawką…
- Jak się czujesz? – szybko zmieniłam temat.
- Bywało lepiej.
Drzwi otworzyły się i weszła Emma.
- Dobry wieczór pani Leno – uśmiechnęła się.
- Dobry wieczór Emmo.
- Pani serce lubi płatać takie figle, co?
- Postaram się je uspokoić – odpowiedziała babcia.
- Aniu, chodź. Wrócimy do domu…
Spojrzałam na staruszkę. Nie chciałam jej teraz opuszczać.
- Idź. Wyśpisz się i odwiedzisz mnie jutro.
- Dobrze – odpowiedziałam cicho po dłuższym namyśle.
Nie chciałam się sprzeciwiać. Wiedziałam, że tej nocy nie zmrużę oka, ale cała asertywność uleciała ze mnie jak powietrze w pękniętego balonika. Na nic nie miałam ani siły ani ochoty.

- Dziękuję, że ze mną pojechałaś – powiedziałam w drodze do domu.
Dziewczyna uśmiechnęła się ciepło i skręciła w ulicę, na której mieszkałyśmy.
- Wiesz, że zawsze możesz na nas liczyć? Jeśli nie chcesz dziś być sama, to ja mam wolne łóżko.
- Nie, dziękuję – wymusiłam uśmiech – Ale jestem wdzięczna, że chcesz mi pomóc.
Spojrzałam w kierunku domu. Ktoś stał oparty o furtkę. Po chwili nieznajomy podniósł głowę…
- O nie – szepnęłam.
- Co to za chłopak? Unikasz go…? – czy to aż tak widać?
- Tak… Mogłabym wysiąść u ciebie? Przejdę przez płot i wejdę tylnymi drzwiami…
- Nie ma sprawy.
Poprosiłam, by zaparkowała za domem. Jeszcze raz jej podziękowałam i wysiadłam z samochodu. Poczekałam na odpowiedni moment i sprawnym skokiem pokonałam płot wokół domu pani Margaret. Przebiegłam kilka metrów dzielących obydwa ogrodzenia. Płot otaczający mój dom był kilka centymetrów wyższy od poprzedniego. Wspięłam się na jednej nodze, drugą przełożyłam na drugą stronę i już miałam kontynuować „ucieczkę”, gdy jedną nieszczęsną sznurówką zawadziłam o róg sztachety ogrodzenia i jak długa runęłam na ziemię.
- …Ania! Nic ci nie jest?! – pytał skądś znajomy mi głos.
Otrzeźwiałam po upadku i spojrzałam na tajemniczą osobę. Odskoczyłam, jak oparzona.
- Zostaw mnie!!
- Ania, posłuchaj. Ja chciałem…
- Nie obchodzi mnie, co chciałeś! Nie będę cię słuchać!
- Proszę – złapał mnie za rękę.
- Jay! – krzyknęłam wyrywając mu się – Puść mnie! Jak mogłeś… - mówiłam trochę spokojniej – Zrobiłam coś, na co nigdy bym się nie odważyła. Zaufałam ci! Sam pytałeś mnie o ten zespół, wiedziałeś!!
- Czekaj, to nie…
- Po co przyszedłeś?! Mało ci? Nie nabawiłeś się mną jeszcze? Znajdź sobie inną kretynkę!! – wykrzyczałam i pobiegłam do domu.
Trzasnęłam drzwiami i uklękłam chowając twarz w dłonie. Mam nauczkę za to, że złamałam zasady. Mogłam mu nie pomagać! Nie poznałabym Jay'a, nie zakochałabym się w nim i nie musiałabym teraz tak cierpieć!! Usłyszałam dzwonek mojej komórki. Wyjęłam urządzenie z kieszeni i spojrzałam na ekran. 20 nieodebranych połączeń od każdego z osobna, oraz 35 od Jay'a. Reszta to same wiadomości od McGuiness'a, których nawet nie czytałam. Ze łzami w oczach poszłam do pokoju. Wykończona dzisiejszymi wydarzeniami usiadłam na łóżku. Czemu mnie to spotyka? Sięgnęłam po laptopa. Miałam zamiar zrobić coś, czego nigdy bym się po sobie nie spodziewała. W wyszukiwarkę wpisałam The Wanted i kliknęłam grafikę. Cierpliwie czekałam. Mój Boże… Każde zdjęcie było, jak cios zadany memu sercu. Jak kolec… Wszędzie oni, wszędzie uśmiechnięci…
„- Wy mieszkacie tak razem? W pięciu?
- Ymm… tak” jesteśmy zespołem (…) taka paczka, team. Wiesz, o co chodzi.”
„- Lubisz The Wanted? (…) A… wiesz chociaż, jak wyglądają…?”.
Wiedział, że nienawidzę tego zespołu i mimo to… nic nie powiedział… Chciał mnie sprawdzić… Kliknęłam jedno ze zdjęć. Był na nim Jay, do którego garnęła się masa dziewczyn. Przecież on może mieć każdą! Co ja sobie myślałam? Nic do niego nie czuję! Każda chwila…, te wszystkie momenty z nim spędzone…, uśmiechy… Tak naprawdę robiłam wszystko w towarzystwie członka znienawidzonego przeze mnie zespołu… Wydawał się taki zwyczajny… Normalny chłopak, podobny do mnie… Pewnie wcale taki nie jest! Nienawidzę go!! Czemu nic mi nie powiedział?!

__________
No... Taki sobie oo może.
Jestem zaskoczona. Pozytywnie oczywiście! Dziękuję Wam kochani za aż taką ogromną ilość wyświetleń! 7278!! Czuję się zaszczycona, że tak wspaniałe osoby czytają mojego bloga i mimo tak długiej nieobecności komentują go. Naprawdę!! Jestem prze szczęśliwa ;** Uwielbiam Was!! A te 14 komentarzy to dla mnie szok O.O nie spodziewałam się ani jednego a tu masz ;DD
Kocham Was!!
Dedykuję rozdział:
Anku ;D  - Dziękuję za wszystko Kochana! ;**
willow - Trzymaj mi się tam! Dziękuję za każdy komentarz ;**
Oraz nowym czytelnikom:
Anonimowej osobie która zaszczyciła mnie swym pięknym komentarzem - dziękuję! ;**
Patrycja Graczyk - Dziękuję, że wpadłaś i przeczytałaś ;D Zaglądnęłam na link przez Cb podany i będę czytać bloga i postaram się o parę komentarzy ;** Zapraszam ponownie ;D
dedykacja także dla każdego czytacza ;**
Kocham Was moi Kochani!!


♥♥♥

poniedziałek, 17 września 2012

Rozdział 16

Brak komentarzy:
               Dzisiejszy dzień miał zaowocować w wydarzenie, które zamknie pewien rozdział w moim życiu.
               Niczego nie świadoma zjadłam śniadanie i postanowiłam udać się na spacer. Pooddychać świeżym, angielskim powietrzem, dotlenić najskrytsze zakamarki mojego mózgu, porozmyślać... Spokojnym krokiem zmierzałam w kierunku szafirowego jeziora.Odosobnione miejsce, wolne od śladów jakiejkolwiek działalności człowieka, to to, co było mi teraz najbardziej potrzebne. Ulice jakoś tak dzisiaj opustoszały, po chodniku przechadzało się bardzo niewiele przedstawicielek płci pięknej. Może coś przegapiłam...? Jakaś wyprzedaż...? Wsłuchałam się w cichy szum drzew, lecz po chwili zmarszczyłam brwi. Coś tu było nie tak, jak trzeba. Coś zaburzało tę harmonię idealnie współgrających ze sobą dźwięków. Pewien odgłos tu nie pasował. Zatrzymałam się i wytężyłam słuch. To „coś” jakby się zbliżało... Jakby... pisk? Nie jeden, lecz... kilka, co najmniej kilkadziesiąt. Odwróciłam się i czekałam... Było coraz bliżej... Po kilku minutach, zza rogu wybiegło kilka dziewczyn, a po chwili pojawiła się ich cała chmara. Trzymały jakieś transparenty...? Po chwili wyłonił się autobus, który skręcił w ulicę, po której właśnie się przechadzałam i pociągnął za sobą oszalałe fanki. Mhm, fajnie. Przyjrzałam się mu i na masce pojazdu dostrzegłam ogromny napis „The WANTED”. Nie wierzę. Czemu akurat mnie to spotyka? Zespół, którego nie trawię, do którego żywię tak olbrzymią nienawiść właśnie przejeżdża mi przed nosem. To się nazywa ironia losu. Mój rozum uprzytomnił mi, że jeśli nie chcę zginąć, to powinnam się odsunąć. Cofnęłam się o parę kroków i postanowiłam przeczekać. Skoro nadarzyła się tak niepowtarzalna okazja, to skorzystam z niej i przyjrzę się tym osobnikom, którzy są bożyszczami tak wielu nastolatek, a których ja tak bardzo nie cierpię. Poczekałam, aż podjedzie bliżej, spojrzałam na dach autobusu i wytężyłam wzrok. To... to śmieszne. Haha! Czy to jest... Max? Ha-ha, a to Nathan... Tom, Seev..., Jay?! Nie, to... to żarty są jakieś... Przecież oni mieli załatwiać jakieś sprawy na mieście... Zrobiłam dwa kroki w przód i między mną, a biegnącymi i krzyczącymi fankami były tylko milimetry. To, co widzę..., to nie prawda... To nie może być... prawda. Jak to, przecież... cały ten czas... Oni machali do tych dziewczyn, uśmiechali się... Byli szczęśliwi... W pewnym momencie Jay mnie rozpoznał... Z jego twarzy w sekundzie znikł śnieżnobiały uśmiech. Był przerażony? Po co! Ja... cofałam się... do oczu pchały mi się łzy... Te wszystkie chwile..., ta cała znajomość, to... iluzja! Kłamstwo! OSZUSTWO!! Ostatni raz na niego spojrzałam, odwróciłam się i uciekłam... Nie wierzę w to, co przed chwilą zobaczyłam. Byli moimi przyjaciółmi... Jedynymi osobami z którymi rozmawiałam... Jak najszybciej chciałam być jak najdalej od nich... od niego! Z moich oczu wydobywał się wodospad łez... Nie mogłam sobie tego uświadomić... Wszystkie gesty, wymienione spojrzenia, chwile... spędziłam z tym beznadziejnym zespołem!!! Dokładnie o tym wiedział, że go nie znoszę! Przecież on wiedział!! On... wiedział!! Babciu przytul mnie! Powiedz, że będzie dobrze... Byłam coraz bliżej domu. wytarłam oczy i to, co zobaczyłam, wepchnęło wbity przed chwilą kolec jeszcze głębiej w moje rozdarte serce. Zdrętwiałam...
Przed moim domem na podjeździe stała karetka, do której ratownicy wnosili na noszach moją babcię. Szybko zamknęli drzwi pojazdu i w pośpiechu odjechali włączając syrenę... Nie... Tylko nie ona!
- Ania! Jak dobrze, że jesteś!
Spojrzałam w lewo. To nasza sąsiadka pani Margaret. Wpatrywała się we mnie z żalem wymieszanym z przerażeniem. Otworzyłam bezradnie usta, lecz żaden dźwięk nie wydostał się z nich, przez uniemożliwiającą to ogromną gulę w gardle.


- Ania... Nie, no nie!!

- Jay, dobrze się czujesz? - zapytał Tom, widząc dziwne zachowanie chłopaka.
- Ona tam jest... Ona widziała...
Kompletnie nie wiedząc, kogo Loczek ma na myśli, spojrzeliśmy tam, gdzie on. Wśród kilkudziesięciu krzyczących, a przede wszystkim uśmiechniętych i radosnych fanek, stała ona. Bliska płaczu, przerażona tym, co zobaczyła, to była Ania... Popatrzyliśmy po sobie.
- Muszę za nią iść. Muszę...! - krzyczał Jay.
Zaczął uciekać.
- Stój! - przytrzymał go Siva - Chcesz, żeby te dziewczyny cię zmaltretowały?!
- Puść mnie!!
- To nic nie da! Przecież wiesz, że nie będzie chciała z tobą rozmawiać.
Chłopak ustąpił. Nathan poszedł poinformować kierowcę, aby wrócił do wytwórni. Jay bezsilnie usiadł na fotelu.
- Mogłem jej powiedzieć... Było tak dużo czasu... Co ja zrobiłem...
- Nie mieliśmy pojęcia, co robić dalej.


               Czułam się okropnie. Jakby wszystkie nieszczęścia świata kolejno spadały akurat na mnie. Przed chwilą straciłam zaufanie do każdej, obcej mi nawet ludzkiej istoty. Perfidnie mnie wykorzystano. Byłam w szoku, świadomość, co się wokół mnie dzieje zmalała prawie do zera.

- Będzie dobrze - przytuliła mnie pani Margaret - rozmawiałam z twoją babcią, gdy nagle złapała się za serce i upadła. Natychmiast zadzwoniłam po pomoc.
- Muszę do niej jechać - wyszeptałam, jak zahipnotyzowana.
- Nie! Na pewno nie w tym stanie. Moja córka cię zawiezie. Pójdę po nią.
To sen... To na pewno jakiś pieprzony sen! Teraz tylko wystarczy się obudzić. No, dalej Ania. Potrafisz, dasz radę...
Najpierw oni... teraz babcia... Nie! Zdrowie pani Leny jest teraz najważniejsze! Ja w tym momencie nie jestem ważna... Nie mogę jej pokazać, że coś się stało, że coś jest nie tak, jak być powinno. Mimo, iż to sprawia mi ogromny ból... Cały czas byłam oszukiwana...
- Ania, będzie dobrze. Zobaczysz. Zawiozę cię do babci - powiedziała Emma, dwudziesto trzy letnia córka pani Margaret.
Przez głowę przetaczały mi się najczarniejsze scenariusze. Nikomu już nie zaufam. Nikogo nie obdarzę tym ryzykownym uczuciem. Liczy się tylko moja babcia. Nie mam ochoty żyć i tak okropnie cierpieć... Tak bardzo martwiło mnie pytanie, co teraz będzie?


__________
Rozdział dodany na nowo, po poprawkach technicznych :)


♥♥♥

niedziela, 16 września 2012

Rozdział 15

13 komentarzy:
- No, to zjeżdżamy parami – wyszczerzył się Parker i spojrzał na mnie porozumiewawczo.
- Pojadę z tobą, ale pod jednym warunkiem.
- Słucham?
- Ja prowadzę – uśmiechnęłam się triumfalnie.
- Uuuu – zabuczeli pozostali.
- Tom strzelił poker face’a i namyślił się.
- Mówiąc prowadzę, masz na myśli trzymanie hamulców?
- Dokładnie. To jak, jedziesz?
Chłopak pokiwał głową i usadził się na sankach. Poszłam w jego ślady i zajęłam miejsce z przodu. Zapięliśmy pasy.
- W miejscach oznaczonych czerwoną linią można hamować – powiedział mężczyzna.
Można, ale nie trzeba. A co, jak się bawić, to się bawić. Jake - tak głosiła plakietka na bluzce chłopaka - zwolnił blokadę i ruszyliśmy. Na początku spokojnie pokonaliśmy kilka zakrętów. Lecz dopiero po paru minutach zaczęła się prawdziwa zabawa. Wpadając w ostry skos nabraliśmy prędkości i przed nami ukazały się pierwsze czerwone linie. Specjalnie zdjęłam ręce z hamulców.
- Będziesz hamować, prawda? – zapytał pełen obaw Tom.
Ja tylko spojrzałam na niego, uśmiechnęłam się szeroko i odwróciłam się, gdyż wjechaliśmy w ostrzegawczy kolor. Nie mogłam przestać się śmiać. Chłopak tak przeraźliwie piszczał na widok kolejnych czerwonych linii, że ze śmiechu bolał mnie brzuch. Po 15 minutach powoli zjeżdżaliśmy do startu. Zadowolona wysiadłam i stanęłam obok Jay'a, który zapewne nie miał z kim jechać.
- Jak było? – zapytał z uśmiechem.
Tom, który do nas dołączył, stanął naprzeciw z otwartą buzią.
- Ona… w ogóle… nie… hamowała… To, co… tam… przeżyłem… BYŁO NAJLEPSZYM ZJAZDEM W CAŁYM MOIM ŻYCIU!! Ja chcę jeszcze raz!!
- Teraz ja ją porywam! – krzyknął Max łapiąc mnie za rękę i ciągnąc do sanek.
Nim się obejrzałam, byliśmy już na torze, a Tom awanturował się przy budce. Później, kolejno zjeżdżałam z Seev'em, Nathan'em, jego siostrą Jess oraz powtórnie z Tomem. Zauważyłam że blondynka dziwnie zachowuje się w obecności Loczka. Jej zachowanie diametralnie się zmienia… Pewnie to mi się tylko wydaje. Kiedy ci szaleńcy poszli się posilić, podeszłam do Jay'a opierającego się o barierkę, który wpatrywał się w krajobraz rozciągający się przed nami.
- Nie zjechałeś ani razu.
- Jakoś… nie mam ochoty.
- Co się stało? – zapytałam.
Najwyraźniej zaskoczyło go tego typu pytanie. Zapewne spodziewał się czegoś o charakterze bardziej pytającym, np.: ”Czy coś się stało?”, a ja tu od razu wyskakuję z założeniem. Czy tak, czy tak, jego wyraz twarzy mówił sam za siebie.
- Nie… po prostu nie mam… ochoty.
- Rozumiem – uśmiechnęłam się.
- Albo mi się wydaje, albo ty się zmieniłaś.
- Nie, nie wydaje ci się… Pamiętasz tę scenę z parku? – dodałam po długim namyśle.
- Gdy w pięknym stylu nas spławiłaś? – uśmiechnął się delikatnie.
- Tak – odpowiedziałam cicho – Do tej pory nie miałam żadnych przyjaciół…, kolegów…, znajomych…,
- Naprawdę? – zapytał przypatrując mi się.
- Tak… Odkąd was poznałam, to się zmieniło. Wcześniej unikałam ludzi, a teraz…
- Ja… nie miałem pojęcia…
- Skąd mogłeś wiedzieć? – uśmiechnęłam się – Chodź. Nie będziesz tu tak stał.
Jay z ociąganiem, ale jednak wsiadł ze mną do sanek i zjechaliśmy ten jeden, jedyny raz.
- Ja się ciebie boję – powiedział, gdy wysiedliśmy.
- Jestem aż tak okropna? – zapytałam śmiejąc się.
Chłopak nie zdążył nic odpowiedzieć, gdyż zjawiły się nasze głodomory i oświadczyły, że będziemy się zbierać. Jessica obdarzyła mnie zimnym spojrzeniem, gdy zobaczyła, że Jay przewiózł się ze mną. O co jej chodzi?

- Cześć babciu! – powiedziałam do słuchawki
Ledwo otworzyłam drzwi, a moja komórka zaczęła dzwonić, jak szalona.
- Witaj Słońce. Co tam u ciebie?
- Właśnie wróciłam z toru saneczkowego – powiedziałam radośnie.
- Cieszę się, że dobrze się z nimi bawisz.
- Skąd wiedziałaś, że z nimi?
- W tym wieku wie się parę rzeczy.
- A co we Włoszech?
- Wspaniale. Wszystko ci jutro opowiem.
- Jutro…?
- Zarezerwowałam bilet. Wylatuję o 9:10. Za 10 godzin powinnam być na lotnisku. Czy to takie dziwne? Tydzień już minął Skarbie.
- No tak. Babciu umówmy się, że zadzwonisz, jak będziesz lądować.
- Tak zrobię. No to do jutra wnusiu.
- Do jutra babciu.
Odłożyłam komórkę i udałam się do pokoju, by zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby się wyspać.

                 Dzisiaj wraca babcia… Powiem jej… Powiem o wszystkim… O tym, że się… ten, tego… zakochałam… i o wielu innych rzeczach…
Prowadząc dogłębne przemyślenia, rozwieszałam pranie. Postanowiłam ogarnąć trochę dom przed powrotem Pani Leny. Odkurzyłam, starłam podłogi, szafki, półki… Kończyłam zmywać naczynia, gdy dostałam SMS od Jay'a. „Hej ;D. Po jutrze wychodzimy na pizzę ;) Wpadniemy po ciebie o 16:00. Juro musimy pozałatwiać na mieście pewne sprawy, więc masz od nas wolny jeden dzień xD. Do zobaczenia ;)”. Z nimi nie będzie mi się nudziło. Chwilę później zadzwoniła babcia i po niecałej godzinie witałam się z nią na lotnisku.


- Co jej napisałeś? – zapytał Nath.
- Że musimy coś załatwić.
- Bardzo prowizorycznie – odparł Tom.
Z irytacją wypisaną na twarzy przyglądałem się tej rozmowie. Siedzieliśmy w kuchni i każdy jadł na obiad to, co chciał.
- Kiedy jej powiesz? – zapytał Sykes.
Klasyczne pytanie zadawane Loczkowi prawie codziennie.
- Kiedyś na pewno – i klasyczna odpowiedź na powyższe.
- Chcesz, żeby to się skończyło tak, jak z Dianą?
- Diana leciała na kasę!
- Tym bardziej powinieneś powiedzieć Ani, co do niej czujesz!
- Pracuję nad tym!
- Może ci pomóc?
- Zrobię to pojutrze! Po pizzy… zabiorę ją na… spacer, czy coś…
Bardziej, niż ta energiczna wymiana zdań, interesował mnie Seev. Odkąd chłopaki gadają o naszej przyszłej (mam nadzieję) parze, w ogóle się tym nie interesuje, myślami błądzi gdzieś indziej… Sekundę. On coś wie. Ma na jakiś temat pewne informacje, lecz nie chce nic mówić. A może myśli, że jest to tak oczywiste, że nie ma żadnej potrzeby wypowiadać tego na głos? Tylko co to jest…
- A gdybyśmy tę całą wycieczkę autobusem po Londynie przełożyli na inny dzień? Powiedziałbyś jej jutro? – dociekał Tom.
Właśnie! To przecież TO ostatnio wisi w powietrzu! To drażni mulata! Ale dlaczego? On coś wie… Coś wie… Od początku. Jesteśmy przyjaciółmi. Jay zakochał się w Ani… Ona nie miała żadnych znajomych, ale ma Seev'a. Przyjaciele się wspierają, tak? Więc skoro my tu przekonujemy Loczka, to on… O mój Boże. Ania czuje to samo… Przecież to proste! Są przyjaciółmi, musiała mu powiedzieć. Poza tym, to widać gołym okiem!
Wystarczyło jedno spojrzenie wymienione między mną, a obiektem mych rozmyślań i Seev zorientował się, iż wiem, o co w tym wszystkim biega.


- Proszę, to dla ciebie.
Babcia wręczyła mi niewielkie pudełeczko. Niepewnie uchyliłam wieko i po chwili ujrzałam zawartość.
- Dziękuję! – rzuciłam się kobiecie na szyję.
Dostałam jedną z bardzo rzadkich czapek. Na całym świecie wyprodukowano ich tylko kilka. Marzyłam o jednej z nich.
- Babciu, jakim cudem ty ją zdobyłaś?!
- Cuda się zdarzają – uśmiechnęła się.
Rozsiadłam się wygodnie w fotelu i wsłuchiwałam się w opowieści z podróży. Następnie to ja opowiedziałam pani Lenie o wszystkim, co się wydarzyło. Zarówno wokół mnie, jak i w mojej głowie.
- Coś cię dręczy – powiedziała babcia.
- Masz rację. Długo się przed tym broniłam, uciekałam. Odsuwałam to od siebie, ale… Ja go kocham, babciu. Najpierw uznałam, że to tylko i wyłącznie zauroczenie, lecz dotarło do mnie później, iż jest to coś silniejszego…
- Powiedziałaś mu? – zapytała ze spokojem.
Rozumiała mnie. Nie wyrzucała mi, że to ona miała rację, że powinnam jej posłuchać. Wiedziała, że kiedyś sama do tego dojdę.
- Nie… Tak bardzo się boję…
- Spróbuj z nim porozmawiać.
- Nie mogę… Nie chcę zniszczyć tej znajomości…

Było już późno w nocy, gdy stwierdziłyśmy, że wszystko już zostało powiedziane i położyłyśmy się spać.

__________
Spokój... ;D. No to jest rozdział ^^. Myślę, że się podoba. Pod ostatnim rozdziałem zrobiłyście spam: "Kiedy Ania będzie z Jayem?!". Wiecie, jak ja lubię przedłużać? Ale spokojnie. Z każdym rozdziałem jesteśmy coraz bliżej ;D. Dziękuję za aż 11 komciów i niewyobrażalną ilość wyświetleń ;***
Dedykuję:
Anka Nete - Mówiłam, żebyś nie przesadzała z czytaniem Tego czegoś? To Ty niee. Musiałaś postawić na swoim ;** Za to Cię Kocham. Ja Twojego czytam po troszeczku, bo sama rozumiesz ;** Dziękuję i zapraszam ponownie ;**
Paola - Dziękuję za miły komentarz. Każdy nowy czytacz to dla mnie radocha. No i właśnie tak było jak zobaczyłam kom od Cb ;** Dziękuję za linka. postaram się czytać Twoje zapewne wspaniałe opo ;D


♥♥♥

środa, 12 września 2012

Rozdział 14

11 komentarzy:
                 … Aał… Moja bańka… Powoli otwierałam oczy… i zobaczyłam wpatrującego się we mnie chłopaka o kręconych…
- Jay! – krzyknęłam i poderwałam gwałtownie głowę, czego natychmiast pożałowałam.
Czułam, jak krew pulsuje w każdej komórce mojego mózgu. Pomasowałam sobie czoło.
- Nawet nie próbuj się podnosić – odezwał się przyjaznym tonem.
Przetarłam paczadła i spojrzałam na niego.
- Jay?
- Niestety nie – uśmiechnął się – Jestem jego bratem bliźniakiem.
- Że kim?
- Że bratem bliźniakiem – zaśmiał się na mój sposób zapytania.
Przejechałam ręką po czole i poczułam przeszywający moje ciało ból.
- Radziłbym ci tego nie dotykać. Upadając, natrafiłaś na ławkę i rozcięłaś sobie środek czoła.
- Środek? Centralnie?
- Niestety. Wolałabyś skroń i prawdopodobny zgon?  Ciesz się, że nie skończyło się to wstrząsem mózgu.
- Przydałby się. Może zapomniałabym o pewnej osobie.
- Oj przestań – uśmiechnął się.
I tak zaczęłam z nim rozmawiać. Miał na imię Tom. Dopiero po dłuższej chwili zauważyłam minimalne różnice między nim, a jego bratem. Po dwóch godzinach wyczerpujących konwersacji, ból głowy zmniejszył się do tego stopnia, że bez problemu mogłam chodzić.
- Odwiozę cię, tylko wstąpimy jeszcze do chłopców – oświadczył chowając telefon – Dzwonił Jay, że ma do mnie jakąś sprawę.
- Ale nie powiedziałeś mu o mnie…
- A nie powinienem…?
- To opiekę pięciu wariatów mam zapewnioną.
- Oj, wybacz. Ja…
- Skąd mogłeś wiedzieć? Przecież nic się nie stało – uśmiechnęłam się pokrzepiająco i po chwili ruszyliśmy.
Gdy dotarliśmy na miejsce, ledwo wysiedliśmy z samochodu, a drzwi mieszkania otworzyły się z hukiem.
- ANIA!!! – krzyknęła cała piątka zmierzając ku mnie.
- O… mój… Boże... – wyszeptałam i zrobiłam krok w tył.
- Nic ci nie jest?
- Ile widzisz palców?
- Bardzo cię boli?
- Jak to się stało?
- Ktoś cię popchnął?
- Wiesz jak wygląda?
Z przerażeniem patrzyłam na nich i próbowałam odpowiedzieć przynajmniej na jedno z zadawanych pytań, lecz zaraz pojawiało się kolejne.
- Może chcesz usiąść?
Ledwo otworzyłam usta, a Max i Tom złapali mnie za ręce i zaczęli prowadzić do domu. W ostatniej chwili odwróciłam głowę i spojrzałam na bliźniaka.
- Pomocy! – wyszeptałam i po chwili znalazłam się w salonie.
No to koniec.
- Chcesz się czegoś napić?
- Może wody?
- Soku?
- A może jesteś głodna?
- Czipsa? – zapytał Tom przysuwając mi paczkę.
- Nie, dzięki…
- Może loda? – Nath podał mi miskę pełną białego, waniliowego puchu.
Nie, tylko nie lody. Błagam, niech on je zabierze zanim… Poczułam, jak robię się blada i zbiera mi się na wymioty. Wyrwałam paczkę chipsów z rąk Toma i… stało się.
- Ej!! To jest… A dobra, już są twoje.
- Fuuuj…
- Nathan, bądź tak dobry i zabierz mi te lody z oczu – powiedziałam wciąż trzymając twarz w chipsach.
Chłopak zrobił, o co poprosiłam i do salonu wpadł Jay.
- Jak się… Co ty robisz z głową w…
- Nigdy więcej nie kupię tych czipsów – skrzywił się Tom.
- Nigdy więcej nie zjem trzech pudełek lodów naraz – powiedziałam do siebie.
- Aaaa.
- Pozwolisz, że… to wyrzucę – odparł Max i zabrał worek.
- Lepiej będzie, jak wrócę do domu – wstałam, lecz zakręciło mi się w głowie i Seev musiał mnie przytrzymać.
- Jesteś pewna, że nie chcesz u nas zostać?
- Nie. Położę się i jutro rano wszystko wróci do normy.
- Jesteś tego na sto procent pewna? – dopytywał mulat.
- Oczywiście. Poza tematem, to nie chcę wam zawracać głowy.
- Wiesz, że nigdy tego nie robisz? – wtrącił Max.
- Zapamiętam – uśmiechnęłam się.
- Odprowadzę cię – zaoferował się Jay.
Pożegnałam się z pozostałą czwórką i wyszliśmy. Po minucie świeże powietrze zrobiło swoje i poczułam się, jak nowo narodzona, lecz mimo to, Jay cały czas obejmował mnie w talii, gdyż bał się, jak on to ujął: „że w każdej chwili mogę pocałować chodnik”. Wtedy o tym nie myślałam, ale było to bardzo przyjemne uczucie, chociaż jak najszybciej chciałam zapomnieć, co do niego czuję.
- Dzięki tobie pozbyłem się zapachu tych okropnych chipsów – uśmiechnął się.
- Nawet mi nie przypominaj – śmiałam się – A co mi dasz, za wybawienie cię z opresji?
- Odprowadzenie do domu, to mało?
- Wybawienie od przykrego zapachu, to mało? – droczyłam się.
Nie mam pojęcia, co we mnie wstąpiło. To zapewne te lody…
- Racja – zamyślił się.
Ciekawe, co mu wpadnie do głowy. Żeby było w miarę nor… Nagle Jay nachylił się i pocałował mnie w policzek. Natychmiast się zarumieniłam. On mnie pocałował. On… mnie… Miało być coś normalnego!! Nie mogę się pogłębiać w tym uczuciu… Byłam zła. Na siebie i na niego, ale starałam się tego nie okazywać.
- Wystarczy?
Do jasnej… Jak ja mam o nim zapomnieć?
- Muszę się nad tym głębiej zastanowić. Dziękuję, że chciało ci się mnie odprowadzić.
- Nie ma sprawy. To… A co za to dostanę?
- Jay! – śmiałam się – Mogę ci dać kopa na rozbieg, żebyś szybciej wrócił.
- Obejdzie się bez tego – uśmiechnął się – Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Zmęczona szybko wzięłam prysznic i położyłam się spać.


- Chłopaki, to jest zły pomysł…
- Jay, ty się nie znasz na dobrych pomysłach.
- Ja się nie znam?
- Przymknijcie się, bo…
- Czasem mam ochotę powiedzieć, że Was nie znam.
- Co ty powie…
- Ciii, poruszyła się.
- Brawo, obudziliście ją.
Co jest, kurcze. Albo mi się zdaje, albo ktoś tu sobie rozmowy przeprowadza. Podniosłam się, przetarłam oczy i gdy ICH zobaczyłam, aż podskoczyłam.
- Dzień dobry – wyszczerzył się Tom.
- Chłopaki?! Co wy tu do jasnej…
- Nam też miło cię widzieć – uśmiechnął się Max, przerywając mi moją bogatą wypowiedź.
- Jak wy tu…
- Tak na przyszłość, to zamykaj dom na klucz – powiedział Nathan nie pozwalając mi dokończyć.
- Czy wy do spodu zgłupieliście? Żeby przychodzić o – spojrzałam na zegarek – wpół do dziesiątej i zdzierać mnie z łóżka?
- Jeszcze tego nie zrobiliśmy, ale skoro nalegasz…
- Nie!
- Tak poza tym, to był jego pomysł – Jay wskazał palcem Parkera.
Rzuciłam mu karcące spojrzenie.
- No co. Nie było innego wyjścia. Na 12:00 zarezerwowałem letni tor saneczkowy! Tylko dla nas! Czujecie to?!
- I musieliśmy przyjść aż tutaj, żebyś nam o tym powiedział? – zapytał z wyrzutem Siva.
- Jeśli nie chcecie, to…
- Nie! Już, szybko!
Przymrużonym okiem obserwowałam poczynania chłopaków. Seev szukał czegoś w mojej szafie, a Nath zniknął w garderobie. Nagle Max i Tom złapali mnie pod ręce i wyciągnęli z łóżka. Następnie postawili przed lustrem, wepchali do rąk jakieś ciuchy i zbiegli na dół.
- Tylko się pospiesz! – krzyknął Nath wychodząc z pokoju.
- A ty co się śmiejesz? – zapytałam Loczka, który ledwo trzymał się na nogach.
- Po pierwsze to chłopaki szybko się uwinęli. A po drugie spójrz w lustro – uśmiechnął się i dołączył do reszty.
Zrobiłam, co poradził i sama wybuchłam śmiechem. Włosy odstawały mi, każdy w inną stronę, jedno oko przymknięte, pogniecione piżamy, komiczna postawa… Chwila. Oni wszyscy poszli do kuchni?! Jeśli teraz tam pobiegnę, wygonią mnie i każą się ubrać. Pozostaje mi jedynie szybkie ogarnięcie się.
Jak pomyślałam, tak zrobiłam i po 5 minutach byłam na dole.
- Tylko nie rozwalcie mi… kuchni? – krzyknęłam wpadając do pomieszczenia, lecz to, co tam zobaczyłam totalnie mnie zaskoczyło. Cała piątka siedziała przykładnie przy stole, każdy z kubkiem herbaty w ręce. Na środku stał talerz z kanapkami, a wkoło panował nienaruszony porządek.
- Szybko ci poszło – uśmiechnął się Nath – Teraz siadaj i jedz.
Z zaskoczeniem wypisanym na twarzy zaczęłam jeść śniadanie. Długo nie wytrzymali i ktoś kiedyś musiał palnąć coś głupiego, na co wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Po skończonym posiłku zamknęłam dom i pojechaliśmy do mieszkania wariatów. Zajęłam sobie miejsce z przodu, gdyż nie miałam najmniejszej ochoty walczyć o powietrze z czterema chłopakami na tylnych siedzeniach. Na miejscu Nathan i Max przesiedli się do drugiego auta, gdyż Sykes zabrał także swoją młodszą siostrę, a do jednego samochodu byśmy się nie zmieścili, mimo iż już wcześniej było o jedną osobę za dużo. Po półgodzinnej jeździe Tom zaparkował przed jakimś odgrodzonym wysokim płotem miejscem. Chłopak potwierdził rezerwację i powoli ruszyliśmy za jakimś mężczyzną.

__________
Taki...ło xD Dobra, nie wypowiadam się, już siedzę cicho ;) Dziękuję za 8 komentarzy O.O. Rok szkolny a wy czytacie te moje... Efekty szalonej wyobraźni! do nauki! Haha xD. Jestem wdzięczna naprawdę. I za wyświetlenia i za komentarze. Cieszę się, że ktoś tu wchodzi ;**
Dzisiaj posypią się dedykacje:
Emely - Dziękuję za taki entuzjazm wyrażony na tt. Naprawdę zaskoczyłaś mnie ;) Pozytywnie oczywiście. no dziękuję Ci Kochana, że czytasz i za miłe słowa też no i... mam nadzieję, że się nie znudzi ;**
Wariatka.♥, Alicee_ , nightmare. oraz Sykesówna -
Dziękuję Wam dziewczyny, że zaglądnęłyście tutaj i skomentowałyście rozdział ;) Postaram się czytać wasze blogi. Powoli będę nadrabiać. Może nie zawsze je skomentuję, ale wiedzcie, że je czytam ;** Jeszcze raz dziękuję i zapraszam do czytania ;***
SPECIAL:
LiNkA - Dziękuję Ci moja BFF, że jesteś!!! Specjalna dla Ciebie, żebyś nigdy nie przestawała w siebie wierzyć. Kocham Cię ;**
Anku ;D  - Twoje opowiadanie jest cudowne! ;** Dziękuję, za rozmowy na GG i za to, że znajdziesz czas, by przeczytać to moje opo. i, że informujesz mnie o nowych rozdziałach. No dziękuję, że jesteś, że zawsze starasz się pomóc, gdy tego potrzebuję. Taka moja kochana pomocna ;** Jestem wdzięczna za wszystko ;** 
Martha . :) - Tobie siostro dużo mówić nie muszę. Kocham rozmowy na GG i wiesz o tym dobrze. Dziękuję Ci (wiem, że tego nie lubisz) za wszystko. Za piękny nagłówek, za epopejskie zajebiaszcze komentarze i... no dziękuję ;**

willow - Ty też kochana sis!! ;) Masz mi tam wierzyć w siebie!!Bo się przejdę do Ciebie!! Potrafisz, tylko musisz chcieć. Wiesz o o co kaman ;** Kocham Cię i wiedz o tym, że zawsze możesz na mnie liczyć ;**.


♥♥♥

sobota, 8 września 2012

Rozdział 13

8 komentarzy:
- Nie. To niemożliwe… Jak nie, jak tak! – mówiłam do siebie, drepcząc po pokoju – Wszystko na to wskazuje. Ale zaraz… Przecież ja się w nim tylko ZAkochałam, a nie KOCHAM. Teraz wystarczy tylko go unikać, nie myśleć o nim i mi przejdzie. Ha, jakie to proste! Zresztą, to aż 5… 4 lata różnicy! To jest niemożliwe, żeby on czuł do mnie coś, co wykracza poza granice przyjaźni.
Usiadłam na brzegu łóżka, lecz zaraz się podniosłam.
- Nie wysiedzę. Natychmiast muszę z kimś o tym porozmawiać. Hmm… Babci nie ma, a ja potrzebuję konwersacji w cztery oczy… Seev? No dobra, tylko co mu napisać? „Musimy porozmawiać” – nie. Zbyt poważne. Pomyśli, że coś się stało… „Wpadniesz do mnie na minutkę? Oczywiście, jeśli nie jesteś zajęty ;)”. Tak. To będzie idealne.
Już po chwili dostałam odpowiedź: „Jasne ,) Będę za 5 min ;D”. To super. Ja jeszcze jestem w piżamach?! Z prędkością światła umyłam się i przebrałam.
Kończyłam robić kawę, gdy usłyszałam dzwonek. Poszłam otworzyć i po chwili siedzieliśmy w kuchni przy stole, zajadając się śniadaniem.
- Seev…
- Słucham?
- Po dwóch dniach długich, bardzo długich rozmyślań i ich podsumowaniu… doszłam do wniosku, że…
- Że…?
- …ja…
- Ty…?
- …zakochałam się…
- Naprawdę?! Skąd pochodzi? Jest przystojny? Jak się poznaliście? Znam go? Gdzie mieszka? Jak ma na imię? – Seev zadawał pytania, jak nakręcony.
- Ehh… Pochodzi z Anglii…, Skoro się w nim zakochałam, to… owszem, jest przystojny… Wpadliśmy na siebie na ulicy… - z każdym kolejnym wypowiadanym przeze mnie słowem, wyraz twarzy chłopaka stawał się coraz bardziej poważny - …, Znasz go… Mieszka razem z tobą i… ma na imię…
- …Jay – dokończył.
Spuściłam głowę i łyżeczką zaczęłam bezsensownie mieszać herbatę.
- Czyli jednak…
- Słucham?! – podniosłam głowę.
- Od kiedy poznałem cię z chłopakami zauważyłem, że akurat na Loczka patrzysz tak… inaczej. Pomyślałem, że to mi się tylko zdaje, lecz z czasem moje domysły tylko się potwierdzały.
- Aż tak to widać? – zarumieniłam się.
- Po prostu trzeba umieć patrzeć - uśmiechnął się - Powiedz mu – dodał po chwili.
- Chyba żartujesz. Nie chcę zniszczyć tej znajomości. Nie chcę, by Jay rozmawiając ze mną, musiał na każdym kroku zważać na słowa, bym czasem nie zaczęła sobie robić nadziei. Zresztą, ona ma 22 lata, jest 5 lat starszy, nie szuka sobie takiego bachora, jak ja, tylko dorosłej, pięknej kobiety – powiedziałam z akcentem na słowo pięknej.
- Kiedy masz urodziny?
- 13 kwietnia…
- A więc nie 5, a 4 lata. Zresztą wiek, to tylko liczba. I nie mów mi, że nie jesteś piękna.
- Ja tak nie uważam, ale jeśli ty tak myślisz… to twoje zdanie. Poza tym, to tylko zauroczenie, przejdzie mi.
- Skromna, mądra, nie ładujesz na siebie ton pudru… Na jego miejscu już bym z tobą chodził – uśmiechnął się – Ale po tym, co powiedziałaś… to już nie jest zauroczenie. Ty go kochasz…
Kubek, który podnosiłam do ust wysunął się z mojej dłoni i z hukiem roztrzaskał się o podłogę, rozpryskując swoją zawartość. Spojrzałam na chłopaka. Ma rację… On ma rację… Seev zerwał się i zaczął sprzątać rozbite naczynie. Ocknęłam się i dołączyłam do niego.
- Co chcesz zrobić? – zapytał stając przy drzwiach.
- A to ja powinnam coś z tym zrobić?
- Chyba tak tego nie zostawisz.
- No… taki właśnie miałam plan… - odpowiedziałam drapiąc się po głowie.
- Jeśli na razie, podkreślam NA RAZIE nie chcesz, aby on się dowiedział, twoje zachowanie ani odrobinę nie może się zmienić. Inaczej Jay zacznie coś podejrzewać.
- Ehh, jakoś to ogarnę.
- Jakby coś, to dzwoń – uśmiechnął się.
Pożegnaliśmy się i poszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę i znalazłam trzy duże pudełka lodów. No co, czymś trzeba się zająć. Wzięłam jedno i usiadłam w salonie włączając TV. „Orzechowe z bakaliami” – brzmiał napis na opakowaniu. Obojętnie wzruszyłam ramionami i otworzyłam pudełko. Skakałam z kanału na kanał, co chwila wkładając sobie do buzi pełną łyżeczkę puszystych pyszności. Zakochałam się… W dorosłym chłopaku… Uhh, czemu to nie mógł być jakiś osiemnasto-, albo chociaż dziewiętnastolatek? Jak tylko dorwę tego małego przydupasa w pieluszce, który lata, jak nakręcony i strzela sobie tymi swoimi malutkimi, uroczymi strzałeczkami gdzie popadnie nie patrząc w kogo trafia i tym samym rujnując ludziom życie, osobiście wsadzę mu ten jego łuk w… pampersa. Jedno pudełko zjedzone i nic. Idę po drugie, tym razem truskawkowe. Zabrałam też dwie dwulitrowe butelki Pepsi. Tak swoją drogą, ciekawe, co teraz robią moi kochani rodzice. Ehh, zostawili mnie, jak psa! Chcieli mojej śmierci, a tu proszę. Ja żyję! Gdybym miała okazję im się za to wszystko odwdzięczyć, z pewnością władowałabym im kulkę w… Matko! Te lody chyba zamroziły mi część mózgu odpowiadającą za logiczne myślenie. A chłopcy? Oni są inni. Gdy powiedziałam im o mnie prawdę, nie pocieszali, ani nie użalali się nade mną. Nie robili ze mnie żadnej sierotki. A co, jeśli on czuje do mnie to samo…?
- Buhahahhaha – wybuchłam niepohamowanym śmiechem – Zdziwiłabym się, jeśli moja osoba spodobałaby się komukolwiek z płci przeciwnej.
Drugie pudełko lodów świeciło pustkami. Na samą myśl o trzecim, moje kiszki wyraziły bunt głośno burcząc.
- Ekhem. Drodzy wątrobo i żołądku. Nie mam jeszcze 18 lat, ale gdybym je już miała, zamiast w trzech paczkach lodów, problemy utopiłabym w trzech sześciopakach. Więc uwierzcie mi. Od 18 butelek piwa lepsze będą trzy opakowania lodów.
Najpierw zaczynam gadać do siebie, teraz do własnego brzucha… Lepiej pójdę już po te lody. „Pyszny deser o smaku wanilii z dodatkiem pomarańczowego aromatu, przełożony ajerkoniakiem, polany czekoladą z orzechami arachidowymi, zwieńczony soczystą wisienką”. Łał. Mieszanka wybuchowa? Z tym ostatnim ratunkiem w dłoniach usiadłam przed telewizorem.

                  …Za nami miejsce drugie, a teraz The Wanted z kawałkiem „Chasing The Sun”… O Boże, znowu oni… „I’m never, I’m never down. Live forever, forever with…”
- Gdzie ten pilot?! O, jest.
Bez patrzenia na ekran wyłączyłam TV i wstałam z kanapy. Oouuu… Mój brzuch.
- Ulżyło na duszy, przybyło na ciele – mruknęłam pod nosem zbierając puste pudełka. Kiedy po wczorajszym party hardzie (czytaj: oglądaniu filmów przez chłopaków) nie było już śladu, postanowiłam, że spalę te lodowe kilogramy. Założyłam dres i pobiegłam do parku.
- Nigdy… więcej… nie będę… opychać… się… lodami… - mówiłam do siebie, opierając się o moje drzewo i usiłując złapać oddech.
Odpoczęłam jeszcze kilka minut i ruszyłam. Po drodze mijałam same zakochane pary. Ehh… Gdyby tak ja…
Nagle potknęłam się o własną nogę i z hukiem upadłam, uderzając o coś głową…

__________
Uf wyrobiłam się!! Myślałam, że nie dodam już w tym tygodniu ;) Nowa szkoła podoba mi się i to baardzo hue hue dziwne nie? Podoba mi się szkoła O.O. Ale co tam, ja jestem dziwna xD. Więc macie rozdział. Wiem, że krótki ;/ Wybaczcie ;( Ale powiedzcie, jaracie się tak, jak ja nowym singlem?! Bosh co to będzie jak ukaże się klip!! Zgon xD. Dziękuję za ponad 4000 wejść!!! Nie macie co robić prawda?! Nudzi Wam się aż tak? xD Dziękuję Kochani także za komentarze. Liczy się dla mnie każdy. To.. Do następnego Kocham Was!!


♥♥♥

poniedziałek, 3 września 2012

Rozdział 12

5 komentarzy:

- Podobno jesteś sama w domu, więc… - zaczął Tom.
- …postanowiliśmy cię zaszczycić naszą obecnością – dokończył Nath.
- Aaa.
- No wiesz, nie widzieliśmy się kilkanaście godzin – odezwał się Max wchodząc do środka, tym samym ciągnąc za sobą resztę.
- Strasznie się za tobą stęskniliśmy, wiesz?
- Właśnie widzę – uśmiechnęłam się.
- Pooglądamy sobie horrora! – krzyknął radośnie Seev.
- Horror? – zapytał Jay.
- Beze mnie. Jakoś… nie mam ochoty – powiedziałam – Jakbyście chcieli coś do picia, to… - spojrzałam na Tom'a, który taszczył z kuchni dwie butelki Pepsi - …on wam powie, gdzie szukać. Ja będę u siebie.
- Dołączam się – powiedział Jay uśmiechając się do mnie.
Zwinęłam chłopakom paczkę popcornu i poszliśmy do mnie.
- Twojej babci nie ma? – zapytał.
- Pojechała do Włoch do znajomej na tydzień.
Na moje słowa chłopak pokazał rząd białych zębów.
- O nie. Nie będzie tu żadnej, podkreślam żadnej imprezy.
- Ehh… Czekaj.
- Co?
- Nie uzyskałem odpowiedzi na moje pytanie.
- Jakie?
- Czy masz rodzeństwo – uśmiechnął się chytrze – Mieszkasz tak sama, z babcią? – Jay zadawał za dużo pytań.
Nie. No nie. Co ja mu odpowiem? Prędzej, czy później i tak by o to zapytał. Teraz właśnie jest to „później”. Mogłam się tego spodziewać…
- Ja… - spuściłam wzrok – nie mam nikogo… Siostry, brata…, cioci ani wujka… mamy… taty… Pani Lena… nie jest moją babcią… Znalazła mnie w parku, gdy miałam 3 latka… Nigdy nie buntowałam się przeciw rodzicom…, nigdy ich nie przytuliłam…, nigdy nikt mnie porządnie nie ochrzanił…, nigdy nie doświadczyłam tego uczucia, że rodzice są dla mnie wszystkim… - poczułam, jak moje oczy zachodzą mgłą, a po chwili policzki robią się mokre.
- Nie płacz – podszedł do mnie i przytulił – Twoja przybrana babcia jest wynagrodzeniem za rodziców.
Poczułam ogromną ulgę… Jakby ktoś zdjął ze mnie ciężar… W końcu to z siebie wyrzuciłam, pozbyłam się tego… Rozpłakałam się na dobre, dając upust emocjom.
- Cii, proszę nie płacz. Już dobrze, Ania…
Nagle wstał, wziął gitarę i zagrał piosenkę, którą mnie uczył. Robił przy tym tak komiczne miny… Zaczęłam się śmiać. Po chwili odłożył instrument i pokazywał jakieś… po prostu się wygłupiał. Wymyślał kolejne zwrotki piosenki, a mnie ze śmiechu bolał brzuch. W pewnym momencie złapał mnie za rękę i zaczął obracać. Tańczyliśmy (o ile można to tak nazwać) po całym pokoju, zwalając przy tym różne rzeczy. Jeśli chciał mnie rozśmieszyć, to udało mu się to. Robiliśmy właśnie jakiś przedziwny obrót, gdy zawadziłam nogą o brzeg łóżka i upadłam na nie razem z chłopakiem. Nie przestawałam się śmiać. Otworzyłam oczy i ujrzałam te piękne niebieskie siatkówki… Nasze twarze dzieliła jedynie odległość kilku centymetrów… Jay podpierając się jedną ręką, drugą odgarnął opadające na moje oczy włosy… Bałam się tego, co nastąpi… Patrzył mi głęboko w oczy uśmiechając się przy tym delikatnie… Byłam sparaliżo…
- Co wy tu tak cicho… Oouu.
Odskoczyliśmy od siebie, podnosząc się z łóżka. W drzwiach mojego pokoju stał nie kto inny, jak wszechobecny Tom z dość dziwnym wyrazem twarzy…
- Yyy… Jak tam film? – zapytałam, jakby nigdy nic mijając go i tym samym wychodząc z pokoju.
- Eee… może być – wydukał.
- Seev, możemy się przejść…? – zapytałam nieśmiało, wchodząc do salonu.
- Jasne – odpowiedział zaskoczony i wyszliśmy.
Powolnym krokiem kierowaliśmy się do parku.
- Coś się stało? – zapytał z troską.
- Uznałam, że skoro Jay już wie… Moja babcia… nie jest moją babcią…
- Jak to…
Usiedliśmy na ławce.
- Seev, ja jestem sierotą…
- Nie płacz – przytulił mnie, a ja wtulona w niego wszystko dokładnie mu wyjaśniłam.
- Mądra z ciebie dziewczyna – uśmiechnął się pocieszająco – Nie próbujesz na siłę ich odnaleźć… A poza tym?
- Nie rozumiem.
- To nie jedyne, co cię gryzie – spojrzał mi w oczy.
Czy przed nim nic się nie ukryje?
- Znaczy… bo…
- Poczekaj. Widzę, że coś cię dręczy, ale ty sama nie wiesz, jak to ubrać w słowa… Potrzebujesz pobyć trochę sama, prawda?
- Chyba… chyba tak.
- Wrócimy do domu, zabiorę tych wariatów i ty sobie odpoczniesz, okey?
- Nie chcę się was pozbywać…
- A kto tu mówi o pozbywaniu się kogokolwiek? Dziwię się, że tyle z nami wytrzymałaś.
- Powinnam powiedzieć to samo o sobie.
- Oj przestań już, przestań. Chodź – uśmiechnął się ciepło i wróciliśmy do domu.

- Chłopaki, zbieramy się – oświadczył Siva wkraczając do salonu.
- Ale już?
- Równie dobrze możecie sobie film pooglądać u nas.
- No dobra…
- Dzięki – szepnęłam.
- Do zobaczyska! – krzyknął Nath i razem z pozostałą trójką wyszedł z domu.
- Dziękuję, że mogliśmy u ciebie…
- Seev, nie ma sprawy – uśmiechnęłam się.
- Narazie.
- Pa – pomachałam im na pożegnanie i zabrałam się za ogarnięcie salonu.
Gdy posprzątałam po gościach, poszłam się umyć i położyłam swe ciało do łóżka.


- Jay?
- Tak.
- Jak doszło do tego, że o mały włos jej nie pocałowałeś? – zapytał Tom, na co ja strzeliłem poker face’a.
- Pocałowałeś?! – dziwiła się reszta.
- No… próbowałem ją rozweselić i…
- Fajny sposób.
- Wyznałeś jej swe uczucia? – zapytał Nathan niskim głosem.
- Yyy… nie?
- Buuu!!!
- A teraz Jay wyjaśni wam, dlaczego – powiedział Max.
Rzuciłem mu karcące spojrzenie, a trzy pary oczu patrzyły na mnie, wyczekując odpowiedzi.
- Ehh… Cytuję: „Nienawidzę, nie znoszę, nie cierpię The Wanted”
- A-ale…, że ona…? – pierwszy z szoku ocknął się Tom.
- Powiedziała ci?
- Słyszałem, jak mówiła, gdy mijałem ją na ulicy. Ale, kiedy zapytałem, by się upewnić… to się jedynie potwierdziło.
- Kiedy ją o to pytałeś?
- Wczoraj…
- Musisz jak najszybciej powiedzieć jej prawdę – stwierdził Siva.
- Jak dowie się wcześniej…
- Niby w jaki sposób.
- Hello – Sykes pomachał mi ręką przed oczami – Jesteśmy sławni. Radio, TV, prasa, Internet…
- Powiem jej… w najbliższym czasie.
- Nieźle. Podoba ci się dziewczyna…
- … która nienawidzi pewnego zespołu…
- …, a kumpluje się z nami…
- … i nie wie, że my jesteśmy tym właśnie zespołem.
Mówili kolejno Nath, Tom, Siva i Max.
- Jay. Ona jest moją przyjaciółką. Nie rozmawialiśmy jeszcze o TW, ale jeśli trzeba będzie, to jej powiem – odparł Seev.
- Zrobię to! – odpowiedziałem dla świętego spokoju.
- No i dobrze.
- Gdy będzie ku temu najlepsza okazja – dodałem bardzo cicho.


                  Przez dwa kolejne dni dużo spacerowałam. Odwiedziłam park, moje drzewo, jezioro… Cały ten czas myślałam i myślałam…
                  Pewnego dnia obudziłam się bardzo wcześnie. Już ponad pół godziny, leżąc na łóżku, wpatrywałam się w sufit. Po chwili podniosłam się, podeszłam do lustra i usiadłam po turecku naprzeciw niego.
- Dobra – powiedziałam, patrząc na swoje odbicie – Odkąd zamieniłam z nim dwa słowa, chcę robić to częściej… Przy nim jestem sobą… Czuję się swobodnie… Mogłabym z nim porozmawiać o wszystkim… Ale jednocześnie, gdy jestem blisko niego, moje serce wariuje… Dziwnie się czuję… Myślę nad tym, co powiedzieć… Czasem się rumienię… Gdy go dotykam, moje ciało przechodzi przyjemny dreszcz… A gdy go nie ma… Trochę mi smutno… Jaki z tego wniosek?
Przyglądałam się swoim oczom. Są… jakieś takie inne. Rozmarzone, błyszczące…?
- O Mój Boże – szepnęłam przytykając dłonią usta – Ja… zakochałam się…

__________
To tak Przepraszam, że dopiero teraz dodaję rozdział. Nie mogłam znaleźć czasu, a teraz będzie z tym jeszcze większy problem. Bo pierwsza liceum i chcę się pokazać z jak najlepszej strony... no masakra. Wasze blogu będę się starała nadrobić, ale co do komentowania, to nic nie obiecuję ;//.
Mam pytanie. Podoba się wygląd bloga? Nie wiem jak Wy, ale ja wzroku od nagłówka oderwać nie mogę. A gdy go zobaczyłam, to płakałam, naprawdę!! Jeśli Wy też macie na taki chrapkę to pisać do osoby która otrzymuje SPECIAL dedykację ---> Martha . :) - Ta dziewczyna jest Wspaniała!! przez wielkie "W"!! Nie prosiłam ją o to a ona... Kocham Cię!!!
Druga SPECIAL dedykacja dla ---> willow , która ma spełnić parę warunków ;) Trzymam za Ciebie kciuki!! Jesteś Kochana i wyjątkowa,a co do Twojego bloga to jest on idealny i nawet mi tu nie zaprzeczaj!! ;**
Kocham Was i dziękuję wszystkim za poprzednie komentarze!!!


♥♥♥
Neva Bajkowe Szablony